Are you the publisher? Claim or contact us about this channel


Embed this content in your HTML

Search

Report adult content:

click to rate:

Account: (login)

More Channels


Channel Catalog


Channel Description:

Blog o Zaciszu, Bródnie, Targówku i okolicach. Niestety- nie dla zomowców, szewców i wiejskich z ostrowskiego.

older | 1 | 2 | (Page 3) | 4 | 5 | newer

    0 0
  • 12/17/15--10:33: Zagadka ulicy Bratka
  •   

        Niedługo po II wojnie światowej, jeszcze w latach 40-tych na Zaciszu zamieszkał Antoni Zawadzki z najbliższymi, dziadek p. Jarosława. Jego posesja miała adres: „ ulica Feliksa Bratka ”. Z informacji zdobytych przez p. Jarosława wynika, iż Feliks Bratek wychowywał się przed 1939 r. na Zaciszu. Można wręcz podejrzewać, że mieszkał tu z rodzicami. W czasie okupacji już jako młody człowiek miał się związać z konspiracją niepodległościową, być może partyzantką. Zginął w czasie II wojny światowej. Po wojnie, gdy przybywało mieszkańców Zacisza, władze administracyjne zaczęły nadawać nazwy nowym ulicom i tej jednej nadano „miejscowego” patrona.

          Właśnie- kogo? W internetowym wykazie IPN figuruje niejaki Feliks Bratek (ur. 1907), jednakże ten od 1945 r. był wywiadowcą w Rembertowie a potem referentem (sierżantem) UB i zmarł już po wojnie. Feliks Bratek z Zacisza (być może ten sam) widnieje w protokołach Gminnej Rady Narodowej Bródno z grudnia 1944 r. W czasie obrad zgłosił wniosek o rezolucję w sprawie przekształcenia PKWN w Rząd Tymczasowy, co „zyskało uznanie ogółu”. Był oddelegowany do zbierania datków na Towarzystwo Pomocy Rannemu Żołnierzowi, założone przez wójta. Podarował też sumę 50 zł na Towarzystwo (nie był osobą zamożną, gdyż średnia darowizna wynosiła 100 zł, przy czym producent atramentu K. Lipowski ofiarował aż 1000 zł). W styczniu 1945 r. został członkiem zarządu GRN jako „przedstawiciel gromady robotniczej Zacisze”, zaś kilka miesięcy później na liście adnotowano: „wyjechał”. W 1946 i 1947 r. w skład GRN wchodziła Helena Bratek, należąca do PPR i Ligi Kobiet, zamieszkała przy ul. Żwirki 2  (dziś Miedzianogórska), nie wiadomo jednak, czy była krewną Feliksa. Czy zaciszański komunista mógł zostać patronem ulicy?

         A teraz słowo o mieszkańcu drewnianego domu na ul. Bratka. Antoni Zawadzk i (1908-1988) w dwudziestoleciu międzywojennym był związany z Pragą (ul. Ząbkowską). W latach 30. przeniósł się na ul. ks. Ziemowita. W czasie wojny owdowiał i ożenił się ponownie z panną z Podlasia. Razem z jej rodziną kupili działkę na Zaciszu. Kupili też z krewnymi na spółkę drewniany dom. Przewieziono go w częściach z Podlasia na wozach (być może ze wsi Czaple Andrelewicze lub okolic, skąd pochodziła druga żona Antoniego) i zmontowano na działce. Powiedzmy, że to taki „dworek” uboższej szlachty z Podlasia, wzniesiony prawdopodobnie w latach 20. XX w. Wnętrze domu podzielono na dwie niezależne części. Każda z nich miała obszerną kuchnię, dwa pokoje i niezależne wejście. Dom stoi do dziś choć jest w nie najlepszej kondycji technicznej. Tu wychowywały się dzieci dziadka z jego drugiego małżeństwa. Dom wyróżnia się rzeźbionymi nadokiennikami. Nieruchomość jest dalej w posiadaniu rodziny.  Antoni Zawadzki, z zawodu introligator, miał w ogrodzie murowaną pracownię z maszynami (już nie istnieje). Nie był detalistą, przyjmował raczej zlecenia związane z większą ilością pracy z drukarni np. szycie i klejenie nakładu jakiejś książki.

       Wracając do kwestii patrona ulicy, trzeba zauważyć, że ulica została na dobre wytyczona pod koniec lat 40. Na mapach z lipca 1944 r. i z roku 1947 widzimy w tej okolicy szczere pole. Ulica Codzienna nie istnieje, przyszłe ulice Bratka i Spójni to stary ciąg drogi narolnej do folwarku Jórskich, biegnący równolegle do rowu granicznego folwarków Zacisze i Agril (ciąg obecnych ulic Blokowa- Litawora- Matyldy). Widać również stawy (parkowe) folwarku. Ustawienie drewnianego domu Zawadzkich może być wskazówką co do dawnego przebiegu wspomnianej drogi narolnej, która przecinałaby teraz nowy budynek na tej posesji. Ten przebieg widać na mapie WIG z 1934 r., na planie z 1948 r. i jeszcze na pierwszym rzetelnym planie miasta z 1958 r.  Dom przy ul. Bratka 1 był zapewne pierwszym, zresztą do końca lat 80. na tej ulicy istniały tylko 3-4 domy.

       Zapewne nazywanie ulic rozpoczęło się  po jakimś czasie po wojnie. Być może urzędnicy nie przywiązywali wagi do prawidłowego adresowania i używali skróconego zapisu „ ul. Bratka ”, tak jak „ul. Kopernika” czy „ul. Moniuszki”, chociaż powszechnie wiadomo, że obaj mieli imiona. Niestety nazwisko „Bratek” kojarzy się bardziej z rośliną ozdobną niż z postacią historyczną i „ ul. Bratka ” lokowana jest wśród nazw botanicznych tak jak „ul. Niezapominajki”, „ul. Stokrotki”, „ul. Fiołków” czy „Al. Róż”. Spisy ulic w planach miasta czy w książce zawierającej spis kodów pocztowych podają jedynie „ul. Bratka”. Nic więc dziwnego, że ta postać nie pojawia się w publikacjach typu „Patroni warszawskich ulic”.

         W związku z pismem pana Jarosława dotyczącym skorygowania nazwy ulicy „Bratka” na ulicę „Feliksa Bratka”, sprawa była omawiana przez Zespół Nazewnictwa Miejskiego i Podkomisję ds. Nazewnictwa Ulic w Komisji Kultury i Promocji Rady m.st. Warszawy w dniach 10.09.2008. i 29.10.2008. Zdaniem członków Zespołu prawdopodobna jest teza, iż pierwotnie nazwa tej ulicy była nazwą upamiętniającą osobę. Ponoć w niektórych archiwalnych dokumentach Ewidencji Ludności Urzędu Dzielnicy Targówka widnieje nazwa ulicy „Feliksa Bratka”. Najstarszy dokument z archiwum Urzędu m.st. Warszawy, pochodzący z 1951 roku (po przyłączeniu do Warszawy) mówi jednak o ulicy „Bratka”. Biuro Kultury być może przeprowadzi poszukiwania w Państwowym Archiwum m.st. Warszawy… A może ktoś z Zaciszan potrafi rozwikłać zagadkę Bratka?

    Kursywą oznaczono fragmenty listu p. Jarosława Zawadzkiego.


    0 0
  • 12/23/15--03:52: Zdjęcie Zacisza z 1939 r.
  •    W latach 30. XX wieku prasa kilkakrotnie pisała o problemach jednego z większych podwarszawskich osiedli: braku utwardzonych dróg, podtopieniach, niesprawnej komunikacji, fatalnych warunkach bytowych mieszkańców. Ten artykuł z "Dzień dobry" wyróżnia się fotografią- co jest wielkim rarytasem dla lokalnych historyków, gdyż zdjęcia Zacisza sprzed wojny można zliczyć na palcach. 

        Na zdjęciu utrwalono fragment ulicy Radzymińskiej (wtedy: Trakt Piłsudskiego). Szeroki rów z wodą ciągnął się po "lewinowskiej" stronie od Łodygowej po Lewinowską, mniej więcej w miejscu jezdni bocznej i do połowy posesji, przylegających do Radzymińskiej. Odcinek bliżej Łodygowej zasypano gdzieś przed 1938 r. w związku z budową istniejących do dziś "kamieniczek" (nr 252 i 256). 

     

        Można zgadywać, w którym miejscu wykonano fotografię. Pomocna jest analiza map geodezyjnych z lat 50. Drewniane chaty rozebrano najpóźniej w latach 50. Odniesieniem może być biały budynek, stojący w głębi posesji, prostopadle do drogi i rowu. Taka budowla istnieje do dziś pod nr 246- jest to dom dawnego sołtysa i radnego- Stanisława Banasia. Na jego wysokości przez rów przerzucona jest kładka dla mieszkańców m.in. dzisiejszej ulicy Nauczycielskiej. Dalej nad rowem wznosi się opisywany już przeze mnie sklep wędliniarski Werbanowskiego (http://warszawazacisze.blox.pl/2015/09/Cytrynowa-kielbasa-od-Werbanowskiego.html ). W tym wariancie chatę pośrodku rozebrano w latach 50., zaś budynek z okiennicami po lewej miał spłonąć w 1939 r. (wersja p. Alicji Pierzchalskiej, mieszkanki ul. Nauczycielskiej). 

      W wariancie drugim, dom stojący prostopadle znajdował się na posesji nr 226 naprzeciw Szkoły 84, zaś nad rowem (choć tutaj był już zasypany) stał budynek mieszczący restaurację Skalskiej. 

        A tytułowy odór? Może był tylko wymysłem dla przyciągnięcia czytelników. Dziś również piszą o innym odorze, wydobywającym się z kominów...


    0 0

     

    Gdy mury przestały piąć się do góry... Widok DK od strony Czarnej Drogi i Bogumińskiej. Po lewej sala kinowa, po prawej korpus główny. Na zdjęciu pierwszym, po stronie prawej sali kinowej widoczny jest dom państwa Grajda, rozebrany podczas poszerzania Generalskiej w 1981 r. Na zdjęciu drugim ulicą Bogumińską idzie pani Maria Cichosz, przyszła kierowniczka nowej placówki. Za jej plecami świeży się gmach podstawówki.  

    "DEK" tuż przed oddaniem do użytku. Pozostały do wykonania prace kosmetyczne w otoczeniu budynku. Patrzymy ze skrzyżowania Generalskiej i Blokowej. Po prawej stronie spadzisty dach domu przy Czarnej Drodze przed Dyngus- i trawiasta łąka w miejscu przyszłego stadionu i baraków klubu sportowego Junak. 

    Zaciszańscy ochotnicy w akcji... Taniej i szybciej zbudowano skwerek i parking dzięki bezinteresownej pracy mieszkańców osiedla (wykonali połowę robót związanych z DK). Widok ze skrzyżowania Blokowej i Bogumińskiej, po lewej bezcenne uchwycenie w kadrze zatrzymującej się na przystanku kolejki radzymińskiej. 

     

    Po lewej dostrzeżemy ogromne drzewo- element rozpoznawczy zaciszańskiego przystanku wąskotorówki. Zaraz obok jest wylot Tużyckiej (znak trójkąta) i budka z piwem Kozłowskiej. Murowany dom z gankiem stoi do dziś pod numerem 212. Na zdjęciu po prawej prace porządkowe na wylocie Bogumińskiej w Blokową. Stare drzewa rosły na boisku szkoły 84 jeszcze do lat 90 (służąc np. za bramki na mniejszym boisku). 

     

    Zdjęcie z wyjazdu z parkingu przed DK na Bogumińską. W miejscu białego baraku jest dziś boisko do koszykówki i rośnie płacząca wierzba. Czy ktoś rozpoznaje swoją rodzinę?

    30 września 1967. Kosmetyka wykonana, można z pompą otwierać. Łopoczą sztandary na górce usypanej przed wyjściem z widowni; tu na sankach zjadą dzieci, którym za daleko na Zwałkę w Lesie Bródnowskim; tu na "solówkę" po lekcjach schodzić będą poróżnieni dżentelmeni z "84".  

     

    Zaciszańscy i dzielnicowi notable, kolejarze w pełnym rynsztunku... Głośno było w tych dniach o Zaciszu w prasie (http://zacisze.info/?p=253

    http://www.targowek.info/2012/09/dom-kultury-zacisze-ma-45-lat/ ). A potem... nastanie cisza i zastój inwestycyjny na długie lata. 

    Zdjęcia pochodzą z albumu rodzinnego państwa Miecznikowskich. Ostatnie zdjęcie z Google Maps 2014. 


    0 0
  • 01/11/16--07:51: Strażnik tradycji?
  •     Po 3 latach, od czasu likwidacji pętli Zacisze na ul. Codziennej, autobus 512 wraca w dniu dzisiejszym na trasę przebiegającą dwukierunkowo przez ul. Codzienną (od 1991 roku). Dojeżdża przez ul. Rolanda do nowej pętli "Gilarska". Z wyświetlaczy miała zginąć bezpowrotnie nazwa "Zacisze" (formalnie powinniśmy zobaczyć: "Gilarska Nowa Trasa").

    Tymczasem...Niespodzianka! Jedna z brygad 512 okazała się strażniczką lokalnych tradycji :-) Ciekawe, czy kierowca poszedł za ciosem i zawrócił na zaoranej łezce przy Blokowej :-) 


    0 0
  • 01/16/16--02:18: Śnieżna noc na Zaciszu
  •  

    Chałupnicza i Ładna

     

    Roślinna i Młodzieńcza

     

    Kanałowa i Mleczna

     

    Blokowa i Skierskiego

     

    Żarnowiecka i promenada przy Lesie


    0 0
  • 01/18/16--03:01: Zimowe Zacisze- album
  • Kliknij w link do albumu 35 zdjęć Zacisza w śnieżnej szacie: 

    https://www.flickr.com/photos/33189092@N03/albums/72157662903315599

    Zdjęcia są opisane, można je wyświetlić w formie automatycznie zmieniających się slajdów. 

    Dom Kultury

    Blokowa

    Fersta

    ... i inne! 


    0 0

     

        Zebra prowadząca przez Codzienną  do chodnika w ul. Blokowej prowadzi jednocześnie na parking pod samem spożywczym. Co chwila korzystają z niej piesi- przeważnie klienci sklepu. Poza nimi- o zgrozo- zmotoryzowani klienci. Gdy brakuje miejsca na podjeździe (od strony ul. Roślinnej), samochody wjeżdżają na parking prosto przez pasy. Tak samo z niego wyjeżdżają. Niektórzy robią to nawet wtedy, gdy miejsc postojowych nie brakuje. Bo… tak bliżej do wejścia, choć nie jest to hipermarket i zazwyczaj wychodzimy raptem z bułkami. Samochody z reguły cofają, mając ograniczone pole widzenia, zwłaszcza, gdy jest ciemno. Sytuację komplikuje fakt, że parking znajduje się właściwie w ciągu chodnika ul. Codziennej i tarasuje go. Trzeba przemykać się pod budynkiem, albo lawirować wąskim pasem między cofającymi autami a pędzącym coraz częściej Codzienną sznurem samochodów.

        Rozwiązanie takie już raz skończyło się dla pieszych fatalnie.   

        Pod koniec lutego 2015 r. pod sklepem na Codziennej doszło do tragicznego wypadku: samochód cofający z parkingu na ulicę przejechał po idącej po pasach kobiecie.  Kierowca, znajdujący się pod wpływem alkoholu (mało tego, przed chwilą dokupywał w samie kolejne trunki), zbiegł z miejsca wypadku. Kobieta leżała pod samochodem, bo karetka i policja przybyły na miejsce zdarzenia… po pół godzinie!

    http://www.targowek.info/2015/02/fatalny-dzien-na-ulicach-dzielnicy/

       Po mojej informacji, w dniu 04.05.2015 r. radna Katarzyna Górska- Manczenko wystosowała interpelację nr 27 w sprawie ustawienia słupków na ulicy Codziennej przed sklepem w rejonie skrzyżowania z ulicą Blokową, sygnalizując, że  „p rzejście dla pieszych wchodzi na teren parkingu. W momencie wycofywania samochodu z parkingu może dojść do potrąceń pieszych”. http://bip.warszawa.pl/NR/rdonlyres/00104f3b/qbelkkfgelajfifjyicsyoiarwobgkxq/internr27radnejG%C3%B3rskiej.pdf

        W dniu 20.05.2015 r. burmistrz odpowiedział, „że zostanie zlecone wykonanie projektu organizacji ruchu spełniającego Pani postulat. Projekt ten po uzyskaniu uzgodnienia Inżyniera Ruchu m.st. Warszawy zostanie zrealizowany w terenie. Przewidziany termin realizacji II półrocze 2015 roku ”.

    http://bip.warszawa.pl/NR/rdonlyres/00105df0/whvxpvfnlzheuiceenqeougctimwvjiw/odpnainternr27radnejG%C3%B3rskiej.pdf

        Ochrony dla pieszych w postaci słupków na wejściu na zebrę nie postawiono do tej pory. A radna Górska, monitorując realizację urzędowych obietnic, przyczyniła się do ciekawego odkrycia. Przy wejściu na zebrę widać trzy dołki, ewidentnie pozostałość po słupkach. „Znikające” słupki  widać też na zdjęciach ulicznych Google, co dowodzi, że ktoś wyrwał je w latach 2011-2014 , niedługo po tym, gdy je zamontowano.  Pytanie: komu zależało na jak najszerszym podjeździe pod sklep kosztem bezpieczeństwa pieszych? Być może na wyrywającym słupki ciąży tragedia przejechanej kobiety…

     

    Mapy Google: X. 2011 r. 

     

    X. 2011 i VI. 2014 r. 


    0 0

          Na Zaciszu mieszkał wielki, choć zapomniany dziś człowiek. Zaprojektował kościół Floriana i budynki w Warszawie. Doprowadził do świetności folwark Zacisze. To on rozpoczął parcelację i sprzedaż działek ( jego syn Zygmunt  proces ten  jedynie   kontynuował). Opisywał nowatorskie metody gospodarowania w czasopismach. Organizował targi, kierował Towarzystwem Rolniczym.

    1893

       Ignacy Jórski (1852-1905), architekt, ziemianin,   dyrektor handlowy Syndykatu Rolniczego Warszawskiego, urodził się w Tarnowie. Studia architektoniczne odbył w Politechnice Lwowskiej. W 1875 r. przeniósł się do Warszawy, gdzie po odbyciu praktyki u A. Wolińskiego i podróży za granicę pracował, budując liczne domy i wille. Jego najważniejszymi projektami są: dom przy ul. Wspólnej 12 i willa Wierzbickiego na Mokotowie. Z a projekt kościoła św. Floriana na Pradze otrzymał od jury konkursowego nagrodę drugą. Projekt p. Ignacego Jórskiego oparty na motywach gdańsko-toruńskich odznaczał się dużą pomysłowością i subtelnością w opracowaniu szczegółów.

    1891 r.

    Mimo osiągnięć na polu artystyczno- technicznym, „niebawem jednak  p. Jórski przerzucił się na pole pracy rolniczej i nabywszy przed kilkunastu laty folwark Zacisze w pobliżu Warszawy, oddał się gospodarstwu z zapałem ( w 1881 roku ). Widząc zaś, że prowadzone w nim dotąd gospodarstwo zbożowo - mleczne nie daje dochodów odpowiadających wysokiej cenie gruntów pod Warszawą uznał, że w tych warunkach tylko gospodarstwo bezinwentarzowe w połączeniu z obszerną uprawą okopowych należycie opłacać się może. Założył zatem, do współki z sąsiadami, suszarnię cykorji, wprowadził na wielką skalę kulturę szparagów, ziemniaków stołowych, wikliny koszykarskiej i t. p. bardziej cennych ziemniopłodów, oborę zaś zwinął wożąc nawóz z Warszawy. Otrzymane z tej reformy gospodarskiej rezultaty wkrótce stwierdziły, że poglądy Jórskiego były ze wszech miar słuszne, gdyż Zacisze zaczęło przynosić dochody bardzo wysokie. Urządziwszy w ten sposób interesa własne i zabezpieczywszy wytrwałą pracą osobistą byt swej licznej rodziny, oddał się pracy publicznej. Dobre wzorce czerpał Jórski na delegacjach ziemiańskich do postępowych gospodarstw, np. majątku Korzybskiego w Rudniku pod Piotrkowem, gdzie wprowadzono optymalną rachunkowość rolniczą. Był autorem licznych artykułów w „Encyklopedji Rolniczej“ oraz „Gazecie Rolniczej”, stałym współpracownikiem redakcji, znanym czytelnikom z wytrawnego pióra, „zabierania głosu w najważniejszych dla rolnictwa krajowego sprawach, bądź też spiesząc z radą i chętnym współudziałom w obradach wszędzie tam, gdzie jego wytrawne zdanie przydać się mogło”.

    1898

      Ignacy Jórski przez długie lata był członkiem prezydium Sekcji Rolnej, wielokrotnie przyjmował też czynny udział w organizacji wystaw rolniczych. Był inicjatorem rolnych jarmarków nasiennych i przez lat kilka prezesem delegacji jarmarcznej. Piastował funkcję sędziego wystawy nasion (w dziale I: nasiona zbóż, traw, roślin pastewnych, ogrodniczych, kwiatowych itp.). Był referentem Komisji Guberialnej (gub. warszawska), powołanej do zbadania potrzeb rolnictwa, w sekcjach: Walka z wrogami rolnictwa, Środki zmierzające do zmniejszenia pożarów, Środki do rozpowszechnienia udoskonalonych systemów gospodarstwa. Znajdował się w sekcji torfowej lubelskiego Towarzystwa rolnego. W 1897 r. sędziował na Wystawie Inwentarza w dziale V (drób), zorganizowanej na rogu ulic Polnej i Pięknej, która „po dziewięcioletniej przerwie odnawia tradycję perjodycznych popisów publicznych z dziedziny tak ważnej w naszym kraju gałęzi produkcji gospodarstw rolnych”. Liczna publiczność podziwiała nadesłane okazy do działów: koni (232 szt.), bydła (353), owiec (198), trzody (71), królików, drobiu, psów, corso kwiatowe; śledziła konkursy hippiczne; rolnicy zapisywali się na wycieczki do Zaborowa i Nw. Dworu Maz. w celu zwiedzania gospodarstw oraz na referaty nt szczepień czy też maszyn rolniczych. Komisja wystawowa, planując ugrupowanie okazów w działach koni, bydła rogatego i owiec, zdecydowała, że nad umieszczeniem okazów na placu czuwać będzie m.in. sędzia Ignacy Jórski.  Jórski był wspólnikiem stowarzyszenia- spółki „Snop” , w której rolnicy mogli ubezpieczać od ognia swoje ruchomości i płody rolne.

    1893

    1889

    Ignacy Jórski był jednym z członków komitetu redakcyjnego „Okólnika Rolniczo-Handlowego”, redagowanego od 1904 r. przy ul. Złotej 25. Tygodnik podawał „dokładne informacje o cenach produktów rolnych, art. spożywczych i budowlanych, koniunkturach rynku, sprawozdania towarzystw rolniczych, losowania papierów publicznych”.

        W 1898 r. Ignacy Jórski nabył za 52 200 rubli od Wacława Kiwerskiego dobra Moszenki w pow. lubelskim. Jednocześnie oferował „dla ogrodników pod sady i warzywa stosowną ziemię za rogatkami ząbkowskiemi w Zaciszu, na morgi”.  Korzystając z uruchomienia kolejki mareckiej, od 1898 r. zaczął sprzedawać działki w jej sąsiedztwie, zamieszczając w prasie ogłoszenia o treści: „Zacisze!! 5 minut!! 5 kopiejek!! kolejką markowską. Place na raty, przy samej kolejce od 10 kop. łokieć. Tytuł własności po zapłaceniu 1/3 części. Wolno budować. Warunki nadzwyczaj dogodne. Wiadomość w kancelarji folwarku Zacisze”.  

         1899

       Jórski ofiarował 110 rubli na organizację kursów rolniczo-ogrodniczych Towarzystwa Pszczelniczo-Ogrodniczego w Pszczelinie. Było to „jedyne w Królestwie Polskim miejsce, gdzie synowie gospodarzy drobnych mogą się kształcić i przygotowywać do sumiennej i umiejętnej pracy w swoim zawodzie. Pożytek z tych kursów jest oczywisty, powinien się więc ich losem interesować każdy, kto rozumie, że kultura i bogactwo kraju zależy w znacznym stopniu od oświaty i od sprawności gospodarczej warstwy włościańskiej”.  

    cdn. 

    ( źródła na życzenie ).


    0 0

     

       Serwis mapowy m.st. Warszawy opublikował niedawno zdjęcie satelitarne dawnego województwa stołecznego z lat 1976-1977:

    http://www.mapa.um.warszawa.pl/mapaApp1/mapa?service=mapa_historyczna

       Pomijając kwestię kiepskiej jakości obrazu (a raczej możliwości technicznych tamtych czasów) oraz standardowe "zabielanie" miejsc o znaczeniu militarnym (forty, lotniska, poligony, większe zakłady) jest to cenne źródło, obrazujące rozwój regionu. Mieszkańcy Zacisza mogą zobaczyć, jak wyglądało osiedle i jego okolica przed czterema dekadami. 

    Zdjęcie 2 (Las Bródnowski ):

    1- Zwałka. Zamknięte dopiero przed kilku laty wysypisko śmieci. Można dostrzec „wąwozy” schodzące na ul. Głębocką i jeszcze nieustabilizowane, piaszczyste zbocza.

    2- Samotny dom na Głębockiej, przedwojenna pompa odwadniająca teren przyszłego Lasu i utrzymująca poziom wody w stawach rybnych Agril-u. Rozebrany po 2000 r.   

    3- Teren grodziska, niezadrzewiona łąka.

    4- Pola PGR Bródno, w przyszłości centrum handlowe.

    5- Łąki w miejscu ogródków działkowych „Malborska” (po 1980 r.)

    6- Pola PGR Bródno, w przyszłości osiedle Park Leśny.

    7- Łąki, w przyszłości centrum handlowe i Leroy Merlin.

    8- Utajniony teren jednostki wojskowej.

    9- Ciemniejszy kolor uwyraźnia nasadzenia szpilkowe (sosny)

    10- Kolor jasny wskazuje polany lub młodniki liściaste.

    11- Droga na nasypie do dawnego fortu XIII, popularnie zwana „drogą do jednostki”, dziś ul. Gen. Skierskiego.

    12- Pole PGR, obecnie nieużytki, należące do dzielnicy oraz jednego z najbogatszych Polaków, planowana niestety zabudowa.  

    13- Łąki na terenie przyszłej stacji benzynowej i zabudowy ul. Rusieckiej.

    Zdjęcie 3:

    1- Pole PGR Bródno, wkrótce rozpocznie się budowa domków jednorodzinnych i nastąpi wytyczenie ul. Rolanda.

    2- Pola uprawne w miejscu obecnych ulic Lecha i Figara

    3- Pola uprawne na miejscu obecnych ulic Wojskowej i Solińskiego

    4- Ulica Łokietka i niezabudowany „zieleniec” po jej zachodniej stronie, boisko i ogródki.

    5- Park na Targówku-Osiedlu między ulicą Fantazyjną a Karkonoszy, zabudowany po 1995 r.

    6- Pole PGR Bródno, niebawem ruszy budowa bloków (ul. Zamiejska i Askenazego).

    7- Budynki przedwojennego folwarku Hipszówka, stadniny i schroniska dla psów, użytkowane przez PGR, dziś m.in. sklep Topaz i parking.

    8- baza Mostostalu przy Kraśnickiej.

    9- pola między Deszczową a Teofila Piecyka, obecnie zdziczały sad i zarośla.

    10- łąka w miejscu przyszłej ul. Koszalińskiej i Agatowej.

    11- łąka w miejscu przyszłego przedłużenia ul. Tarnogórskiej i ogródków działkowych.

    12- łąki w miejscu ul. Wolbromskiej i Torfowej (sięgające po ul. Płońską)

    13- zagłębienie w miejscu obecnych bloków przy ul. Lewinowskiej.

    14- łąki Elsnerowa, przyszłe Wilno.

    Zdjęcie 4:

    1- Pola PGR Bródno, w przyszłości osiedle Park Leśny. Ciemne smugi to „powodziowe” koryta Kanału Bródnowskiego.

    2- Kurniki PGR Bródno.

    3- Pole PGR w miejscu osiedla „zodiak”, widoczny rów z drzewami- dawna droga z folwarku Jórskiego do folwarku AGRiL.

    4- W większości niezabudowane parcele na zachodnim odcinku Gołębiej, Mlecznej i Kolistej.

    5- Pustki przy pętli Zacisze i na ul. Bratka.

    6- Wielkie szklarnie na Ogrodniczej i Tymiankowej.

    7- „Zdziczałe”, zakrzaczone parcele na Blokowej 2,4,6 – m.in. po dawnym drewniaku Masłowskich.

    8- łąka przy Generalskiej pomiędzy Gniazdowską a piekarnią (dziś m.in. Aldi).

    9- „krzaki” między Żarnowiecką a Pospolitą, nieistniejący fragment Ładnej i drewniany dom.

    10- łąka po przedwojennej kościarni Gepnera między Chmurną, Kanałową a Codzienną.

    11- „szklarniowe zagłębie” Romaniaka (dziś poczta, żabka, salon Citroena)

    12- pola uprawne, pastwiska, dom Zaręby i ruiny szkoły na wschód od Pszczyńskiej i Uznamskiej.

    13- podmokłe łąki  (niebawem zakładanie ogródków działkowych, potem wytyczenie ulic Rzemieślników, budowa bloków).

    14- łąka między ul. Wiewiórki i Krynoliny.

    15- łąki na terenie przyszłej stacji benzynowej i zabudowy ul. Rusieckiej.

    16- niezabudowane place róg Kolejarskiej i Mroźnej.

    17- niezabudowane place na osi ul. Kokoszków.

    18- pusty plac („dzikie” ogródki), obecnie Zgromadzenie Jehowy.

    19- łączka róg Rolanda i Sawy (plac zabaw), zboże na miejscu ul. Rajmunda.

    ….i kilka innych sensacyjnych szczegółów, o których przy okazji.

       Warto zajrzeć też na Bródno. Bezcenny jest obraz uliczek i domków na terenie przyszłego Parku Bródnowskiego, piachy na miejscu pętli Podgrodzie, czy jednopoziomowe skrzyżowanie Toruńskiej z Wysockiego. Warto odszukać nieistniejące już Zachodnią czy Rosieńską na Targówku Fabrycznym i odszukać zbiornik gazu na Utracie...


    0 0

     1959-63

    2015

        Ulica Kondratowicza w kierunku Młodzieńczej. Jak przystało na drogę forteczną, a potem powiatową, już przed wojną pokryta była brukiem ("kocimi łbami"), który w zasadzie zaraz za Kanałkiem urywał się na rzecz piachu. W latach 50. teren przyszłego osiedla domków jednorodzinnych przy Penelopy stanowił coś w rodzaju mini- poligonu- były tu wojskowe rowy i ziemianki ćwiczebne (relacja K. Przyłuskiego). Pani Zawadzka ma po lewej stronie drogę do jednostki (dziś: Skierskiego) i kilka domków przy Bystrej. Po jej prawej stronie widzimy mostek na Kanale Zaciszańskim i niski domek Sobierajów (dziś Młodzieńcza 42). 

    1959-63

    2015

        Ulica Kondratowicza mniej więcej na wysokości garaży i ul. Penelopy. Po lewej teren, gdzie wkrótce wyrośnie Las Bródnowski (prawdopodobnie rosną już małe sadzonki sosenek). W tle słabo widoczny nasyp drogi do jednostki (Skierskiego) i drzewa wyznaczające linię ul. Bystrej, niegdyś Wodnej. Można dostrzec słup wysokiego napięcia przy Radzymińskiej i wyższy dom przy Bystrej 4. Zaraz po prawej od pana Stanisława Zawadzkiego widzimy mostek na Kanale Zaciszańskim i początek ul. Młodzieńczej, transformator słupowy (dziś prawdopodobnie skrzynka na rogu Codziennej i Kanałowej) i wyższy budynek na Młodzieńczej 36. Codzienna w tym czasie jeszcze do Młodzieńczej nie dochodziła... 

       A to prawdopodobnie teren dzisiejszego Lasu Bródnowskiego. Konia z rzędem temu, kto wskaże to miejsce!

    Patrz też:

    http://warszawazacisze.blox.pl/2015/08/Mlodziencza-1959-r-foto-wspomnienie.html

    http://warszawazacisze.blox.pl/2015/10/A-gdy-nie-bylo-Lasu-Brodnowskiego-Foto-wspomnienie.html

    http://zacisze.info/?p=158 (Kondratowicza w stronę Bródna w 1973 r.)


    0 0

        Prosty, żołnierski list sprzed 60 lat.  Pamiątkową inskrypcję na betonowym przyczółku zapewne "ufundowali" sobie żołnierze z jednostki na Górniku (obecna JW 3964), remontujący most. Być może przebudowywano poprzedni drewniany mostek. Solidna konstrukcja pozwalała na sforsowanie Kanału Zaciszańskiego i dojazd od strony ul. Radzymińskiej (przez dzisiejszą stację benzynową) do drugiej bramy koszar a wcześniej do folwarku Lewicpol. Mostek widnieje już na mapie z 1845 r.  Gdzieś od strony Lasu przy tej drodze stał krzyż. Przeprawę udoskonalano w czasie organizowania jednostki wojskowej (oficjalnie 1962 r., ale już w latach 50. formowano tu wojska rakietowe). Jeszcze kilkanaście lat temu pod mostkiem gnieździły się jaskółki, lepiąc  gniazda  z mułu.

     

    Wiodąca do zapieczętowanej na głucho bramy historyczna aleja zarosła klonami, modrzewiami i krzewami. Jak wartownik strzeże przejazdu dorodny dąb . Na polance przed koszarami rozgrywano podobno mecze "wojsko kontra reszta świata (Zacisze)". Jest z niej ładny widok na wzgórze porośnięte akacjami, skrywające lochy łotra Lewickiego, lodownię i współczesny schron przeciwlotniczy. Dziś rządzą tu dziki, przemykają biegacze, na wygiętej wierzbie sadowią się miłośnicy spożywania trunków pod chmurką, czasem ktoś nocą przywlecze kilka ton śmieci, kieszonkowcy wypatroszą torebkę albo walizę. Zaniedbany zakątek osiedla a przecież to krok od nowej promenady i z łatwością możnaby podkreślić jego historyczno- przyrodnicze walory.

        Mostek jeszcze bez nowych poręczy w 2007 r. (po zdemontowaniu starych barier przez złodziejaszków, zwanych w ramach europejskiej tolerancji dla odmienności "złomiarzami"). 

    Patrz też: 

    http://warszawazacisze.blox.pl/2015/04/Lewicpol-letnisko-folwark-i-wojsko-cz2.html


    0 0

        Pobłażliwe do tej pory na łamanie prawa patrole policji i straży miejskiej (sic!) zmienią stosunek do osób prowadzących psy bez smyczy w Lesie Bródnowskim. Zakaz puszczania luzem psa w lesie wynika z przepisu art. 30 ust. 1 pkt 13 ustawy z dnia 28.09.1991 r., o lasach, a jego naruszenie będzie stanowiło wykroczenie z przepisu art. 166 k.w., który stanowi:  

      Kto w lesie puszcza luzem psa, podlega karze grzywny albo karze nagany. Kara grzywny jest wymierzana w granicach od 20 złotych do 5 tysięcy złotych .

      

    Łamiących prawo i płoszących zwierzęta może spotkać niemiła niespodzianka!

      Informacja o zakazie puszczania psa luzem jest umieszczona na tablicach przy wejściach do Lasu i nikt nie może zasłaniać się niewiedzą. Wchodząc do Lasu, powinniśmy zapoznać się z regulaminem, jeśli nie wiemy, jak się w nim zachować. Tak jak w bibliotece, w stowarzyszeniu czy na allegro.

       A w Lesie Bródnowskim od zawsze ze strony właścicieli psów panuje samowolka i sobiepaństwo. Ze szkodą dla natury. Prowadzący pupila na smyczy to wręcz godna nagrody rzadkość. Czworonogi biegają od prawej do lewej, czasem na kilkadziesiąt metrów w głąb Lasu, przy aprobacie właściciela. Przy okazji płosząc i goniąc wszelkie stworzenie. Nierzadko właściciele przesiadują na ławeczce, a piesek „wyżywa ząbki” na pobliskich roślinach, niszcząc cenniejszy krzew lub młode drzewo.  Zwrócenie uwagi skutkuje zdziwieniem, oburzeniem. Pełna buta i roszczenia, informację o podstawie prawnej zakazu puszczania psów kwitują: „spotkamy się w sądzie”. Pewien „recydywista” z hałaśliwym beagle, puszczanym regularnie obok dziczych barłogów, chwali się, że „pracuje w administracji i lepiej zna prawo” (uchowaj nas Boże od takich urzędasów- gamoni!). Niektórzy nie reagują, gdy pies zachowuje się agresywnie wobec innych użytkowników ścieżek. Przykre, ale Las traktowany jest jako - powiedzmy wprost- „sralnia i wyprowadzalnia” . Neandertalskie podejście. Nie mają z lasu korzyści- to po co taki las. Chętnie zrobiliby z niego darmowy wybieg, tak jak w rodzinnych stronach chadzali do lasu tylko po grzyby, jagody, wyrzucali śmiecie, zabierali drewno. Najgorzej jest od strony nowych osiedli, gdzie w las wchodzi kilka ścieżek wydeptanych i uczęszczanych przez „psiarzy”. Wydeptanych tam, gdzie najwygodniej i najbliżej od furtki… Fatalnie wygląda rzadki las sosnowy u podnóża Zwałki, który kilka osób upodobało sobie na zabawy w aportowanie. W terenie, gdzie zaczęła się odnawiać sosna, rósł wrzos i konwalie, grzały się jaszczurki, wyrastały kopce mrowisk, powstała plątanina ścieżynek i „bieżni”.

       Ze strony łamiących zakazy zazwyczaj przedstawiany jest argument: „bo musi się wybiegać, bo nie ma wybiegów dla psów”. Po pierwsze- część psów ma do dyspozycji podwórza. Po drugie- są niezagospodarowane miejsca obok Lasu, gdzie psy mogą wyszaleć się bez kolizji z prawem (np. łąka przy Radzymińskiej i M1). Wreszcie słyszy się: „on nikomu nic nie zrobi”. Nikt jednak nie zagwarantuje, że pies przy spotkaniu z dzikiem, sarną, zającem, lisem nie poczuje instynktu łowieckiego. Na terenach podwarszawskich wygłodzone psy zbijają się w gromady, by wspólnie polować na zwierzęta. Co potrafią (dla ludzi o mocnych nerwach!), pokazują blogi prowadzone nie tylko przez leśniczych. Tej zimy, co stwierdzili pracownicy Lasów Miejskich, ofiarą psów padły w naszym Lesie dwie sarny ( uwaga, drastyczne zdjęcie! ).

     

    Ofiara psów z Lasu Bródnowskiego (fot. lesneopowiesci)

    Po czwarte, puszczając psa samopas wykazujemy nieodpowiedzialność i narażamy go na niebezpieczeństwo, bo spotkanie z lochą prowadzącą warchlaki czy klempą może być dla niego śmiertelne. Niebezpieczne będą skutki zbliżenia się psa do lisa lub jego terytorium, z uwagi na możliwość zakażenia świerzbem lub nużycą, chorobą prowadzącą do zapalenia skóry, jej łuszczenia i wypadania sierści. 

     Niesforni właściciele psów, bądźcie bardziej wyrozumiali dla otoczenia. Zakaz puszczania psów nie został przecież stworzony tylko po to, by dopiec waszym portfelom. Nie jesteście w Lesie sami. To nie jest park, tu żyją dzikie zwierzęta i pragną mieć w swym domu spokój, tak jak inni spacerowicze, których denerwuje widok takiego egoistycznego podejścia. Bądźmy przykładnym narodem, aspirujemy przecież do Europy, dbajmy o największe, życiodajne dobro- przyrodę, która raz, nawet nieumyślnie zniszczona, odradza się przez dziesiątki lat.  


    0 0

    Część pierwsza: 

    http://warszawazacisze.blox.pl/2016/01/Ignacy-Jorski-tworca-swietnosci-Zacisza-1.html 

    1882 r.

    Jórski, jako działacz  społeczny i postępowy ziemianin, wygłaszał sprawozdania i referaty. Licznie zebrani ziemianie, dzięki zjazdowi na jarmark wełny, wysłuchali na posiedzeniu Sekcji Rolnej „szczegółowego sprawozdania z wystawy rolniczej w Poznaniu, na które złożył się m.in. Ignacy Jórski. Wystawa, urządzona przez władze niemieckie bardzo starannie, wysunęła na pierwszy plan gospodarstwa rolne i przemysłowo- rolne niemieckie, w daleki cień usuwając gospodarstwa tuziemcze, polskie, chociaż w rzeczywistości stoją one w pierwszej linii gospodarstw wzorowych, o czem się zresztą przy zwiedzaniu większych gospodarstw najlepiej przekonano. P. Jórski mówił też o użyciu spirytusu do celów przemysłowych i zastępywań nim nafty przy motorach, dzięki prawu o denatórowaniu spirytusu i o uwolnieniu od podatków spirytusu denaturowanego”. Ze „Słownika Geograficznego” (1885) wynika, że Jórski posiadał na Zaciszu gorzelnię.   W Gazecie  Rolniczej zamieścił m.in. artykuł pt. „Ile kosztuje produkcja jednego korca?“ i „Jak obliczyć dochód z inwentarza“, polemizował z Wilhelmem Meylertem z Marcelina o wyliczaniu kosztów produkcji rolnej. Jako członek delegacji sekcji przemysłu rolnego do zbadania warunków eksploatacji i sposobów użytkowania torfowisk w kraju, wydał dla rolników instrukcję nawożenia łąk.

    Akcja Syndykatu

    Posiedzenie sekcji przemysłu rolnego oddziału Towarzystwa popierania rosyjskiego przemysłu i handlu Ignacy Jórski rozpoczął referatem p.t. „Czy opłaca się użycie sztucznych  nawozów przy obecnych cenach zboża”. „Na podstawie teorji i praktyki okazuje się, że użycie nawozów sztucznych przynosi rolnikowi korzyść, że nawet nawożenie łąk murszastych opłaca się sowicie. P. Jórski przestrzega tylko przed próbami niekompetentymi, a zwłaszcza próby z nawozami sztucznymi nowemi, jeszcze u nas dostatecznie nie zbadanemi, należy pozostawić stacjom doświadczalnym. Należy nawozy sprowadzać od firm pierwszorzędnych, któro gwarantują stosunek procentowy  składników nawozów a nawet takie nawozy należy jeszcze dawać do analizy.  Kwestja ta wywołała rozprawy bardzo ożywione i długo trwające. Mówcy podzielili się na dwa obozy- zwolenników nawozów sztucznych i przeciwników. (…) W końcu sekcja przyjęła zaproponowaną przez przewodniczącego konkluzję następującą: Próby nawozów sztucznych należy dokonywać w dalszym ciągu oględnie i że sprawą tą winna zajmować się delegacja nawozowa”.  Na posiedzeniu poruszano istotne w owych czasach tematy, np.: „przepowiednie pogody i zastosowanie meteorologji w rolnictwie, kwestję organizacji handlu wełną, tanich budowli z mieszaniny piasku i wapna, opracowania normalnej organicznej ustawy o syndykatach i ustawy wodnej, kwestji zakładania i kredytowania lasów, kwestię zbadania dróg trzeciorzędnych, sprawę budowania chat na wsi w pewnej od siebie odległości”. Przy sekcji działała delegacja gospodyń.

    1897 r.

    Po zawiązaniu się w 1900 r. Syndykatu (Towarzystwa) Rolniczego Warszawskiego, Jórskiemu, z racji wszechstronnego doświadczenia, powierzono trudy jego organizacji. Zebrania syndykatu odbywały się w Muzeum Rolnictwa i Przemysłu. Zarobki dyrektora zarządzającego ustalono na 1000 rb rocznie. Ówczesna prasa tymi słowy tłumaczyła idee założenia przez ziemian syndykatu: 

    „Syndykat jest to porozumienie, układ albo umowa między producentami, mająca na celu uregulowanie produkcji dla obrony przed ujemnemi dla producentów skutkami rozwielmożnionej konkurencji. Inny jeszcze cel syndykatów stanowi: solidarne zespolenie się producentów pewnych gałęzi wytwórczości w dążeniu do wspólnego ułatwienia sobie kupna niezbędnych produktów i w ogóle przedmiotów potrzebnych i sprzedaży przez siebie wytworzonych, w stanie surowym lub obrobionym.

    Takie też główne zadanie mają na uwadze zawiązujące się w chwili obecnej u nas Towarzystwa rolnicze. Liczymy ich dotąd sporo; wszystkie nieomal gubernje Królestwa Polskiego już je posiadają, lub robią starania o uzyskanie odpowiednich koncesji.

    W tymże charakterze zawiązało się w dniu wczorajszym Towarzystwo gubernji warszawskiej, a nader liczny napływ ziemian na posiedzenie organizacyjne dowodzi, iż cel i znaszanie takich towarzystw ziemianie nasi należycie oceniają”.

        1882 r. 

         Na pierwsze zgromadzenie członków warszawskiego Towarzystwa rolniczego przybyło około 60 członków. Prezes zarządu, książę Maciej Radziwiłł wspomniał o mozolnych i kłopotliwych pracach wstępnych zarządu, wyrażając uznanie dla energii dyrektora handlowego Jórskiego. Zarząd, rozporządzając nieznacznym stosunkowo kapitałem (25000 rb), „spowodował zniżkę cen maszyn i narzędzi rolniczych o 10%, a niektórych nawet do 30%, cen nawozów sztucznych o 10%. Wszędzie zarząd wyjednywa ustępstwa, jedynie tylko fabryki krajowo superfosfatu, zamiast czynienia ustępstw, wystąpiły do walki z syndykatami i podniosły ceny.

    1887 r.

    Dyrektor handlowy Ignacy Jórski, udzielił szeregu objaśnień co do dotychczasowej działalności zarządu i co do jego planów na przyszłość. Da się to streścić w słowach następujących: zarząd dostarcza artykułów żądanych tylko w gatunkach pierwszorzędnych, dąży do możliwie największego obniżenia cen, co osiągnął już w znacznej części, gdyż syndykaty nasze, łącząc się w zamówieniach, czynionych hurtownio u firm pierwszorzędnych, stały się odbiorcami tak poważnymi, że każda firma stara się o pozyskanie takiego klienta i czyni mu wszelkie możliwe ustępstwa. Zarząd sprowadza z zagranicy także i bydło zarodowe, jak w ogóle wszystko, co w zakresie gospodarstwa rolnego stowarzyszeni od niego żądają, a zadanie swoje spełni tem lepiej i z tem większą dla rolników korzyścią, im mniej korzystać oni zechcą z pośrednictwa innego”. Po roku działalności Towarzystwo miało 258 członków i 368 udziałów.

     16 czerwca 1897 r. „na folwarku Zacisze, pod Warszawą, spłonął dom mieszkalny, należący do Ignacego Jurskiego”. Nie wiemy, czy chodziło o dworek dziedzica czy dom folwarczny, zamieszkany przez służbę.

     1887 r.

    Wybudowane na początku XIX w. urządzenia melioracyjne- Kanał Bródnowski wraz odnogami- uległ zarośnięciu i częściowemu zasypaniu. Ignacy Jórski „czynił starania, aby uzyskać pozwolenie na roboty regulacyjne kanałów, lecz wszystkie zabiegi pozostały bez skutku”. Osuszenie okolicy dokonane zostanie dopiero w latach 30. XX w.

     Jórski do końca życia „wszystek swój czas, siły wszystkie poświęcał dobru umiłowanej przez siebie instytucji”. Redakcja „Wędrowca” słusznie uznała Ignacego Jórskiego za „jednego z wybitniejszych przedstawicieli naszego ziemiaństwa”. Zwrócono uwagę na jego skromność, „pracę na roli, spokój i równowagę umysłową, sumienne pojmowanie i spełnianie wszelkich obowiązków, jakich się podejmował, przyświecanie przykładem człowieka, któryby dorósł swemu zadaniu i obowiązki swoje pojmował poważnie”. Na posiedzeniu sekcji rolnej w dniu 14 marca 1905 r. „pamięć zmarłego przedwcześnie pracownika na polu rolnictwa i przemysłu rolnego uczczono przez powstanie”.

          1887 r.  

        Ignacy Jórski spoczywa w grobowcu rodzinnym na Starych Powązkach (kwatera 156, rząd 3, miejsce 19). Napis na płycie informuje: „Ś. P.  Ignacy  Jórski,  inżynier  dyrektor Warsz. Tow. Rolniczego,  obywatel ziemski.  ur. w Tarnowie 1852 r., zm. d. 1 LUTEGO 1905 r.” Obok budowniczego Zacisza spoczywają:

    Ś. P.  Elżbieta z Wojtowskich  Jórska  żyła lat 53  zm. d. 20 CZERWCA  1916 r.; 

    Ś. P. Helena z Jórskich  Pniewska  żyła lat 79 zm. 8. XI. 1967 r.;  

    Ś. P.  Marja Walentyna  z Jórskich  żyła lat 23  zm. d. 16 sierpnia  1912 r.  

    Inskrypcja  z podstawy obelisku wyjaśnia: „Ręka zbrodniarza  przecięła pasmo jej życia”.

    Zdjęcie grobowca Jórskiego:

    http://cmentarze.um.warszawa.pl/pomnik.aspx?pom_id=97


    0 0

    Wiadukt kolei obwodowej nad Szosą Radzymińską w 1887 r., przecinający teren folwarku i dworu na Targówku; źródło: Zabytki na Mazowszu 2012. 

     1870 r. 

         Po śmierci dziedzica Józefa Noskowskiego, dobra ziemskie Targówek, składające się z folwarku, wsi i Przedmieścia Targówek, należały do Marcelego Żyznowskiego (1825-1890). Reszta ziem dawnego Targówka: Targówek Fabryczny, Szmulowizna i część Grochowa znajdowały się w rękach spadkobierców Jana Emanuela Bruhla. Dobra Żyznowskiego były hipotecznie obciążone na blisko 4 tys. rubli. W 1869 r. wskutek żądania wierzyciela- żydowskiego kupca Natana Garfunkiela (ul. Dzika 18), cały majątek został zajęty przez sąd w drodze przymusowego wywłaszczenia i wystawiony na licytację. W akcie zajęcia oraz ogłoszeniu licytacyjnym znalazł się szczegółowy opis ówczesnego Targówka: zabudowań, upraw, mieszkańców i ich zajęć. W 1869 r. na Targówku stał drewniany dworek (dokładniejsza lokalizacja poniżej), z którym sąsiadowały zabudowania gospodarcze, m.in. oranżeria, holendernia, spichrz oraz duży ogród owocowo- warzywny z inspektami i szparagarnią. W domu folwarcznym mieszkał pastuch dworskich krów. Pozostałymi budowlami były: szynk, kancelaria wójta gminy Bródno Anastazego Frejzlera, czworak i Biała Karczma. W okolicach Obi ziemię uprawiało 19 kolonistów (m.in. Frydrych Frybes), a piaski w pobliżu cmentarza żydowskiego były dzierżawione lub dzielone na działki przez nowych osadników. 

    1874 r. 

    1869 r. 

        Grunta dworskie, folwarku Targówek oraz przedmieścia Targówek zajmowały „około mórg 180 ( 100 ha ) albo dziesiatyn 91, a mianowicie:

    a) grunta ornego mórg 60 ( 33 ha ),

    b) łąki w kilku kawałkach mórg 13 (7 ha) , resztę zajmują ogrody, zabudowania, grunt po opuszczonej cegielni ( teren zajezdni Stalowa i Polleny ), piaski, miedze, drogi, rowy i nieużytki. Gospodarstwo dwupolowe, grunta klasy II i III pszenne i żytnie”.

    Grunta dóbr Targówek przecinały: droga bita W arszawsko-Radzymińska ( ul. Radzymińska ) i Droga Żelazna Petersburgska ( linia kolejowa z Warszawy Wileńskiej ).

     

    “Opisanie zabudowań na gruncie znajdujących się:

    I. Folwark Targówek .

    1. Dwór z drzewa zbudowany parterowy, deskami szalowany, o dwóch kominach murowanych, nad dach gontami kryty wyprowadzonych. Z prawego szczytu przybudowanie z drzewa pod gontem o jednych drzwiach.

    2. Ogród fruktowy i warzywny od dziedziń ca i zabudowań gumiennych, p arkanem, a z   innych stron płotem z żerdzi i rowem otoczony, w którym znajduje się drzew owocowych krajowych około sztuk 200, tudzież oranżerja z cegły palonej murowana, i inspekta w ilości 34 sztuk, oraz sz paragaran ia.

    3. Dziedziniec obszerny w części parkanem z desek, a w części sztac hetami z łat rzniętych ogrodzony.

    4. Piwnica w ziemi drzewem cembrowana, gontami kryta.

    5. Piwnica druga drzewem w ziemi cembrowana, ziemią kryta.

    6. Kloaka z drzewa postawiona, gontami pokryta.

    W/w zabudowania znajdowały się w kwadracie między obecnymi ul. Pratulińską, Al. Solidarności, Cynową i częściowo na terenie Tesco. Obszar ten zostanie mocno przekształcony podczas budowy nasypu Kolei Obwodowej w 1875 r. W tej samej okolicy od XV w. istniała wieś Targowe Małe.  

    7. Ogród mający rozległości około mórg 20 (11 ha) warzywny, liczący drzew owocowych młodocianych około sztuk 800, który dzierżawi Jan Chołszczawników. Przy ogrodzie tym sadzawka oraz domek mieszkalny z drzewa deskami pokryty, własnością Chołszczawnikowa będący (wkrótce na tym terenie- między Tesco a Szwedzką- powstanie stalownia). Ogród ten dzierżawi za cenę roczną rs. 200, za kontraktem urzędowym, który mu służy do 1871 r. zaś Wasili Prokopiew zadzierżawił na dwa lata, tj. od dnia l października l869 r. do tegoż dnia i miesiąca 1871 r. sześć mórg gruntu  za opłatą roczną rs. 45 z morgi.

    8. Drwalnia i chlewki z drzewa postawione gontami pokryte.

    9. Zabudowanie z drzewa postawione, w połowie gontami, a w połowie trzciną pokryte, mieszczące w sobie stajnię, stodołę, oborę i spichrz.

    10. Holendernia i wozownia z drzewa zbudowana, na podmurowaniu z cegły, pod jednym dachem gontami pokrytym.

    11. Studnia drzewem cembrowana z żurawiem i kubłem.

    12. Ogrodzenie około powyższych zabudowań z parkanów i żerdzi.

    13. Dom folwarczny z drzewa zbudowany szabrowany, o 1-ym kominie murowanym nad dach gontami kryty wyprowadzonym, mieszka w nim Judka Grabski pachciarz, który za kontraktem prywatnym na Ś-ty Jan 1870 r. ekspirującym, utrzymuje pacht z krów dworskich, za opłatą letnią porą po kop. 15, a zimową po kop. 20 za garniec mleka.

    14. Piwnica w ziemi drzewem cembrowana, gontami pokryta.

    15. Kloaka z drzewa postawiona gontami pokryta.

    16. Dom z drzewa postawiony deskami szalowany pod gontem, o l-ym kominie murowanym. W domu tym mieści się kancelarja Wójta gminy Brudno za opłatą roczną rs. 150.

    17. Kloaka z desek postawiona, deskami kryta.

    18. Dom z drzewa zbudowany deskami szalowany, o l-ym kominie murowanym nad dach gontami pokryty wyprowadzonym. W domu tym mieści się szynk , utrzymywany przez Hieronima Baranowskiego dzierżawcę za opłatą roczną rs. 250, który posiada kontrakt prywatny do dnia 1 Lipca 1870 r.

    19. Piwnica w ziemi murowana.

    20. Dom czworak z drzewa zbudowany, słomą pokryty, o l-ym kominie murowanym- w domu tym mieszka Mateusz Dominiak, Walenty Mikos i Icek Grynsztejn, za opłatą po rs. 12 rocznie.

    21. Chlewiki z drzewa przystawione słomą pokryte.

    22. Dom „Białą Karczmą” zwany, z drzewa zbudowany parterowy, w części blachą, a w części gontami pokryty, o 3-ch kominach murowanych. W domu tym mieszka propinator Stanisław Żelechowski, za opłatą roczną rs. 400 za kontraktem prywatnym na lat 2 od 8-go Jana 1869 r. zawartym ( zapewne karczma pod obecnym adresem Radzymińska 145; inna karczma o tej nazwie stała już na Elsnerowie) .

    23. Domek mały z drzewa zbudowany, gontami pokryty, z piwnicami, o l-ym kominie murowanym.

    24. Stajnia i wozownia; z drzewa pod gontami.

    25. Parkan z desek w słupy z bramą dwuskrzydłową.

    26. Studnia drzewem cembrowana z żurawiem i kubłem.

    II. Wieś Kolonjalna Targówek (teren między Kanałem Bródnowskim, ul. Ziemowita, w przybliżeniu Rzeczną i Kraśnicką)

          We wsi tej zamieszkuje 19 kolonistów, z imion i nazwisk, oraz z ilości posiadanego grantu w  akcie zajęcia wymienionych, z których 7 wskutek Ukazu 1864 r. zostało uwłaszczonych, zaś co do reszty, sprawa pozostaje w rozpoznania Komitetu Urządzającego, i dotąd jeszcze nie jest rozstrzygniętą".

    III. Przedmieście Targówek ( Już w 1844 r. część folwarku Targówek, zwaną Przedmieściem Targówek, nabywa Ksawery Konopacki; wytycza brukowe ulice i parceluje działki. Tak powstaje Nowa Praga - w 1869 r. parterowe drewniaki stały między Lęborską, Szwedzką, Wileńską i Konopacką. Pozostała część, o której mowa w akcie, to obszar dzisiejszego Targówka między ul. Oszmiańską a nasypem kolei obwodowej).  " Oddzielną księgę hypoteczną założony mające, zawierające piasków około mórg 55 miary nowopolskiej (30 ha ), z których około mórg 45 jest w posiadaniu właściciela dóbr Żyznowskiego, zaś około mórg 10 ( 5 ha ) posiadają już to wieczyści czynszownicy, już dziedziczni ich właściciele, już wreszcie zwyczajni tymczasowi dzierżawcy, wszyscy z imion i nazwisk, ilości posiadanego gruntu oraz opłacanego z tegoż czynszu w akcie zajęcia po szczególnie wykazani”.

      Jak wspomniano na wstępie, w obrębie dóbr Targówek spadkobiercy Emanuela Bruhl posiadali na prawie wieczysto- czynszowym kolonię „ Szmulowizna ”, obejmującą około 180 mórg miary nowopolskiej ( 100 ha ). Opłacali za nią czynsz w wysokości 285 rubli rocznie. Były to całe Szmulki- na północ od dzisiejszej ul. Markowskiej.

       Na terenie Konesera od strony ul. Białostockiej osiedlił się Szmul Pasztejn. Posiadał własny wiatrak i morgę gruntu na prawie wieczysto-czynszowym, opłacając rocznie czynszu rs. 30.

      

    Wylot ul. Pratulińskiej do Radzymińskiej- teren dawnego folwarku Targówek; brukowana uliczka Cynowa- miała być przedłużeniem Stalowej i arterią Targówka- po prawej teren dawnego folwarku i dworu. 

       Marceli Zyznowski pochodził z okolic Pałuk w ziemi ciechanowskiej. Wraz z postępującą parcelacją terenów Targówka Marceli Zyznowski zakupił obszerną posiadłość obejmującą część obszaru obecnej Nowej Pragi i Targówka Mieszkaniowego. W 1875 r. grunty Zyznowskiego przeciął wysoki nasyp Kolei Nadwiślańskiej. Wynikł z tego ogromny spór, ponieważ do robót przystąpiono, zanim właściciel sfinalizował przymusową transakcję ( wywłaszczonym pięciokrotnie zaniżono cenę gruntu ). Kolej miała przebiegać przez piaszczyste nieużytki, ale skorygowano jej bieg tak, że objęła także pola uprawne, co spowodowało spór z dzierżawcami. Marceli Zyznowski skarżył się redaktorowi „Kuriera Warszawskiego“: Strach, co tu się dzieje! Zmiłuj się panie Redaktorze, weźcie nas w swoją opiekę i piszcie o tem . Ostatecznie poszkodowany wytoczył proces przeciwko Towarzystwu Drogi Żelaznej Nadwiślańskiej, dzięki któremu w 1877 r. otrzymał dodatkowo 6 tys. rubli zadośćuczynienia. W 1882 r. rozpoczęły się z kolei pertraktacje Warszawskiej Gminy Żydowskiej z Zyznowskim o odkupienie ok. 85 tys. łokci gruntu pod rozszerzenie kirkutu, co nastąpiło w 1885 r. Marceli Zyznowski zmarł 15 listopada 1890 r. w wieku 66 lat i spoczywa na Cm. Bródnowskim (14A-IV-9). Jego majątek na Przedmieściu Targówek został dwukrotnie zlicytowany w 1897 r. oraz 1905 r. i podzielony na mniejsze prywatne kolonie (http://histmag.org/tajemnice-cmentarza-brodnowskiego-stulecie-przylaczenia-targowka-i-brodna-do-warszawy-czesc-2-12169;3).

        Teren dawnego dworu, kolebka Targówka, stanowi obecnie rezerwę pod węzeł projektowanej Trasy Tysiąclecia z ul. Radzymińską. 

    Czytaj też: 

    http://warszawazacisze.blox.pl/2015/03/Przemysl-na-Targowku-przed-1939-r.html


    0 0

    1845 r.

    1851 r.

         „Było to w roku 1818, kiedy ówczesna komisja dóbr koronnych, celem upiększenia okolic warszawskich, wyznaczyła komisarza ekonomicznego, późniejszego Radcę Stanu Feliksa Gumińskiego, do uporządkowania trzęsawisk i pustyń, jakie ciągnęły się od wsi Marki do Pragi, a do której jedna tylko ztamtąd prowadziła ścieżka.  Istniały tu, rzec można, knieje, w pośród których nie było drogi, tylko ścieżki.  Delegowany podzielił grunta na 80 kolonii, każdej przeznaczając włókę; nie wabiły one jednak włościan, z powodu trudnych robót do uprawy ziemi potrzebnych. Tak trwało lat parę, a gdy nikt nie kwapił się o kupno nowych kolonii, wyszedł projekt złączenia ich na raz kilka, dla oddania zamożniejszym; powstało wtedy 10 kolonii i przy zapewnionych ulgach stopniowo nabyli takowe: dyrektor opery Elsner, generał Lewicki, Lewiński, Szparman, Nielepiec,  Wejchert  i Gumiński. Zabiegłością nowych właścicieli, okolica o której wzmiankujemy, przemieniła się na piękne osady, ożywiła się i stała miłą siedzibą dla ich właścicieli”. Całość stanowiła tzw. „część I Ekonomii Warszawa”, zwaną też gminą Zacisze.

        Gumiński nazwał swą kolonię „Zaciszem“- do 1839 r. w dokumentach funkcjonowała nazwa „ Kolonia Gumińska ”.

      Feliks Gumiński, początkowo Referendarz Stanu,  na mocy orzeczenia Rady Administracyjnej i przez ukaz cara   z dnia 2(14) lipca 1845 r., mianowany ostatecznie został na stanowisko Dyrektora Wydziału Dobr i Lasów Rządowych w Kommissyi Rządowej Przychodu i Skarbu, z tytułem Radcy Stanu. Siedzibą Komisji był pałac w Warszawie przy ul. Rymarskiej 744 (obecnie Pl. Bankowy).W 1865 r. Gumiński został odznaczony Najwyższym Dyplomem i   mianowany Kawalerem Orderu Św. Anny klasy pierwszej. W dniu 5 (17) października 1862 r. rozkazem cara został na własne żądanie uwolniony ze służby, zachowując prawo noszenia munduru do urzędu oznaczonego. Gumiński pracował też w  Wydziale Finansowym Tow. Dobroczynności (1828 r.). 

    1842 r.

    Genezę odlesienia i zasiedlenia ziem obecnego Zacisza objaśniają też dokumenty związane z wykopaniem  Kanału Bródnowskiego . Po zawieszeniu broni i utworzeniu w 1815 r. Królestwa Polskiego olbrzymia liczba zdemobilizowanych żołnierzy, inwalidów i zwolnionych z obozów pozostawała bez pracy. Ówczesny rząd skierował te rzesze na przedmieścia Pragi, gdzie „szumiały lasy na gruntach nizinnych od wieków rosnące. Uderzyły w drzewa niebotyczne siekiery - puszcza legła pokotem. Dawni żołnierze jęli na gruntach wykarczowanych budować siedziby. Cóż się jednak okazało? Obszary wykarczowane były tak mokre, że o jakiejkolwiek uprawie i o przyszłych plonach nawet pomyśleć nie było można. Wobec tego ex-żołnierze zwrócili się do ówczesnego namiestnika, księcia Zajączka, z prośbą o pomoc. Prośba była uwzględniona, rząd wyasygnował potrzebne fundusze w celu osuszenia błot i bagien. Wnet podjęto kopanie dwóch kanałów, „Królewskiego“ i „Bródnowskiego”. Po Narwi, następnie zaś Wisłą do Gdańska, starodrzew porzucił ziemię rodzimą, pozostała tylko na gruncie bagnistym olszyna.

    „W 1823 r. ukończony został Kanał Główny, osuszający błota za Pragą. Wpada do rzeki Narwy pod wsią Poddembe, idzie dalej w górę przez Poniatów, Łajska, Michałów, Kolonje Józefów, Kąty Węgierskie, wieś Rembielszczyzne, Kolonją Białołęcką Zagajnicą, tam rozdziela się na 2 odnogi: iedna idzie ku Młynowi Kobylak, druga w błota Ząbkowskie. Idący ku Kobylakowi ( Nowy Kanał, Kan.Markowski, rzeka Długa ) przechodzi przez wieś Wojdy, Kąty Grodziskie, przez wieś Grodzisk Nieporecki Rządowy, przez wieś Marki, a kończy sie w Kątach Wierzchowisko zwanych, należących do dóbr Kobyłki ( okolice Zielonki ). Druga odnoga ( późniejszy Kanał Bródnowski ) przechodzi przez wieś Kobiałkę, Kolonją Białołecką, Szamocin, przez wieś Białołękę, Brudno, Targówek i kończy się w błotach nowych Kolonji Ząbkowskich. Długi iest na mil 6 i pół, idzie korytem najgłębszych wód, oparzelisk i chrapów, gdzie woda stała na 3 stopy nad powierzchnią ziemi, teraz na 3 i 4-ry stopy opuszczona iest niżej w kanał, biegnie spadkiem takim iak rzeka Wisła. Przez wybicie kanału tego, gdy będą ieszcze boczne porobione rowy i wykarczowane wielkie przestrzenie zarosłe teraz rokiciną, okolica Warszawy zyszcze najmniej 15,000 fur siana”.

    Tworzenie wspomnianych kanałów miało na celu odprowadzenie wód zaskórnych i opadowych, jakie się gromadziły na tej nizinnej i błotnistej przestrzeni, zajmującej około 250 wiorst kwadratowych. Z biegiem czasu kanały te uległy zanieczyszczeniu i częściowemu zasypaniu.

    1845 r.

         W 1836 r. przez odlesiany teren z Pragi do Marek przeprowadzono brukowaną szosę na nasypie, stanowiącą część ogromnej inwestycji- traktu poczty konnej Warszawa-Sankt Petersburg. W Zaciszu urzędował dróżnik Łukasz Kruszewski. Pozostałości lasów dawnej Puszczy Bródzieńskiej, należące wokół Zacisza i Żerania do Gumińskiego, stopniowo trzebione, urządzono według instrukcji leśnictwa, a część na wzór ogrodów krajobrazowych w stylu angielskim przystosowano do rekreacji. Dzięki tym innowacjom w 1841 r. otwarto dla publiczności  ogród i restaurację „Zacisze“ , usytuowane przy trakcie petersburskim. Restauracja (karczma) stała najprawdopodobniej w miejscu parkingu przed Domem Kultury, być może w osi ul. Blokowej i Bogumińskiej oraz baraku Junaka. Drugi budynek znajdował się na terenie szkolnym naprzeciw wylotu ul. Bogumińskiej. Na tyłach restauracji rozpościerał się staw, połączony zapewne z kanałem, płynącym przez teren stadionu. Być może stało tu kilka niewielkich domków na wynajem, skoro teren stadionu nosi hipoteczną nazwę „Willa Zacisze”. Ogród, patrząc od ul. Radzymińskiej, ciągnął się między ul. Określoną a Czarną Drogą, Skrzypcową a Żarnowiecką, wzdłuż Mlecznej do Bohuszewiczówny, dosięgając Kanałowej i Gibraltarskiej. Funkcję ogrodnika dóbr sprawował Mikołaj Kiełczyński. Mapa z 1845 r., choć wyrysowana bez zachowania skali, ukazuje szczegóły zagospodarowania parku: liczne ścieżki i mostki nad kanałami, być może łukowe. W pobliżu dzisiejszego skrzyżowania Określonej i Śmiesznej, u zbiegu kanałów, domyślamy się czegoś w rodzaju wyspy z budynkiem, może romantycznymi ruinami…

         W sobotę 2 lipca 1842 r. do Zacisza przyjechało kilkaset osób karetami kurierskimi (pocztowymi)- drugie tyle bezskutecznie oczekiwało w Warszawie na transport. „Prócz tego wielu wyjechało własnemi powozami, dorożkami, konno, a nawet bryczkami pragskiemi. Każdy z przybyłych zachwycony został pięknością skromnego Zacisza, obszerny ogród bogaty w dary przyrody, podwójną w tym dniu oblekł szatę nowej przyrody, z jednej strony kwiaty, klomby, cieniste chodniki, bawiły zmysły, z drugiej wysmukłe kibicie z gustem i wytwornością przybrane naszych Warszawianek, unosiły oko i miejsce to prawdziwie uroczem czyniły. Nikt nie oddalił się bez najżywszego zadowolenia i chęci powrócenia raz jeszcze przynajmniej, aby dokładniej rozpoznać nowe to siedlisko rozrywek i powabów wiejskich, którego wszystkich szczegółów znakomita obszerność na raz objąć nie pozwala”. Frekwencja sprawiła, że następnego dnia od godz. 12 pod adresem Trębacka 9 podstawiano dostateczną liczbę powozów do Zacisza, które od godz. 18 odwoziły gości do stolicy. Zapewniono dodatkowy omnibus do Zacisza „dla spóźnialskich” o godz. 16. Cena przejazdu wynosiła 1zł 5 gr. Z Zacisza można było przejechać „kurierką” do ogrodu w Lewicpolu za 10 gr.  W tym samym dniu do dyspozycji gości były też omnibusy „ze zmianą koni” sprzed Zamku, „dla uniknięcia przykrości zjazdu ul. Bednarską”, po 1 zł od osoby.

        W dniu 7 sierpnia 1842 r. od godz. 15 dla wygody zainteresowanych odwiedzeniem ogrodu i restauracji uruchomiono kursy  karet kurjerskich od Mostu przy Zamku Królewskim do Zacisza.

    1843 r.

          Od 1 Czerwca 1843 r. „Oberżę i Ogród w Zaciszu za Pragą” objął Ludwik Gładyszewski.  W ogłoszeniu prasowym „pośpieszył  donieść  do wiadomości Osób lubiących przechadzki za miastem, iż przyjmuje wszelkie obstalunki obiadów, podwieczorków, śniadań itp., i starać się będzie odpowiedzieć w nich każdego życzeniom tak co do wyboru potraw jak i ich przyrządzeniu; iż Goście odwiedzający piękny i obszerny ogród w Zaciszu, usłużeni będą natychmiast we wszelkie napoie, ciasta i potrawy jakich na prędce zażądają, i jakie dla każdej pory roku są najwłaściwsze: iż gatunek wszystkiego co dostarczy się będzie najlepszy i ceny najumiarkowańsze a dla uniknięcia nadużyć ze strony służących, ceny te, co do przedmiotów w każdym czasie- do usług Publiczności będących, zawieszone będą na tablicach, i przez władzę miejscową Policyjną poświadczone. Usługa dla każdego będzie prędka, a nawet dla kompanji chcących osobnego pokoju dla siebie, takowy wskazany będzie. Podobnież urządzony jest i dla podróżnych osobny zajazd, oddzielne pokoie umeblowane, stajnie, wozownie, obrok, siano i wszelkie wygody dla Panów i służących. Staraniem będzie podpisanego aby Zacisze tak przyjemne ze swego położenia i zakładu, tem więcej uprzyjemnione było wygodami i zabawami dla Publiczności, i żeby życzeniom każdego nietylko dogodzono, śle je nawet uprzedzono”. Gładyszewski zatrudniał szynkarza (podwykonawcę- pracownika karczmy) Antoniego Rutkowskiego.

         29 czerwca 1843 r. w Zaciszu zagrała po raz pierwszy Orkjestra pod dyrekcją JP. Kubełki. Gazety zachęcały: „przytem dostać będzie można: ciast, potraw i napojów”.

    W latach 1844-1846 r. w Zaciszu za Pragą, „ieżeli pogoda posłuży”, grała Orkiestra pod Dyrekcją JP. Daneckiego, „a w razie niepogody w Kawiarni pod Kopciuszkiem przy ul. Krak. Przedmieście”, „zaś wieczorem w kawiarni przy ulicy Długiej wprost Lasockiego”.

        W marcu 1845 r. w związku z trwaniem na ulicach Warszawy „ustalonej sanny, aby przeto korzystać z istnienia jej w sposób rozciąglejszy, przygotowane będą dla amatorów do szlichtady, w przyszłą niedzielą, to jest 2 marca, omnibusy na saniach do Zacisza, poczynając od godziny 2 z południa: każdy przeto życzący użyć tej przejażdzki, zastanie omnibusy przy ulicy Bednarskiej niedaleko mostu, w miejscu gdzie stawały w lecie a w Zaciszu znajdzie czem się rozgrzać, posilić i zabawić. Muzyka uprzyjemniać będzie czas zabawy”. Z gazety dowiadujemy się, że „w czasie zeszłej jesieni i karnawału, z powodu ustawicznych słot i złej drogi, było prawdziwem Zaciszem”.

        Omnibusy na saniach do Zacisza kursowały m.in. w niedzielę 9 marca z placu obok łazienek W. Majewskiego, przy ulicy Bednarskiej. Konkurencją dla Zacisza był Izabelin na Powązkach, gdzie „w oranżerji, wieczorem oświetlonej, grał Tercet Czeski wyjątki z ulubionych oper”, poza tym gości wabiła ślizgawka na łyżwach i sankach, a droga sanną wvborną w Alei Powązkowskiej”.

    8 czerwca 1845 r. w Zaciszu „pan Jules, z towarzystwem z zagranicy przybyłem, o godz. 5 po południu przedstawił widowisko GIMNASTYCZNE, HERKULESOWE i PIRAMIDY BEDUINOW. Zakończyły OGNIE SZTUCZNE. Gości dowoziły omnibusy, grał „Danecki z kompanją”. Goście mogli odjechać omnibusem, aby bawić się dalej „wieczorem w kawiarni przy ulicy Krak. Przed, i rogu Marjenstadt na 1 piętrze”.

    1846 r.

    Tak mogła wyglądać restauracja i ogród w Zaciszu...

          W niedzielę 15 czerwca 1845 r. w Zaciszu, „przybyły z zagranicy p. Jules z swoim towarzystwem, dał wielkie widowisko żeglarskie, atletyczne i akrobatyczne, również miał zaszczyt okazać skok bataljowv z trampolino, niemniej sztuki tańcowania na cienkim drucie. Zakończyły ognie sztuczne. Muzyka p. Daneckiego grała, a omnibusy od godz. 3 po południu kursowały. Widowisko wspomnione zaczęło się o godzinie 6 wieczorem”.

       22 czerwca 1845 r. „JP. Jules z kompanją, miał zaszczyt okazywać różne grotesque i indyjskie igrzyska, piramidy Beduinów, i wielkie ognie sztuczne. Na zakończenie wykonanym został LOT olimpijski w brylantowym ogniu. Uprzyjemniała muzyka ze 100 osób złożona, omnibusy od godz. 1 po południu kursowały, a jedzenia i napoje po umiarkowanej cenie i rychłej usłudze dostarczano”.

    30 czerwca 1845 r. w Zaciszu „p. Jules z kompanją swoją miał zaszczyt dać przedostatni raz wielką reprezentacją sztuk indyjskich, malabarskich i herkulesowych, przytem był puszczony wielki balon oświecony kolorowym ogniem, zakończyło się widowisko przez marsz napowietrzny wykonany przez pp. Jules i Konstanti, przytem grała orkiestra ze stu osób złożona”. Omnibusy kursowały od godziny 14.

    6 lipca 1845 r.  w Zaciszu „p. Jules z kompanią dał wielką ostatnią reprezentacją z nowemi odmianami, pomiędzy któremi główniejsze: gra żelaznemi 40 funtowemi kulami, skok bataljowy przez 20 osób, na zakończenie marsz herkulesowy z 1000 funtów ciężaru niemniej został puszczony wielki balon. Orkiestra z 100 osób złożona grała a omnibusy od godziny 2 po południu kursowały.

    Na żądanie publiczności, 20 lipca 1845 r.  w Zaciszu „JP. Jules z kompanją dał wielką reprezentacją z okazaniem wszelkich sztuk jakie w zeszłą niedzielę miały być przedstawione. Nadmienia się, że pewna osoba oświadczya chęć próbowania swych sił z p. Jules, a jeśli i inni amatorowie znaleźli się, tenże chętnie przyjmuje wyzwania, o których w powołanem na wstępie miejscu, to jest w Zaciszu uwiadamianym być winien. — Orkiestra z 100 osób ułożona grać, a omnibusy zaraz od południa kursować będą”.

    CDN. ( przypisy na życzenie )


    0 0
  • 03/11/16--02:50: Migawki z marcowego Zacisza
  • Gdy pasażer N61, N62 ocknie się z drzemki- informacja jak znalazł! ( napojów piwopodobnych nie promujemy).

    Seks na wielkim osiedlu- ciekawe, czy mają ruch....

       Trzecia poczta na Zaciszu (naprzeciwko Określonej) ciągle w powijakach. Ciekawe, czy kierownictwo PP każe kiepściutko wynagradzanym pracownikom roznosić po domach znicze a w okienku oferować gazety i produkty finansowe. By żyło się lepiej... rodzinnym radom nadzorczym. 

     

       Bielenie pni drzewek to zabieg konieczny, stosowany już tylko przez starszych "gospodarzy". Wykonywano go w grudniu i na początku stycznia, wapno odbijało promienie słoneczne, zapobiegało pękaniu kory i odpędzało szkodniki. Wiosną hamowało przyspieszoną wegetację, kończącą się z reguły przymarzaniem kwiatostanów. Na ulicy  Pszczyńskiej zadanie wykonane- urodzaj owocowy murowany! Uwaga! Iglaków nie bielimy :-)) 

     


    0 0

    1861 r.

    Część 1- z mapą ogrodu z 1845 r:

    http://warszawazacisze.blox.pl/2016/03/Zacisze-Guminskiego-Ogrod-restauracja-i-zabawy-1.html

    Zacisze stało się miejscem, w którym wypadało pokazać się nawet warszawskiej elicie. Jego sława ugruntowała się w 1846 r. „Wczorajszy dzień był prawdziwie Lipcowy. Poranek nieco chłodny, zamienił się w dzień skwarny. Słońce oświecało żywym blaskiem prostopadle idących promieni, całe nasze ozdobne miasto. Na tle tego obraza, na tych ulicach piękności niepospolitej, na ścieszkach ogrodów publicznych i prywatnych, i po miejscach spacerowych, snuły się długie szeregi mieszkańców wszelkiego stanu. Wesołość objawiała się na licach, bo czas pogodny i miły, niezachmurzone niebo, umieią rozpędzać najsmutniejsze myśli. Biedni Anglicy, dla tego tak cierpli na splen i melancholją, bo w nich słońce wielkim iest raritasem. Możem zaręczyć z góry, że gdyby który z Dżentelmanów dumnego Albjonu przybył na lato do Warszawy, pewnoby nabrał dobrego humoru, na widok ozdobnego miasta, ślicznych iego Obywatelek i pięknych tualet, w iakie stroią się miłe Warszawianki. Wczoraj te śliczne istoty uczestniczyły we wszystkich zabawach. Było ich pełno w ogrodzie wód mineralnych, na kolei żelaznej, w Alejach, w Saskim Ogrodzie, po ulicach, w oknach i balkonach, u Ohma, na Czystem i w ogrodach rozprzedaży fruktów. (Wyborne wiśnie, doskonałe truskawki, pochodzą z wzorowych zakładów ogrodniczych JPP. Ulricha, Czepińskiego, Piskorowskiego, Akermana, Wiejskiej Kawy, Doliny Szwajcarskiej i innych, których tu wyliczać byłoby za długo, a których wziętość od lat dawnych znana, poleceń prawie nie potrzebuie). Wieczór najpogodniejszy zakończył dzień wczorajszy, który prawie cała ludność Warszawy, iak owi Neapolitańscy lazaroni, pod otwartem niebem przepędziła. Spacerom do późna trwającym przyświecał Xiężyc, ten piękny kaganiec nocy. Ogród nowy przy ulicy Pokornej, Ogródek Wiejski i tp. miały Gości; zwiedzano oraz Lewicpol i Zacisze”.

        Liczba zaciszańskich gości, zwłaszcza w dni świąteczne, dochodziła nieraz do 4000 , toteż zdecydowano się na uruchomienie regularnej komunikacji z Warszawy. Szteinkelerki (rozkładowe dyliżanse pasażersko- pocztowe) wspomogły więc omnibusy Sejdlera, odchodzące z placu pod łazienkami Majewskiego przy Bednarskiej, w niedziele i święta od od godz. 7 do 12 oraz od 15 do 22. Cenę przejazdu „w chęci uczynienia przysługi Publiczności, i ułatwienia Lubownikom letnich spacerów, częstszego zwiedzania przyjemniejszych okolic Warszawy” obniżono aż do 12 kopiejek (24 grosze). P. Seidler wysyłał z przed mostu "omnibusy zawsze pełne". W dzień powszedni można było wynająć Omnibus w Sklepie Mydlarskim pod firmą Karol Scholtze przy ulicy Senatorskiej, naprzeciw domu Rezlera.

    1845 r.

         W 1846 r. prasa pisała: „Kto z Warszawian chciał bawić się wczoraj, miał trudny wybór, a raczej wybór jak na rozstajnej drodze. Tędy na most po kąpieli, blisko do Zacisza i Lewicpola, Omnibus w chwili ie dosięga, a miły urok gajów zawsze cienistych, przyjemne myśli rodzi.”

         W 1847 r. Zacisze znajdowało się wciąż na topie. „Korzystając z pogody, pragnąłem zwiedzić piękne Zacisze za Pragą, i odetchnąć świeżem powietrzem zasilającem zdrowie w tamecznych roskosznvch gaiach; przeieźdzaiac wczoraj, postrzegłem wyborną drogę do Zacisza, z powodu odbudowania na nowo takowej”- zachwalał redaktor poczytnego dziennika.

    13 maja w Zaciszu grał tercet Bondasiewicza, w razie niepogody zapraszano gości pod nr. 440 w domu Jonaszowej przy ulicy Krakowskie Przedmieście. Omnibusy kursowały „tam i na powrót z ulicy Bednarskiej”.

    W 1850 r. w Zaciszu, „tylko 3 wiorsty od Rogatki Ząbkowskiej”, gościom oferowano „do najęcia rozmaite lokale większe i mniejsze, obok pięknego ogrodu, na pomieszkania letnie”.

    W 1851 r. restauracja i kawiarnia w Dobrach Zacisze była do wynajęcia na okres roku lub na trzy lata, oferowano przy tym „lokale do najęcia, na czas letni”. Wiadomości o cenie i warunkach najmu udzielał urzędujący na miejscu Kalinowski, Assessor Ekonomii Warszawskiej i Wójt Gminy Zacisze oraz właściciel dóbr – niejaki Kobełka.

    W 1852 r. oferowano do wynajęcia „stancje na porę letnią lub na rok, u całości lub w trzech częściach osobnych, z możliwością umieszczenia koni” .

    1846 r.

    W połowie XIX w. mieszkańcom Warszawy do świątecznego wypoczynku udostępniono poza Zaciszem kilka nowych miejsc. „Gdzie się tylko ruszyć poza obręb Warszawy, wszędzie jak najpiękniejsze mamy okolice, już to dla zamieszkania na czas lata, już dla odetchnienia wiosennem powietrzem. Do takich należą wspaniały Willanów, z czarującym Natolinem, Wierzbno, Mokotów, Włochy, Czyste, Ruda, a za Wisłą: Zacisze, Lewicpol, itd. Do rzędu tych winniśmy policzyć także co rok odmładniający się więcej, Grossów, czyli jak nazywaliśmy Alexandrówke, tuż za Marymontskiemi rogatkami leżącą. Wszystkie dogodności dla przyjeżdżających chwilowo spacerem, jako i dla stałych letnich pomieszkań obmyślone tam zostały. Jest woda, są piękne łodzie, ogród, lasek, kąpiel, i dostarczająca wszystkiego w blizkości Kaskada, a nawet miejscowa Grossowska lodownia, tyle użyteczna wśród lata. Co Niedziela i święto, dzwonek Kamedulski, na modlitwę przywoła, a spacer laskiem do Kościoła Bielańskiego, jak najprzyjemniejszy”. Po 1852 r. znajdujemy coraz mniej wzmianek o zaciszańskim ogrodzie. Faworyzowany jest zakład gastronomiczny Tyslera z ogródkiem na ul. Długiej 590, zwany „Zaciszem”, nie mający jednak z praskim odpowiednikiem nic wspólnego. 

        W dniu 7  lipca 1861 r. z „Ogrodu do Kolonji Zacisze” skradziono pływającego po stawie Kaczora Indyjskiego. Właściciel apelował w prasie: „uprasza się o zwrot onego do tejże Kolonji; przytem nadmienia się, ze Właściciel nieprawy jest znany i był widziany w karczmie z tymże Kaczorem”.    

    1868 r.

        W 1862 r. popularność Zacisza zaczyna przygasać. „Czas uczęszczania do Zacisza znowu z modą przeszedł, z nią ustała i wysyłka tamże omnibusów”. W 1869 r. istniało jeszcze na mapie podmiejskich atrakcji: „Wczorajszy dzień pogodny, sprawił prawdziwą niespodziankę amatorom niedzielnych spacerów- to też tłumy ich na wszystkie strony się snuły. Mnóstwo osób jechało powozami do Willanowa, a nawet  mniej rozgłośne obecnie Zacisze, Gocław i Nowa Praga, wabiły do siebie spacerujących.

        Zwiedzających odstraszała także aura i zimniejsze miesiące: „Onegdajsza niedziela błotna i słotna, nie ożywiła w niczem ani Nowej ani Starej Pragi. Dorożki i obdrapane bryczuszki snuły się to w tę, to w ową, stronę, nielitościwie obryzgując błotem przechodniów chodnikowych. Park Aleksandrowski zasypany został hojnie liśćmi, które silny wiatr sobotni rozrzucał po całym obszarze pragskim. Warszawiacy wychodzą na most, a nawet zaglądają na Pragę, lecz co prędzej zawróciwszy się i otuliwszy sie w ciepłe ubranie, wracają, do zwykłych swoich siedzib. Nowa Praga leży po za tak gęstemi warstwami błota, iż chyba, gruby zakład mógłby teraz napędzić tam gościa. Saska Kępa, Targówek, Zacisze, Gocław zamknęły swe podwoje, ciesząc się nadzieją, iż z wiosną będą na nowo podejmować gości”.

        Wierni klienci Zacisza dojeżdżali tu z Warszawy dorożkami lub z Pragi jednokonnymi bryczkami. Nie było to udogodnienie na miarę omnibusów ani ich ceny, gdyż domagano się ujednolicenia taryfy przewozowej.  

        Zacisze zrobiło tak duże wrażenie na gościach, że stało się miejscem akcji powieści, nowelek i romansów, drukowanych w „Gazecie Świątecznej” czy „Czasie”.

           Uwagę świata ściągały nie tylko ogród i restauracja w podwarszawskim „kurorcie”.

          W 1844 r. na obrzeżach Zacisza odkryto fragment cmentarzyska z epoki grobów kloszowych . Wskutek niepowiadomienia służb archeologicznych i zachłanności oraczy, żądnych skarbów, znaleziska w większości zniszczono: „W przeszłym tygodniu Parobcy orząc rolę należącą do folwarku Brudna od strony kolonji Zacisza, blisko wersztę za Pragą, ieden z nich zawadził sochą o coś twardego i odkrył urnę glinianą zakopaną w ziemi; spodziewając się że znajdzie skarb, przywoławszy drugich, zaczeli grzebać i tym sposobem uszkodzili tę odwieczną pamiątkę, nieznalazłszy w niej tylko drobne kosteczki; następnie przy dalszem oraniu znaleziono 2-go, potem 3cią i 4tą, w odległości od siebie o kilkanaście kroków, we wszystkich tych urnach były drobne kosteczki, a w iednej z nich znaleziono małą wazkę glinianą koloru czarnego, także napełnioną kosteczkami iak widać spalonemi. Ponieważ chciwi Parobcy spodziewając się znalezienia skarbu, mocno takowe urny uszkodzili, a właściciel Brudna dopiero wieczorem zawiadomiony o tem został i iuż w nocy na miejsce przybył; tak więc znalazł ieszcze w ziemi 2 całe otwory od urn, iednak dna i nakrywy zupełnie uszkodzone były i kości powyrzucane; wielkość tych urn mogła być do łokcia, a otwory miał 10 cali; były z gliny czerwonej. Zapewne w tych miejscach musiał być smęntarz pogański a wylew teraźniejszy Wisły obmyły powierzchnię ziemi, gdyż dawniej nigdy nieznajdowano w tych miejscach takowych pamiątek. Cząstki urny czarnej ciekawi widzieć mogą w Drukarni Kurjera" .

    1847 r.

    W prasie z lat 1843-45 znajdujemy wzmianki o kopalni zwanej Grosowa Góra, leżącej w dobrach Zaci sze i Pustelnik (obecnie miejscowość Półko za Strugą), gdzie „ jest do sprzedania torf w cegłach dużych, całych i dobrze wysuszonych. Zamówienia na dostawę w sążniach i półsążniach, przyjmują się przy ulicy Elektoralnej pod nr 781, wprost ulicy Solnej, w sklepie korzeni Pawła Frybes. Do tejże kopalni potrzebny jest pisarz”. „ W Kopalni Grosowa Góra, 12 wiorst od Warszawy, przy szosie, torf leśny płomieniem się palący, jest do sprzedania po cenach stałych”.

    W 1846 r. odbywano „na gruntach wsi Brudna, w blizkości Zacisza, dalsze próby orki, z nowo wynalezioną sochą z regulatorem, zbudowaną podług pomysłu Profesora J. Żochowskiego”.

    W 1854 r. w Kolonii Elsnerów zmarł jej właściciel- Józef Elsner, kompozytor i były dyrektor Opery, Kawaler Orderu Św. Stanisława klasy III. 8 kwietnia o godz. 16 zwłoki przeprowadzono uroczyście do kościoła Pijarów w Warszawie.

           Pejzaż okolic Zacisza był tematem plenerów malarskich. W 1866 r. „w składzie rycia P. Teasaro, wprost kościoła pobernardyńskiego, pomieszczony został piękny krajobraz większych rozmiarów (około l 1 2 łokcia wysoki, a dwa łokcie szeroki), pędzla utalentowanego tutejszego artysty Pana Malinowskiego. Wyobraża on wyrąb lasu we wsi Drewnicy, pomiędzy szossą od Zacisza, a drogą kolei żelaznej Petersburgskiej położonej. Naturalność kolorytu, wierność w oddaniu szczegółów, cechują wszystkie krajobrazy P. Malinowskiego, ale ten przed innemi na gorące zasługuje pochwały”.

    W 1868 r. dziedzic Pustelnika, Zacisza i Drewnicy zabronił polowania w tych dobrach bez pozwolenia, „pod utratą fuzji i psów”.

            1858 r .

          O mieszkańcach i służących Kolonii Gumińskiej i dawnego Zacisza wspominają metryki stanu cywilnego, przechowywane w parafii MB Loretańskiej przy ul. Ratuszowej na Pradze. W kancelarii parafialnej celem sporządzenia aktu urodzenia, zgonu lub zaślubin stawiali się:

    - Mikołaj Kiełczyński, ogrodnik z Zacisza lat 40, Alina z Balów  l.26, urodzona córka Michalina (1844).

    - Antoni Rutkowski, szynkarz, l. 33 + Ludwika z Frynaszewskich, l.21, urodzony syn Kazimierz Piotr (1843).

    - Piotr Rogiński, ekonom, l. 40, Antonina z Mosakowskich l. 30, urodzony syn Władysław; Balbina, Jan Rogińscy (1844).

    - Piotr Udrych, plantator tytoniu, l. 28, Józefa Domańska (1843).

    - Łukasz Kruszewski, dróżnik, l.45,  zmarły syn Piotr (1845).

    - Karol Flesyer, szewc, l. 26+ Marianna z Janowskich, l. 23, urodzona córka Józefa Antonina (1843).

    - Jan Dzanio, wyrobnik, l. 30, Jakub Domański, kowal, l. 33, Julianna Witkowska, l. 40, urodzona córka Kazimiera Witkowska (1842).

    - Ignacy Fogiel, cieśla, l. 40 (1843).

    - Jan Seholczyk, l. 22, plantator tytoniu Zacisze (1844).

    - Michał Koczyn, służacy Kol. Zacisze na Bródnie, l. 35, Paweł Ruciński, służacy, l. 45, Jadwiga z Łysiaków, l. 35, urodzony syn Józef (1839).

    - Jan Osman- gospodarz, l. 26 (1843).

    -Wojciech Gontarczyk, l. 42, Jakub Rutkowski, l.34, wyrobnicy, Wojciech Banaszek, l.34, służący, Józefa z Lucyków, l.43, urodzona córka Małgorzata (1844).

    -Wojciech Banach, l.30, Katarzyna Ajer, l.26, służący, urodzony syn Antoni Bonifacy (1844).

    -Paweł Ruciński, l. 60, gospodarz (parobek?)+ Ewa Z Golisów, l. 38, urodzona córka Paulina (1845).

    -Józef Rutkowski, l. 34, Józef Ludwiniak, l. 26, gospodarze, Jakub i Katarzyna ze Stolarczyków, zmarła córka Franciszka 1 rok (1844).

    -Walenty Gontarczyk , l. 50, wyrobnik, zmarła Józefa z Lucyków Gontarczykowa, l. 41 (1844).

    - Wesele 27.V. 1844: Filip Hoffmann, l.20, czeladnik ciesielski ur. w  Szpechbach, s. Michała i Zuzanny z ul. Żelaznej, utrzymujący się z krów, Elżbieta Schlikowa, l. 18, c. Franciszka i Małgorzaty z Rowajn, utrzymującej plantaterię tytoniu.

    - Stanisław  Pruszewski (zmarły 14 tyg.), syn Łukasza i Ludwiki z Pułkowników, wyrobników; Michał Kiełczewski, l.42, Wojciech Bemeuk, l.30 (1844).

    - zmarła córka  Elżbieta Rutkowska, l.2., Jakuba i Katarzyny ze Stolarczyków.

    - Wojciech Banasiak, Elżbieta z Gajnczaków, wyrobnicy, zmarła córka  Małgorzata, l. 4 (1844).

    - Piotr syn Katarzyny Jagnażówny panny l.27, kol. Władysławów (1845) .

    - Rozalia Kaczeńska,  l. 33, Walenty Cieślak, l.42, Kazimierz Nowak (dróżnik z Targówka, l.52), Katarzyna Cegiełka, l. 40, wyrobnica- wdowa, c. Franciszka Cegiełka (1840).

    - Walenty Cieślak, l. 44, służacy +Anna, l. 40, c. Józefa (1840).

    - Piotr Klejwacki, służacy, l. 33, +Józefa z Piotrowskich, l. 27, s. Paweł, Wojciech Kaim, l.42, Michał Kopcik, l. 60, służący; Jan Kacprzak, Jadwiga Kopcik (1851). 

    - zmarła służąca Katarzyna z Gadomskich Mierakowska, l. 68, (1845).

    - zmarła wyrobnica- wdowa Marjanna Pawłowska, l. 50, Feliks Pietrowicz, l. 40, wyrobnik (1845).

    Artykuł o steinkellerkach, omnibusach:  http://warszawa-stolica.pl/niechlubny-koniec-omnibusow-stanislaw-milewski/

    0 0

    Wejście do sklepu


         Większość rdzennych Zaciszan bezbłędnie kojarzy nazwisko i sklepik Zawadzkich- przez pół wieku ważny punkt na mapie handlowej osiedla (artykuł także na nowej stronie https://www.facebook.com/targowekbrodnozacisze/ ).

         Stanisław i Zofia Zawadzcy prowadzili go nieprzerwanie od 1945 roku do 1995 r., gdy oboje odeszli zza lady na wieczny spoczynek. Stanisław  urodził się w 1916 r. w Grądach Lubelskich koło Bełżyc. W wieku 12 lat po śmierci ojca (powstańca styczniowego i Sybiraka) opuścił dom, by zarabiać na utrzymanie. Uczęszczał do szkoły rzemieślniczej, mieszkał w bursie, terminował u stolarza, wreszcie zatrudnił się w Fabryce Kamlera. Pracował też w modelarni wydziału MEL Politechniki Warszawskiej. Samodzielnie wykonał meble domowe (biurko, stół). W latach 1933-35 odbywał służbę wojskową w artylerii konnej. Miał zaszczyt trzymać wartę przy grobie Marszałka, którego był wiernym zwolennikiem. Nawet w komunistycznej PRL miał zawieszony w domu portret Piłsudskiego ( „na wszelki wypadek” milicja zabierała go swego czasu do więzienia na czas obchodów 1 Maja). Po ślubie z Zofią od 1943 r. mieszkali na Rybakach; po zburzeniu domu zamieszkali w marcu 1945 r. na Zaciszu u Roguskich (dziś Młodzieńcza 8). Wkrótce kupili ceglany dom pod nr 3a i otworzyli w nim sklep spożywczy . W grudniu przeżyli napad rabunkowy. W 1956 r. od strony Radzymińskiej dobudowali się Brożowie (również prowadzili sklep). Między domem a obecną remizą straży pożarnej przepływał od strony Kolejarskiej ku szkole dość głęboki kanałek. Studnia znajdowała się u Brożów (wodociągi przeprowadzono w latach 50.). Na fortówce (Sienkiewicza, od 1954 r. Młodzieńczej) leżał bruk. Do sklepu wchodziło się po 6-8 schodkach, co widać na fotografiach. Pan Zawadzki posiadał konia, który służył m.in. przy odgruzowywaniu Warszawy i zwożeniu cegieł na budujące się przedmieścia. Zaopatrzenie sklepu p. Stanisław wykonywał na bazarze na Brzeskiej, na Korsaka, na Banacha, pszenicę przywoził z Serocka, odwiedzał też targi w Legionowie, Pułtusku i Wyszkowie, gdzie zaopatrywał się hurtowo. Ponoć sprowadzał śledzie znad Bałtyku. Na handlowe wojaże wyruszał Żukiem, którego sam sprowadził z lubelskiej fabryki, posiadał także Citroena, DKW (uruchamianego „na pych”) oraz widocznego na zdjęciu Wartburga 312 o „wielkim promieniu skrętu”. Wiernym towarzyszem był pies Czaruś.

    Dom Brożów i Zawadzkich, wczesne lata 60. XX w. 

    Stanisław Zawadzki, w tle ulica Młodzieńcza i dom Hendygierów (nr 4)

      Pan Stanisław Zawadzki położył wiele zasług dla lokalnej społeczności: oprócz stałego zaopatrywania Zaciszan w świeże warzywa, nabiał i chleb, budował szkołę nr 84, Dom Kultury, służył w Ochotniczej Straży Pożarnej (do czego jeszcze wrócimy…). Jako wytrwałemu „kapitaliście” władza ludowa starała się zaszkodzić z każdej strony- przetrwał domiary, wysokie podatki za prowadzenie działalności, kary… za brak abonamentu rtv. W 1998 r. dom pod nr 3a został sprzedany. Przez jakiś czas w obłożonym białym sidingiem budynku mieścił się bar „Arka” (posiadał nawet letni ogródek, który od zgiełku ulicy osłaniały wielkie tuje w donicach), obecnie prosperuje tu restauracja „White Sushi”- jej dwusalowe, przytulne wnętrze można obejrzeć na Mapach Google ; w podwórzu ulokowała się myjnia samochodowa.  Nie zmieniła się bryła budynku, dwuspadowy dach, wejście jest ciągle w tym samym miejscu. Może zachowanie tej tradycji przyniesie właścicielowi prosperitę przez kolejne 50 lat?

      

    Państwo Zawadzcy i ich córka

      Z niewielkiego wnętrza sklepu niedużo pamiętam. Lada z dwóch stron, kulturalny właściciel w granatowym fartuchu i okularach, charakterystyczny zapach jabłek i pysznej kwaszonej kapusty, trzymanej tak jak ogórki w beczkach pod ścianą. Zawsze kolejka wiernych klientów (jak napisała Krystyna Rubiec-Masalska, "chodziło się nie do warzywniaka, ale do państwa Zawadzkich"), w latach 80. korzystających również z udostępnianego przez właścicieli telefonu. Pszenica w workach, którą odważano na szalkowej wadze i przesypywano mi po 5 kg do dwóch toreb. Ile było mozołu z targaniem tego oburącz przez całą Młodzieńczą! Przeszklona lada, w której eksponowano rarytasy: cukierki, suche lody, chyba lizaki, oranżadę (wcześniej tę z ceramicznym kapslem), strzelające prażynki. Suche wielkie wafle, wyrabiane na Gliwickiej u Damięckiego, chrzan tarty na Fersta, warzywa w skrzynkach na podłodze, włoszczyzna. Tu nabywało się metalowe naboje do syfonów. Dzieciaki wracające z 84 wpadały po prostu po oranżadę, może gazowanego, niezapomnianego "Ptysia" i bułkę. Podobno była też papryka konserwowa w słoikach, po którą przyjeżdżał mercedesem smakosz z Rolanda. Myślę, że w dzisiejszych czasach sztucznej żywności taki sklep przeżyłby renesans- przecież zieleniaki koło pętli mają się świetnie, a ile jest lamentu przy likwidacji bazarku!

      

      Córka państwa Zawadzkich- Zofia, mieszkająca obecnie z mężem Henrykiem i córką Katarzyną na pobliskiej ulicy, inżynier gazownictwa, niegdyś ławnik społeczny w Sądzie Okręgowym, kształciła się w szkole muzycznej na ul. Bednarskiej. Grała na pianinie pod okiem pani Wiłkomirskiej oraz na akordeonie, trenowała koszykówkę w Polonii, wyjeżdżała na obozy i zgrupowania z Legią. W latach 1973-1992 mieszkała na Stegnach. O Zaciszu, jego dawnych mieszkańcach i ulicach mogłaby opowiadać godzinami, więc … ciąg dalszy nastąpi.

    Dom Brożów (po lewej) i dom Zawadzkich (dziś sushi) w 2014 r. (maps.google.pl)

       Państwa Zawadzkich poznaliście już podczas spaceru Młodzieńczą w kierunku ledwie zasadzonego Lasu ok. 1960 r.- zdjęcia tu:

    http://warszawazacisze.blox.pl/2015/08/Mlodziencza-1959-r-foto-wspomnienie.html

    http://warszawazacisze.blox.pl/2016/02/Kondratowicza-1959-1963-fotowspomnienie.html

    http://warszawazacisze.blox.pl/2015/10/A-gdy-nie-bylo-Lasu-Brodnowskiego-Foto-wspomnienie.html


    0 0

        Nowa ulica- "Strużańska". To dawny, 150- metrowy odcinek Lewinowskiej, prowadzący od bramy ogrodów działkowych "Wypoczynek" do ul. Łodygowej. Nie ma przy nim żadnych domów. Nazwa wiąże się z częścią Marek- Strugą. Ulica o tej samej nazwie istnieje w gminie Nieporęt, jako część drogi wojewódzkiej nr 632, pomiędzy Rembelszczyzną a Czarną Strugą. W miejscu stacji benzynowej i znajdujących się w tyle budynków istniał w czasie II wojny światowej hitlerowski obóz pracy przymusowej - zginęło w nim wielu Polaków (szczegóły niebawem). 

        Ostatnie miesiące zagłębia handlowego na Łodygowej. W związku z planowaną (od ilu lat...) przebudową tej ulicy (poszerzenie do dwóch pasów ruchu, chodniki i ścieżka rowerowa), obiekty handlowe widoczne na zdjęciu znajdą się w pasie poszerzanego skrzyżowania. Po lewej do usunięcia przewidziana jest cukiernia i sklep z farbami, po prawej kebab, kiosk i pawilony na podwórzach posesji (spożywczak, Oskroba, Grzybki). Przestanie straszyć skład budowlany (pordzewiałe kontenery i zachlapane szmaty reklamowe) u zbiegu z Pszczyńską, do rozbiórki idzie domek naprzeciw wylotu Przewoźników. Jakiś czas temu przestały działać delikatesy pod nr 3, a dom jest wystawiony na sprzedaż. Czy właściciele tych punktów przeniosą ich działalność np. na plac po trumnach albo plac "w dołku" za kebabem? To byłby zaczątek zaciszańskiego bazarku...

     

       Znikają stare zaciszańskie domostwa. Dużo wyburzeń w okolicy kościoła: przedwojenny dom Wojciechowskiego na rogu Korzystnej (14) i Brodowskiego (na zdjęciu), przy Rozwadowskiej- między domem organisty a Pospolitą (15) oraz domek kościelnego Sobczyka naprzeciw wylotu Skrzypcowej, przy Ładnej (12). Rozwalono połówkę przedwojennego domu Zofii Białeckiej na rogu Jórskiego i Łokietka (44), zniknął ceglak na Jórskiego 10. Wiele innych budynków, czasem w miarę nowych, sprawia wrażenie niezamieszkanych, chylących się ku upadkowi, tu i ówdzie powiewa płachta: sprzedam. Dla równowagi (?) na miejscu zburzonych małych domków wyrastają nowoczesne budowle, np. na Remontowej, Chmurnej 5, Czarnej Drodze, Spójni, Kanałowej przy Moszczenickiej, Młodzieńczej 13 czy Radzymińskiej naprzeciw Określonej.  Na pierwszy rzut oka zbyt wielkie w stosunku do parceli i sąsiednich budynków.  Zacisze staje się urbanistyczną graciarnią. Taka jest cena bliskiego położenia osiedla wobec centrum, a w ostatnich latach- wdrożenia w życie planów budowy metra. Na pociechę- place zdrożeją, na obrzydzenie: będzie ciaśniej i głośniej. 

    Wszystkie zdjęcia: Mapy Google. 


    0 0
  • 04/04/16--11:51: "Bateryjki" i fort XIIa
  • Zobacz album 27 zdjęć : 

    https://www.flickr.com/photos/33189092@N03/albums/72157666761753535/with/26163325631/

        

    Bateryjka północna w 2007 i 2016 r.

       Na terenie ogródków działkowych na Elsnerowie trafimy na dwa podłużne, półkoliste jeziorka, które stanowią pozostałości po fosie okalającej fort XIIa Twierdzy Warszawa. To cieszące się przed wielu, wielu laty popularnością kąpielisko Bateryjka (nazwa właśnie od baterii dział).

        Dr Lech Królikowski pisze w monografii Twierdza Warszawa:  "Fort XIIA, a właściwie punkt oporu, w niemieckiej encyklopedii Broekhausa (w haśle „Warschau") okre­ślany jest jako fort „Ząbki", ale najczęściej używana nazwa to fort „Lewinów". Rosjanie na swoich planach fort ten określali mianem „Zacisze". 

    Był to jeden z serii sześciu podobnych obiektów o charakterze uzupełnia­jącym, które powstały w obydwu pierścieniach twier­dzy, w latach 1889-1892. Narys dzieła niewątpliwie nawiązywał do tzw. narysu kleszczowego. Był to obiekt jednowałowy, posiadający w wale czołowym dwa betonowe schrony; prawdopodobnie otaczała go fosa.

    Fort usytuowany na podmokłym i bagnistym tere­nie najniższego tarasu akumulacyjnego Wisły, miał wyjątkowo korzystne (jak na warunki warszawskie) położenie, m.in. ze względu na grząskie przedpole z licz­nymi drobnymi przeszkodami wodnymi.

    Zadaniem fortu była obrona przestrzeni pomiędzy Koleją Petersburską a szosą Radzymińską oraz oby­dwu tych szlaków komunikacyjnych.

    Na mocy rozporządzenia o kasacji twierdzy z 31 stycznia 1909 r. fort został zlikwidowany w 1913 roku.

    Dekretem Prezydenta Rzeczypospolitej z 9 kwiet­nia 1936 r. (Dz.U. Nr 30, poz. 242) zezwolono na sprze­daż z zasobów wojska 12.46 ha gruntów pofortecznych Lewinów, z przeznaczeniem uzyskanych środków na Fundusz Obrony Narodowej".

     

    Schemat fortu XIIa  (L. Królikowski) i widok z dwupłatowca (zacisze.info.facebook)

      Na mapie z 1886 roku fort XII zaznaczono z przesunięciem na oś obecnej ul. Diamentowej, prawdopodobnie dla zmylenia artylerii przeciwnika.

      Po kasacji z naczną część fosy zasypano, pozostawiając od strony zachodniej dwa malownicze zakola, przypominające kształtem  „półksiężyce”. Być może stanowiły one osłonę dla dwóch betonowych prochowni wojskowych, wzniesionych w latach 20 XX w. na wypadek obrony Warszawy- po wydarzeniach z 1920 r. Niewykluczone, że punkt oporu  nie był do końca zniszczony i wykorzystano do celów militarnych prochownie carskie. Przed wojną i  krótko po niej okoliczne ziemie dzierżawił od wojska Ludwik Jarzębski jako majątek „Zbrojownia” (30 ha).  

    Bateryjka południowa w 2007 i 2016 r.

       Narys fortu jest doskonale widoczny na zdjęciach lotniczych Warszawy z 1945 roku. Owe półksiężyce- „bateryjki” są hasłem, na które ożywia się starsze pokolenie Zaciszan. Większość osób wymienia je z zachwytem w pierwszym rzędzie wspomnień o dawnym osiedlu. Właśnie na Bateryjkach nauczyła się pływać połowa Zacisza z pierwszej powojennej dekady. Opisywał je wraz z prochowniami Czesław Strzałecki, który mieszkał w tej okolicy tuż po II wojnie. Z kolei Szczepan Jastrzębski z Pospolitej opowiadał o prochowniach jako kwadratowych budowlach z półokrągłym wejściem, murami kilkumetrowej grubości i pochyłym dachem, na który dzieciaki próbowały wskakiwać z rozpędu. Jak pokazują stare mapy, pomiędzy bateryjkami, w miejscu przebiegu fosy, istniało kilka innych oczek wodnych. Woda wyróżniała się czystością. Gdzieś w latach 60. prochownie wysadzono w powietrze, a teren całkowicie zniwelowano, przygotowując go pod założenie ogrodów działkowych Energomontażu pod nazwą „Wypoczynek” (ok. 1973 r.). W dwóch miejscach, na granicy działek i alejek, tkwią omszałe okruchy betonu po prochowniach. Podobno gdzieś zachowała się stara studnia pod gruzami…

        Dziś Bateryjki są otoczone bujną zielenią, płaczącymi wierzbami, na krańcach zarastają trzciną, odzywają się rechotem żab, w maju pływają po nich kaczki z maleńkimi kaczuszkami. Stanowią malowniczy akcent wśród przesadnie zagęszczonej zabudowy Zacisza, choć trudnodostępny (teren prywatnych ogrodów strzeżony przez ochronę) i powszechnie zupełnie nieznany. I chyba tak dla nich lepiej...

    Pozostałości prochowni południowej

    Teraz też na Facebooku: 

    https://www.facebook.com/profile.php?id=100010272584323&fref=nf&pnref=story


older | 1 | 2 | (Page 3) | 4 | 5 | newer