Are you the publisher? Claim or contact us about this channel


Embed this content in your HTML

Search

Report adult content:

click to rate:

Account: (login)

More Channels


Channel Catalog


Channel Description:

Blog o Zaciszu, Bródnie, Targówku i okolicach. Niestety- nie dla zomowców, szewców i wiejskich z ostrowskiego.

older | 1 | (Page 2) | 3 | 4 | 5 | newer

    0 0
  • 09/05/15--02:53: Kiosk Papierzyńskiej
  • stan z końca 2006 r.

       Kiosk-budka-sklepik-warzywniak, prowadzony "od zawsze" przez panią Papierzyńską na Jórskiego róg Fantazyjnej przynajmniej do końca lat 80. XX w. był charakterystycznym elementem Targówka Osiedla i zarazem ważnym punktem handlowym, dzielnie opierającym się konkurencji przeciwległego WSS-u. Nawet jeśli nie mieszkało się w tej okolicy, to wpadało tu przy okazji odwiedzin biblioteki na Gilarskiej, przychodni czy fryzjera. Asortyment był bogaty, w pamięć zapadła zwłaszcza oranżada kapslowana porcelanowymi zamknięciami na drucie, cukierki groszki, rogaliki, pieczywo (bez chemii jak obecnie), masło na wagę, jabłka i "suche lody". Właścicielka była kulturalną i uprzejmą kobietą. Pod koniec działalności trudy handlu dźwigała na swoich barkach samotnie, bo przeżyła ponoć i męża i syna. 

       Pozwolenie na wzniesienie "budki tymczasowej drewnianej" Urząd Gminy Bródno wydał w 1936 r. I jak tu nie przyznać racji staremu porzekadłu, że prowizorki są u nas wieczne? Zwróćmy uwagę na sposób, w jaki budkę wykonano. Zwłaszcza na przycięte deseczki pod okapem i schludne malowanie. To nie byle plastykowy pawilon czy szczęka, jakimi straszą nas targówkowskie bazary, ale estetyczna konstrukcja. Budka, choć zamknięta na sztaby, nawet dziś budzi zaciekawienie pasażerów autobusów a u wielu Zaciszan wspomnienia. 

      Stojący na tej samej posesji murowany dom Franciszka Gorzkowskiego pochodzi z lat 30. XX w. Na bocznej ścianie kamieniczki dostrzegamy liczne ślady po kulach lub pociskach z czasów II wojny. 

    Archiwum m.st. Warszawy

     


    0 0
  • 09/09/15--01:14: Ja tu pilnuję! (1)
  • ... niewykluczone, że chciał zatruć go jakiś degenerus (tak, w zaciszańskich ogródkach rozkładają trutki) a może ktoś szczuł psem, np. wieczorni "spacerowicze" (wypróżniacze psa)- budziciele śpiących jazgotem przy każdej bramie.   Ul. Codzienna.

    Kamery to za mało. Właściciele wierzą, że tylko orzeł jest w stanie "wziąć wszystko pod swoje skrzydła" ( Radzymińska ).

     

    Kolorowy kogucik gotowy do wszczęcia alarmu ( Jórskiego )- niegdyś co drugi na Zaciszu takiego hodował, ale dziś temu zaprzeczy; blaszany drapieżca ( Uznamska ) płoszący gołębie lub alternatywa dla powszechnie stawianych kurków. 

    (Gliwicka) To się nazywa solidna ochrona- na stanowisku widzimy go tutaj od wielu, wielu miesięcy, niekiedy w wełnianej, czarnej czapce. Ciekawe jaka postubecka firemka go tak wykorzystuje, zapewne za 5 NETTO/h.

    cdn.



    0 0
  • 09/15/15--02:45: Ja tu pilnuję! (2)
  • (Jórskiego) Zazwyczaj pod zaciszańskim sklepami walają się butelki po koncernowych sikaczach piwopodobnych, wszystko zastawione jest zezłomowanymi w Reichu dostawczakami albo obłożone co do milimetra betonową kostką a jaskrawa szmata wabi hasłem "alkohole/sklep spożywczo-monopolowy". A na Jórskiego taka przyjemna odmiana reklamy! Na całe dobro inwentarza oko mają weseli staruszkowie- szkoda, że nie mogą opowiedzieć nic o dawnym Zaciszu...

     

    ( Pszczyńska ) W okienku na piętrze ponoć pojawia się Kottus, który łaskawie patrzy na przechodzących miłośników zwierząt i rzuca klątwy na pozostawiających nocami koty własnemu losowi. Obok- należy się pochwała za szczerość ( Wojskowa ).

    (Chojnowska) Najpierw była moda na ludziki z brzozowych pieńków, potem renifery (jelenie) z wikliny, zza Odry imigrowały do nas krasnale, wreszcie młodzież postawiła pomnik filmowemu Shrekowi. Dla znudzonych oglądaniem przydomowych kapliczek. 

     

    Jesteś śmiałkiem? Chcesz zdobyć zamek, wieżyczkę? Ale jeśli nie jesteś przy tym uważny, to... Wystarczy powiększyć zdjęcia (Kaśki Kariatydy) 


    0 0

     

    Franciszek i Zuzanna Werbanowscy

       Franciszek Werbanowski przybył na Zacisze z Różana nad Narwią. W historii osiedla zapisał się prowadzeniem znanej masarni (wytwórni wędlin), której budynek zachował się do dziś przy Radzymińskiej prawie naprzeciwko wylotu Gniazdowskiej (skryty w gąszczu bzu i winorośli). Początkowo pan Franciszek wędliny wyrabiał... w specjalnej misce, a ich smakiem i jakością zdobywał coraz większą renomę, pokonując konkurencję masarzy żydowskich. Jak wspomina wnuk Franciszka, mieszkał on wówczas w Trzypiętrówce.

       Około 1932 r. powstał budyneczek masarni i drewniany domek bliżej skrzyżowania z Łodygową (Ząbkowską), gdzie z czasem w głębi posesji wzniesiono również suszarnię i składzik. Piętrowy dom na tyłach placu stoi na fundamentach dawnej lodowni , która służyła do przechowywania lodu w celu chłodzenia wyrobów. Lód ten pozyskiwano pod koniec zimy na okolicznych stawach, m.in. na "Bateryjkach" przy Lewinowskiej. Od upałów izolował go strop z trocin i metrowej grubości betonu. 

       Masarnia Werbanowskiego zatrudniała 4 uczniów, prowadzonych przez czeladnika Piotra Ostrowskiego. Ten ostatni, przygotowując najlepsze wyroby, strzegł tajemnic receptury, nie pozwalając na obecność jakiejkolwiek osoby. Z tego względu na próżno możemy szukać we współczesnych delikatesach hitów zaciszańskiej masarni: kiełbasy cytrynowej (w rodzaju mortadeli) oraz salcesonu o wzorze kwiatów , misternie ułożonych z żyłek. Kiełbasa cytrynowa zapewne zawdzięczała nie tylko nazwę ale i smak dodatkowi soku cytrynowego lub kwasku. Mogła być żółta dzięki zawartości skórki cytrynowej (frykasy tego typu odtwarzają dziś amatorzy gotowania na swoich kulinarnych stronach). Wędliny, w odróżnieniu od dzisiejszych zdrowe i pozbawione chemii, sprzedawano w firmowym sklepie w Ząbkach oraz na miejscu. Po II wojnie światowej komunistyczne władze nasyłały na wytwórnię liczne kontrole, utrudniając prywatną działalność.  Werbanowscy mieli czworo dzieci, córka Jadwiga wyszła za mąż za wspomnianego czeladnika Ostrowskiego.  W 1956 r. Franciszek Werbanowski zmarł w wyniku wylewu (przeżywszy 68 lat). Przez jakiś czas wędliny na własne potrzeby wyrabiał syn Stanisław. W latach 70. mieszkali tu różni lokatorzy, a aparatura (m.in. stół masarski, kocioł) uległa rozproszeniu. Ciekawa jest również historia posesji- w 1945 r. na mocy dekretu Bieruta z 770 m aż 330 zabrano pod rozbudowę ulicy Radzymińskiej, zrealizowaną... dopiero po ponad 30 latach. Plac Werbanowskich, jak wszystkie zresztą place na tym odcinku Radzymińskiej, rozpoczynał się więc w miejscu wschodniej jezdni obecnej arterii. Przed 1935-39 r. mniej więcej po śladzie trawnika i jezdni bocznej od Łodygowej po Lewinowską przebiegał ok. 4 m szerokości rów wypełniony wodą, granica dóbr Lewinów. Z czasem zwężono go i zasypano w wyniku zabudowywania parceli. Przy torach kolejki i Radzymińskiej, opierając się tyłem o ten rów na filarach, stała drewniana budka "firmowa" z wędlinami Werbanowskiego. 

       Wspomniana lodownia w czasie działań wojennych w 1939 i 1944 r. służyła okolicznym mieszkańcom jako schron przeciwlotniczy. Podczas ostrzału, mimo grubego stropu, bokiem wpadł tu odłamek bomby, tracąc impet... w  zgromadzonej przez uciekinierów pościeli. Niestety, ranił panią Banaś oraz trzymane przez nią dziecko. Inne niebezpieczeństwa wiązały się z godziną policyjną. Zaciszanie unikali patrolowanego traktu Szosy Radzymińskiej, komunikując się... przez systemy dziur w ogrodzeniach podwórek.  


    0 0
  • 09/25/15--23:38: Zacisze 1987 r.
  •  

    Ulica Protazego w 1987 r. i dziś ( norc.pl). 

    „Zacisze”

    Osiedla domków jednorodzinnych, budowane od połowy lat siedemdziesiątych na zachodnim skraju Zacisza, projektowane przez architektów: Tadeusza Szurgota, Zbigniewa Panka i Teresę Kłębkowską- Reńską, Osiedla należą do Śródmiejskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, Społecznego Międzyzakładowego Komitetu Budownictwa Mieszkaniowego i Socjalnego przy FSO i KBM-Wschód.

    Zacisze jeszcze dziś zasługuje na swą nazwę. Choć miasto rozrosło się i dochodzi do jego granic wysokimi blokami nowego Targówka, tu nadal jest spokojnie i właśnie zacisznie. Gdy w latach dwudziestych ubiegłego wieku pobudowali tu swój dwór Gumińscy, było nie tylko cicho, ale i dookoła pusto. Tylko drogą na Białystok, Wilno, a dalej na Petersburg gnały co pewien czas dyliżanse pocztowe, a w późniejszych latach i kibitki. Mniej więcej sto lat temu staje się Zacisze dość modną wsią letniskową dla spragnionych powietrza warszawiaków. Tu wyjeżdżały całe rodziny, a pracujący panowie dojeżdżali raz w tygodniu. Częściej nie można było. Taki świat drogi... Komunikacja uległa zdecydowanej poprawie, gdy w 1899 r. uruchomiono linię kolejki wąskotorowej do Marek. Śpiewano wówczas:

    „ Od Warszawy aż do Marek/  Zaiwania samowarek" .

    W okresie międzywojennym w tej typowej do tej pory wsi powstała sieć ulic, rozwijało się budownictwo. W 1951 r. Zacisze przyłączono do Warszawy. Sam ten fakt niewiele wpłynął na wygląd osiedla. Wprawdzie powstał tu dom kultury, szkoła, przychodnia, nadal jednak było zacisznie w Zaciszu. I tak w zasadzie pozostało do tej pory, co z pewnością chwalą sobie mieszkańcy.

    W drugiej połowie lat siedemdziesiątych pojawiły się na tym terenie ekipy budowlane. Kolonie domków jednorodzinnych powstają na nie zabudowanych do tej pory kawałkach ziemi, należących dawniej do sąsiedniego PGR Bródno. Na północy pobudowała dwa osiedla domków Śródmiejska Spółdzielnia Mieszkaniowa ( okolice ul.Penelopy ). Spółdzielnia ta, zgodnie ze swą nazwą, jest właścicielem kilku osiedli w centrum Warszawy, ale domki jednorodzinne dla swych członków buduje w różnych dzielnicach, a nawet poza granicami stolicy. W sumie w obu tych osiedlach powstało około 300 domków, a na terenie zwanym Zacisze II, czyli w rejonie ulic Sawy i Warsa, budowa jeszcze trwa.

    Trzecie osiedle w południowej części Zacisza buduje dla swych pracowników Kombinat Budownictwa Miejskiego-Wschód i FSO. Wzniesiono je w rejonie ulic Gilarskiej, Rolanda i Samarytanki. Stoją długie rzędy domków szeregowych, są też i osobne, a wszystko w ogródkach, bardzo starannie utrzymanych. Dookoła tu jeszcze plac budowy, wzdłuż ulic - wykopy kanalizacyjne, a za ogrodzeniami - krzewy, kwiaty i wielki porządek. Widać rywalizację poszczególnych właścicieli o to, czyj ogródek jest ładniejszy i bardziej zadbany.

    Trzeba życzyć mieszkańcom nowych osiedli, a także i sąsiednich starych domów, by nadal było tu zacisznie, by udało się utrzymać atmosferę letniskowej wsi. Bo trochę jeszcze tej atmosfery tu pozostało.

    Źródło: Lech Chmielewski, Przewodnik warszawski, Agencja Omnipress, 1987, s. 152-153. Na zdjęciu pokazano najprawdopodobniej ulicę Protazego; podobny układ szeregowców mają ulice Fausta i Guliwera. 


    0 0

        Pewnego ciepłego, słonecznego dnia, przedwiośniem 1959? (1963?) roku, państwo Zofia i Stanisław Zawadzcy wraz z córką Zofią wybrali się na spacer w kierunku Bródna. Na ul. Kondratowicza postanowili uwiecznić się na tle na wpół podmokłych, na wpół piaszczystych pustkowi, po których niejeden Zaciszanin spacerował z nowo poznaną sympatią, a wcześniej gospodarze ze Starego Bródna kosili trawę i wypasali trzody. I mieli nosa, bo za 50 lat teren ten będzie nie do poznania! Właściciele legendarnego już sklepu warzywnego z Młodzieńczej 3a sfotografowali się gdzieś między ulicami Penelopy a Skierskiego. 

        Fotografia z barierki mostku w ul. Kondratowicza (dawnej szosy fortowej) w kierunku pn. Na prawo od pana Zawadzkiego widzimy słup linii wysokiego napięcia, przy którym znajduje się obecnie odłownia dzików (przy narożniku jednostki wojskowej, 250 m od ul. Skierskiego). Z lewej panorama kończy się na wysokości dzisiejszego Carrefoura. W głębi ciągnie się ściana młodego Lasu- wzdłuż linii energetycznej. Fragment Lasu bliżej Zacisza (łąki i pastwiska należące do wsi Stare Bródno) sadzono najpóźniej. 

       Dla porównania: obecny widok miejsca, z którego wykonano poprzednie zdjęcia (bariera mostku w ul. Kondratowicza). Ten, kto podjął decyzję o zalesieniu tego terenu, powinien stać tu na spiżowym piedestale! Gdyby pola przetrwały do czasów kapitalizmu, na bank oglądalibyśmy teraz widokówkę pt. "Osiedle Park Leśny".   

     

    Trudno określić miejsce zrobienia zdjęcia- prawdopodobnie gdzieś na wysokości Bohuszewiczówny. Wyrosły nam dorodne te sośniny!

    Patrz też:  ul. Kondratowicza ok. 1973 r. , ul. Młodzieńcza w 1959 r. 


    0 0
  • 10/07/15--04:32: Ganki Zygmuntowskiej
  •    Ulica Zygmuntowska została wytyczona po II wojnie, a widoczne na zdjęciu budynki wzniesiono na początku lat 50.XX w. Wcześniej na tym terenie istniały sady i ogrody folwarku Jórskich, a przyszłą ulicę przecinały dwa kanały (mapka ), z których jeden łączył się bezpośrednio ze stawem przy dworku dziedzica. W tym czasie Zacisze zabudowało się od strony Radzymińskiej dopiero mniej więcej po Gliwicką (Palmową) przy Dyngus i Blokową do Śmiesznej. Tu jeszcze falowały zboża i hasały zające. Z racji bliskości dworku Zygmunta Jórskiego  (choć co prawda spłonął on w 1939 r.)  można wywodzić genezę nazwy tej ulicy, poza tym na wschód od Gliwickiej była Kolonia Zygmuntów. Nie mniej prawdopodobne jest doszukiwanie się pochodzenia nazwy ulicy w wytyczeniu jej nieopodal parceli Zygmunta Florczaka, ogrodnika i powszechnie znanego pośrednika ("agenta nieruchomości") państwa Jórskich, leżącej- jakżeby inaczej- na ulicy Ogrodniczej. Do niedawna Zygmuntowska rozpoczynała się od gwiaździstego skrzyżowania przy kapliczce na Blokowej; właściwie dzieje się tak nadal, jednak przejazd do Gliwickiej zagradza segment.  

     Ciekawostką Zygmuntowskiej są dwa ganki z charakterystycznymi oknami, podzielonymi na kwatery. Być może dzieło jednego jednego mistrza murarskiego. Dom państwa Wielgopolanin (po pr.) ustępuje jednak w formie domowi państwa Bucewka . Tu ganek spełnia jednocześnie funkcję balkonu dla piętra, na które wiedzie oddzielne wejście z podwórza. Na dachu widzimy coś w rodzaju bocznych attyk- takie ścianki, oprócz funkcji dekoracyjnej mogły np. kierunkować spływanie wody lub zapobiegały nawiewaniu śniegu, a zwartej zabudowie hamowały rozprzestrzenianie się ognia. Na tyłach parceli układają się w podkowę spore zabudowania gospodarcze- to dawny zakład stolarski. Zwraca uwagę wielkość posesji (blisko 2000 m 2 )- w tamtych czasach nabywano zwykle większe powierzchnie, przeważnie dzieląc je na mniejsze działki w celu odsprzedaży.  

       Dom państwa Bucewka stanowi ciekawy przykład nielicznych już willi przedmiejskich. 


    0 0
  • 10/12/15--02:58: Szkoła 84 w 1957 r.
  • 1957 r.

      Dzięki uprzejmości pana Kazimierza Przyłuskiego (na zdjęciu drugi od prawej w dolnym rzędzie) możemy zobaczyć, jak wyglądała zaciszańska podstawówka przed blisko półwieczem. Klasa IVa pani Waskowowej (1953-61) stoi przed tzw. barakiem saskim, czyli budynkiem przeniesionym na Zacisze z Ogrodu Saskiego. Stało się to właśnie w roku 1953, gdy pan Kazimierz rozpoczynał edukację.

      Okoliczności sprowadzenia baraku opisuje p. Agnieszka Rembelska: "(...)  gdy tylko osiedle włączone zostało w granice Warszawy, mieszkańcy rozpoczęli starania o pozwolenie na budowę nowego budynku szkolnego. W kwietniu 1952 r. do Wydziału Oświaty udała się delegacja zaciszan w składzie: Henryk Brauła, Stefan Madej, p. Ostrowska i Janina Płaskowska. Zapadła wówczas decyzja o przewiezieniu z Ogrodu Saskiego na Zacisze baraku z drewna i cegieł, w którym miały odbywać się zajęcia lekcyjne, aż do momentu wzniesienia nowej, murowanej szkoły. Budynek z Ogrodu Saskiego postawiono na placu szkolnym przy ulicy Blokowej 2 , gdzie do 1944 r. mieścił się drewniany budynek szkolny. Od roku 1952 zaciszanie zwozili elementy baraku. Ponieważ grząski teren wymagał utwardzenia i podwyższenia, na plac przy ulicy Blokowej  mieszkańcy przywieźli ponad 10 tysięcy m 3 ziemi. Bagnisty grunt utrudniał pracę szoferom, gdyż samochody grzęzły w podłożu. Ziemię z wywrotek z braku narzędzi zaciszanie rozrzucali gołymi rękami. W czerwcu 1953 r. zakończono przygotowywanie terenu, na którym postawiono barak z doprowadzoną do niego wodą bieżącą. Po wykonaniu prac wykończeniowych, do budynku z dotychczasowych sal lekcyjnych przeniesiono sprzęty i pomoce szkolne. We wrześniu 1953 r. zajęcia lekcyjne rozpoczęło 430 dzieci uczących się w 12 klasach". 

        Sprowadzenie baraku pozwoliło na scalenie wszystkich sal szkolnych, mieszczących się dotąd w wynajmowanych pomieszczeniach w trzech miejscach na Zaciszu (patrz: http://warszawazacisze.blox.pl/2014/11/100-lat-Szkoly.html ). Na rozpoczęciu roku szkolnego około stu zgromadzonych przyszłych uczniów pierwszej klasy odgórnie podzielono na grupy bez oglądania się na znajomości, sympatie i wysłano do sal. Długi, parterowy budynek miał pośrodku jeden korytarz. Woda była jedynie w pokoju nauczycielskim; uczniowie przynosili ją w wiaderku, gdy np. zaszła konieczność przeprowadzenia eksperymentów na zajęciach z chemii. Latryna ("sławojka") składająca się z dwóch stanowisk dla chłopców i czterech dla dziewcząt znajdowała się na dworzu. Można domyślać się, że zarówno zimą i latem stanowiło to problem (choć zawartość dołków woźny neutralizował karbidem). Trzeba zaznaczyć, że barak wznosił się w miejscu dzisiejszego boiska na wprost wylotu ul. Bogumińskiej. Od strony Radzymińskiej (wtedy Generalskiej), tam gdzie dziś stoi szkoła, znajdowało się boisko i bieżnia. Barak rozebrano w ostatniej fazie budowy nowej "tysiąclatki", tj. wiosną 1962 r.

       Na zdjęciu po lewej stronie baraku widzimy w tle niski  budynek- wg pana Kazimierza "najprawdopodobniej gospodarczy, warsztat  trochę stolarski i mechaniczny, gdzie pan Czernik uczył z pomocą drobnych narzędzi prac ręcznych chłopaków z czwartej klasy".

       A pani Waskowowa pięknie kaligrafowała cenzurki czyli świadectwa...

      Na fotografii znajdują się m.in.: Krystyna Gromadowska, Waldemar Mościcki, Arkadiusz Krasuski, Bogdan Ostrowski, Sławomir Chibowski, Marysia Cytrynowska, Elżbieta Pałubińska, Ala Gajo. Może ktoś rozpoznał siebie albo krewnego?

    Widok całego frontu baraku:  

    http://nk.pl/#school/44361/231#!viewer=photo/30104014/1


    0 0

     

       Działo się to około roku 1955. Panienka na rowerze taty jedzie ulicą Senacką w stronę Pospolitej. Nazywa się Elżbieta Choińska (obecnie Radzikowska), a mieszka za uroczym płotkiem po prawej stronie, w długim domu z gankiem i poddaszem, który od czasów przedwojennych stoi do dziś. Na zakręcie ulicy widzimy komórkę z charakterystycznym kominem, przylegającą do domu P. Cygarowskich, a w tle dach budynku już przy Kaśki Kariatydy (Zapolskiej). Za płotem po lewej mieszka właściciel konia i furmanki, p. Matynia. Mała Ela uwielbia wycieczki rowerowe z tatą, zwłaszcza szosą radzymińską przez rozległe łąki do Drewnicy i dalej do podwarszawskich lasów. "Kładłam się na pachnącej ziemi i patrzyłam w płynące chmury. Jakie to były bezpieczne czasy". Wkrótce dostanie własną damkę, która posłuży jej 40 lat. 

       Uliczka Senna w 1959 r.: Ela i jej młodsza siostra. Choć jesienią tonęło się pewnie w błocie, a latem w kurzu, rosnąca na poboczu trawa i zieleń wylewająca się z ogrodów czyniła okolicę bardziej sielską i sympatyczną niż współczesny betonowy "czerwony dywan".  

       Uliczka Senna dzisiaj. Wprawdzie płotki i rozłożyste drzewa zastąpiły siatki, metalowe bramy i iglaki, to ulica nadal pozostała prawdziwym zaciszańskim, sennym i spokojnym zaułkiem. Podobnie jak na sąsiedniej uliczce Kaśki Kariatydy, czy pobliskiej Zastępowej, czy w innych zaułkach choćby czeskiej Pragi- nie zmieściłby się tu chodnik... Grunt, że mieściła się furmanka- główny środek lokomocji a właściwie zarobkowania wielu, wielu Zaciszan tamtych czasów. 


    0 0

     

    Na zdjęciu: 16.X., autobus 512 (przyjazd do kolejki 13.40, skręt 13.55, daleko w tyle, na wysokości szkoły oczekuje 527)

    Ul. Radzymińska, skrzyżowanie z Młodzieńczą:  TO OD LAT PRZECHODZI LUDZKIE POJĘCIE! Urzędnicza niemoc (a może złośliwość) powoduje, że wypełnione po brzegi pasażerami autobusy 512, 527, E7 czekają po kilka kolejek na skręt w lewo. Zajmuje on więcej czasu niż jazda z Wileńskiego na Zacisze. To jakaś paranoja! Takie lewoskręty istnieją za to dla Jórskiego, Kościeliskiej... Interpelacje o zainstalowanie świateł skrętu w lewo składał już w 2011 roku zaciszański radny. ZDM  warunkował instalację nowych świateł budową wiecznie wypadającej z planu ul. Łodygowej. Dokumentacja techniczna rozwiązania, polegającego na wprowadzeniu wydzielonych faz do skrętu w lewo z ul. Radzymińskiej w Młodzieńczą musi przejść zaopiniowanie przez Wydział Ruchu  Komendy Stołecznej Policji oraz zatwierdzenie przez Inżyniera Ruchu m.st. Warszawy (Gazeta Zacisze 203/XII 2011). Ten stwierdził, że „wydzielenie faz do lewoskrętu nie jest możliwe bez ingerowania w geometrię jezdni. Wymaga to dodatkowo opracowania kompleksowego projektu drogowego (ogłoszenia przetargu na wykonanie projektu drogowego oraz jego realizację w terenie). Mając na uwadze brak środków budżetowych przewidzianych na tą inwestycję w bieżącym roku kalendarzowym, nie możemy przeprowadzić opisanej przez Inżyniera Ruchu inwestycji” (GZ 204). W tłumaczeniu zaciszańskiego radnego: "zawracanie kijem Wisły, ażeby było utrudnienie i ażeby nic nie zrobić". W grudniu 2013 radny po odstaniu 13 minut w kolejce do skrętu, udał się do inż. Galasa, przez co ZDM zdecydował się przy współpracy z dzielnicą na wydłużenie wydzielonych pasów skrętu w lewo, po obydwu stronach ulicy (GZ XII 2013). Do tej pory nie wbito tam żadnej łopaty… Żyją za nasze pieniądze, a nic dla nas pożytecznego nie robią. Jak długo jeszcze ten naród będzie spał i tolerował pasożytów? 

    Nerwy można było stracić tutaj już 8 lat temu:  http://warszawazacisze.blox.pl/2007/11/KORKI-NA-ZACISZU.html 

     


    0 0

    1. Pan Tadeusz Gilarski przed domem rodzinnym na ul. Gilarskiej. Parterowe domki w tyle posesji, z przodu wypielęgnowany ogródek- tak wyglądał kiedyś Targówek Osiedle

        Większość ulic Targówka-Osiedla- wywodzi swoje nazwy od mieszkańców, którzy jako pierwsi wybudowali tu swoje siedziby rodowe lub pomagali w wytyczaniu danych ulic w głąb kurczących się pól przy południowej granicy posiadłości Zygmunta Jórskiego. Dziś na palcach zaledwie obu rąk można policzyć tutejszych mieszkańców, którzy domyślają się genezy nazwy Gilarskiej, Skłodowskiej, Samarytanka, Chojnowskiej, Leśniewskiej czy Drapińskiej, za to na palcach jednej osoby, które potrafią wskazać konkretne adresy chociaż dwóch rodzin z tej listy. Ulica Gilarska, zapewne z racji zachowania większości przedwojennej zabudowy, ma szczęście do ludzkiej pamięci. Właśnie przy niej około 1929 roku zakupił za gotówkę od dziedzica parcelę i wystawił parterowy dom Tadeusz Gilarski (1897-1966) , pochodzący z Sokala na dawnych Kresach Wschodnich. Przed wybuchem wojny pracował w Zbrojowni nr 2 na Pradze, następnie zajmował lukratywne wówczas socjalnie stanowisko motorniczego Tramwajów Warszawskich, z którego zrezygnował po nieszczęśliwym zdarzeniu z nieuważnym pieszym. Po wojnie prowadził budkę na Bazarze Różyckiego, co było kontynuacją tradycji handlowych rodziny. Jak wspomina obecna gospodyni gniazda rodowego Gilarskich, wnuczka Alina Teklińska, od strony ulicy znajdowała się drewniana budka- sklepik, w asortymencie którego znajdowały się podstawowe art. spożywcze, kasza, mąka na wagę, siemię lniane. Helena Gilarska z domu Sałata, małżonka Tadeusza (1898-1987), pochodziła z miasteczka Mordy. Ich córka Janina (związana z rodziną Fertnerów, słynnych komików z Radości), w czasie Powstania Warszawskiego pełniła funkcję sanitariuszki na Śliwicach (pseudonim "Polka"). W domu zachował się album o Warszawie z własnoręczną dedykacją prezydenta Stefana Starzyńskiego dla Janiny za wzorową naukę. I nie ona ostatnia  z rodziny Gilarskich  zapisała się  na chlubnej karcie zasług wobec Ojczyzny. Zarówno Tadeusz ("Żuk") jak i jego syn Ryszard (kapral podchorąży "Ryś", ur. 1922) walczyli ramię w ramię w plutonie 635 AK, sformowanym na Osiedlu. Dowodził nim sam Tadeusz Gilarski. I choć po II wojnie w domu Gilarskich przez dwa lata kwaterował komendant NKWD, dzielnych powstańców nie udało się zdekonspirować (jak na ironię, mimo wzmożonego śledztwa sowieckiej bezpieki). Gdzie drudzy tacy zaciszańscy patrioci- nie dali się hitlerowskim oprawcom, potrafili przetrwać w samej jaskini czerwonego lwa... Piękną kartę walki o wolność i prawość młodych dusz kontynuowała po wojnie na tym terenie podziemna organizacja harcerska, zwana właśnie "Rysiami". 

       Po wojnie pan Tadeusz Gilarski mocno angażował się w prace społeczne na rzecz Osiedla i Zacisza. Od 1944 r. był członkiem Gminnej Rady Narodowej. Piastował w niej czasowo różne funkcje, m.in. przewodniczącego Komisji Drogowej Gminy Bródno, komisji kwaterunkowo- budowlanej; oryginalne dokumenty z podpisem Gilarskiego tu: 

    http://warszawazacisze.blox.pl/2014/10/Tadeusz-Gilarski-i-Komisja-Drogowa.html 

        Wnuczka Alina wspomina dziadka Tadeusza Gilarskiego bardzo ciepło: jako "człowieka-orkiestrę", "duszę- człowieka". Reprezentował dawne, honorowe pokolenie Polaków, gotowe często bezinteresownie służyć lokalnej społeczności, swej małej ojczyźnie, gotowe nawet przelać za nią krew. Zasłużył na szacunek i pamięć nie tylko Zaciszan.  

       O tym, jak powstańcy z Osiedla szli do boju na Bródno mógłby barwnie opowiedzieć jeszcze kilka lat temu pułkownik Szurek , prawie sąsiad Gilarskich z Uranowej... Dziś o tamtych dniach szumi dostojny orzech na posesji Gilarskich. A nie każdy chce i potrafi się wsłuchać. 

     

    2. Projekt domu Gilarskich, opieczętowany przez wójta gminy Bródno; 3. Tadeusz i Helena Gilarscy

     

    4. Państwo Gilarscy (po pr.) ze znajomymi gdzieś na Targówku Osiedlu.

    5. Rodzina Gilarskich- Tadeusz w mundurze wojskowym u góry, po środku, na dole po środku ówczesny senior rodu- Konstanty Gilarski z Ząbkowic Śląskich. 

             


    0 0

        Wyniki wyborów do Sejmu RP 2015 na Zaciszu oraz w przyległych rejonach: os. Zielone Zacisze, os. Park Leśny, os. Wilno, os. Targówek przy Zamiejskiej i Askenazego, Ząbkach i Markach. Podano % głosów oddanych nie na konkretną partię, tylko jej lidera. PIS zdobył najwięcej głosów w obwodzie 905 (podobnie jak Andrzej Duda w tym obwodzie w wyborach prezydenckich). Obwód 903 poparł większością PO (i odznaczył się najwyższą frekwencją), podobnie głosowano w 901 i 908 (właśnie w tych obwodach wyraźną przewagę miał Komorowski). W okolicy Zacisza w obwodzie 948 ponad dwukrotnie większa liczba wyborców poparła PO aniżeli PIS, co było spodziewane po wynikach poprzednich wyborów. 

        Dla zilustrowania politycznej wojenki zaciszańsko- zaciszańskiej niezbędna jest mapka okręgów wyborczych (kreślonych najwyraźniej w jakimś zwidzie). Porównanie preferencji wyborczych w poszczególnych okręgach ułatwiają umieszczone po prawej stronie wyniki ostatnich wyborów prezydenckich.  


    0 0
    0 0

    Kurjer Warszawski 1850 r. nr 121. Czasy letniska. 

    Kurjer Warszawski 1899 r. nr 67. Wielka obława- zatrzymano 40 "indywiduów"!

    Kurjer Warszawski 1902 r. nr 242. Biją Markowian na Zaciszu!

    Kurjer Warszawski 1910 r. nr 241. Kiedyś było tu tak pusto, że startowały samoloty...

    Kurjer Warszawski 1938 r. nr 208. Chodzi o pętlę przy Cm. Bródnowskim. Tramwaj "6" kursował tam z Opaczewskiej (przez Krakowskie Przedmieście).

    Kurjer Warszawski 1850 r. nr 102. Szosa do Zacisza- obecna ul. Radzymińska. Domy wtedy można było policzyć tam na palcach. 

    Kurjer Warszawski 1899 r. nr 322. Epidemia na Starym Bródnie (należała doń także ul. Wojskowa).

    Kurjer Warszawski 1900 r. nr 223. Bagnisko pełne trupów zwierzęcych, siedlisko epidemji w okolicy Bródna i Targówka... Rogatki ząbkowskie znajdowały się w miejscu obecnego salonu VW przy Radzymińskiej i przy ul. Naczelnikowskiej. 

    Kurjer Warszawski 1933 r. nr 202. Topielcy z Nowego Bródna. 

    Kurjer Warszawski 1938 r. nr 141. Obecna kamienica z biblioteką r. Kołowej. Balkony wydają się solidne...

    Patrz też: 

    http://warszawazacisze.blox.pl/2015/04/AAAAAA-Dawne-zaciszanskie-ogloszenia.html


    0 0

       Zanim pojawią się mieszkańcy, opadają szlabany. Na nowych osiedlach Dolcanu ("Czerwona Jarzębina") przy Figara i Krośniewickiej zasiedlone mieszkania można policzyć jeszcze na palcach. Nie widać nawet ochrony. Za to odcięto już barierami i furtkami komunikację z resztą osiedla. Jeszcze w lipcu można było przejechać z ulicy Matyldy i Rafaela prosto do Krośniewickiej. Teraz można tylko przejść.  

    2015

    2008

    To dawne pola Krasnodębskich, Kubiaków, Aksamitowskich, Kurków i Biniendów (hodowali krowy) należące do wsi Stare Bródno, wciśnięte między ziemie folwarków Jórskiego i Bródna... Wylot ulicy Figara (lub przedłużenia Codziennej- jak kto woli) w latach 2015 i 2008. To był świetny skrót na bazar, wychodziło się na ul. Nad Strugą tuż przy Krośniewickiej. Nowe budownictwo zasłoniło horyzont, a wraz z nim bloki Targówka, topole przy przedszkolu na Łokietka, kolorowe dachy przy Solińskiego i Wojskowej.  

    2015

    2008

    Mniej więcej te same miejsca w odstępie 7 lat. Na dalszym planie rząd domów przy Matyldy i Spójni. Kwitną zdziczałe jabłonki i śliwki tarnina. 

     

    1. Ładniejsza architektonicznie część osiedla, zwana Wellhome, przy zawiniętym odcinku ul. Figara (nie da się już objechać osiedla dookoła- powód: brama i płot mające odizolować luksus od wtargnięć pospólstwa). 2. Kto się tak fortyfikuje- mieszkańcy ul. Rafaela czy Dolcan?

     

    3. Koszarowa sceneria...Wjazd na ulicę Czerwona Jarzębina od Krośniewickiej- w tle dom u wylotu Matyldy. 4. Ziemia obiecana... na ulicę Codzienną, tuż przed mostkiem Krośniewicka/Łokietka/Samarytanka. Koparka na dawnej parceli Truszkowskiego. 

    Tędy przebiegnie nowy odcinek Codziennej, aby wpaść w ul. Łokietka. W tle dom na Krośniewickiej róg Żyznej. Jeszcze tamtędy nie przejdziemy- przeszkodzą trzy poprzeczne ogrodzenia, znaczące dawne działy zamieszkałych przy ul. Nad Strugą: Szelągów, Sosnowskiego, Truszkowskiego. Przed Krośniewicką nowa ulica zmiecie zdziczały ogród Paderewskiego i jeden zamieszkany jeszcze dom.  


    0 0

    Ale jazda! Dzięki uprzejmości Państwa Miecznikowskich z Zacisza możemy cofnąć się w czasie i z Dworca Wileńskiego zamiast samochodem czy autobusem 512 pojechać na Zacisze kolejką radzymińską. Zdjęcia wykonano na początku lat 70. XX w. 

     

    Stacja "Warszawa Targowa" i wyjazd wzdłuż ul.Świerczewskiego. 

     

    Stacja "Targówek". Peron od strony Naczelnikowskiej, poczekalnia w wycofanym wagonie, jezdnia ul.Świerczewskiego, w głębi nieistniejący już budynek nastawni (dziś Statoil). 

     

    Przystanek "Zacisze": tu była mijanka (dwa tory), pomiędzy ul. Lotnika a Tużycką, ale pod koniec istnienia szlaku kolejki mijały się tu sporadycznie. Peronu nie było. Po prawej ul. Generalska w kierunku szkoły 84, rozłożyste drzewo za ostatnim wagonem rosło za wylotem Lewinowskiej, przy późniejszej kładce. Kolejka stoi w miejscu przyszłej drugiej (wschodniej) jezdni ul. Radzymińskiej. 

     

    Następna stacja: Drewnica. Po lewej widok wzdłuż Generalskiej w stronę Łodygowej, po prawej- rzut oka wstecz, w kierunku szkoły 84 (wysokie drzewa po prawej). Fotografowano na wysokości ceglanej kamieniczki nr 106 (dziś 256). Zabudowania Zacisza-Ogrodu skrywa zieleń, przy torach biegnie uczęszczana ścieżka, a tory co kilkanaście metrów przecinają dojazdy do posesji. Nie było to bezpieczne rozwiązanie. 

     

    Przed budką dróżnika i szlabanem w ul. Łodygowej. W tle po lewej wysokie smukłe topole rosnące niegdyś wzdłuż Radzymińskiej, tutaj między obecnym McDonaldem a Mroźną. Budka po remoncie; poprzednia przypominała rozmiarami budkę telefoniczną (służyła dróżnikowi do siedzenia). Usytuowana była mniej więcej na chodniku przed dzisiejszym kebabem, na obecnym rogu ulic. 

    Zobacz także fragment Kroniki Filmowej (wjazd kolejki na Zacisze): 

    http://warszawazacisze.blox.pl/2014/11/Waskotorowka-na-stacji-Zacisze-film.html

    Artykuł o kolejce, jej historii: 

    http://warszawazacisze.blox.pl/2014/10/Na-szlaku-mareckiej-waskotorowki.html

    http://www.marki.net.pl/kolejka/ostatnie.html

    Kolejka w teledysku Skaldów:

    http://warszawazacisze.blox.pl/2014/10/Znajdz-roznice-3-Pamietana-w-Markach-zapomniana.html


    0 0
  • 11/23/15--04:09: Zabytki- sól w oku?
  • To są obiekty zabytkowe wg konserwatora...

    A te na ochronę nie zasługują...

       Ochrona zabytków, które znajdują się na terenie gminy, należy do obowiązków samorządu lokalnego. Art. 4 Ustawy z dnia 17 września 2003 roku o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami (DZ.U. Nr 162 z 2003 r., poz. 1568) stanowi, iż gminy między innymi mają dbać o: „zapewnienie warunków prawnych, organizacyjnych i finansowych umożliwiających trwałe zachowanie zabytków oraz ich zagospodarowanie i utrzymanie” oraz zapobiegać „zagrożeniom mogącym spowodować uszczerbek dla wartości zabytków”.

        Zabytek – to nieruchomość lub rzecz ruchoma, ich części lub zespoły, będące dziełem człowieka lub związane z jego działalnością i stanowiące świadectwo minionej epoki bądź zdarzenia, których zachowanie leży w interesie społecznym ze względu na posiadaną wartość historyczną, artystyczną lub naukową.

      Zabytków na Targówku mamy niewiele, za to sporo cennych historycznie lub architektonicznie obiektów wpisanych jest do gminnej ewidencji zabytków (GEZ). Tymczasem sama ewidencja nie jest formą ochrony prawnej, jaką jest dopiero wpis do rejestru zabytków. Dla obiektu ujętego w GEZ istnieje obowiązek uzgadniania ze SKZ na etapie przebudowy lub rozbiórki. Teoretycznie….

       W GEZ na Targówku znajdują się  m.in.: zarząd cmentarza (1925), budynki PGR, cmentarze: Bródnowski i żydowski, Park Wiecha, kościół drewniany na Wincentego, fabryka Katelbacha z wieżyczką- oktogonem, domy drewniane Nowego Bródna, budynki Kolei Nadwiślańskiej, willa Pietrusińskiego, kamieniczki Tykocińskiej, większość szkół, fabryka na Siarczanej i otoczenie kościółka na Ziemowita. Rejestr tu: 

    http://bip.warszawa.pl/Menu_podmiotowe/biura_urzedu/KZ/default.htm

        Na Zaciszu… o zabytkach cicho. Pod względem ewidencyjnym osiedle wygląda na nierozpoznane. A jest tu przecież kilkanaście przedwojennych, nie tylko drewnianych budynków, nie wspomnę o kapliczkach czy znanym w całej dzielnicy „Domie pod wazami” z 1931 r. na Jórskiego. Oto obiekty z Zacisza, ujęte w GEZ:

    -Tar13166- Fort XIII Lewicpol, powstanie 1880-1889

    -Tar13167- Fort (Punkt oporu) XIIA Lewinów,1890-1899

    -Tar13132- Drapińska 1- przed 1939 r.

    -Tar13173- Gilarska 67a- dom z lat 1925-30

    -Tar13004- Gilarska 67- dom z lat 1925-30

      Co do walorów historycznych wyżej wymienionych obiektów nie ma wątpliwości, pojawiają się one poniżej:

    -Tar13090- Samarytanka 11/13- szkoła 1950-59.

        Jeśli niczym nie wyróżniająca się bryła szkolnego budynku (dokładnie z roku 1954, czy tak trudno ustalić datę budowy?) sprzed lat 60 zasługuje na ochronę, to dlaczego pomija się o wiele starsze budowle, z początku wieku?

       A teraz prawdziwe „kwiatki”, fatalnie świadczące o jakości pracy lub wykształceniu kogoś ze służb konserwatorskich. Ich rozlokowanie rodzi podejrzenia, że osoba inwentaryzująca przyjechała na Zacisze autobusem i „przeszła się” w pobliżu przystanków, aby zapełnić rubryki:

      -Tar 13103- Wyborna 5, dom z lat 1931-40

    -Tar 13106- Wyborna 14, przed 1939 r.

    -Tar13079- Pszczyńska 51, przed 1939 r.

    -Tar13060- Codzienna 7- przed 1939 r.

        Wszystkie wymienione budynki, zapewne zakwalifikowane przez oglądającego do jakiegoś „zaciszańskiego” nurtu modernizmu, wzniesiono po 1950 roku. Wystarczy zapytać właścicieli lub spojrzeć na mapy lotnicze. Przed 1939 rokiem dostrzegamy na nich… szczere pola.

      Podobna wpadka zdarzyła się konserwatorom przed kilku laty, gdy internauci zakwestionowali skreślony potem „zabytek” przy Fausta („spółdzielczy szeregowiec z lat 80., rozbudowany własnym sumptem”, opisany jako modernizm lat 1931-40). A przecież ktoś sporządzał kartę adresową zabytku, podpisał się pod tym imieniem i nazwiskiem…

       Do GEZ wpisywane są budynki, które z zabytkami mają niewiele wspólnego, być może po to, aby utrzymać statystyki z powodu wykreśleń obiektów o charakterze rzeczywiście historycznym. Tak uczyniono z kamieniczką Lewińskiej na Uranowej 2 na Zaciszu, kamienicami na Radzymińskiej, z budynkiem Naczelnikowska 6a (skreślone zarządzeniem Prezydenta W-wy w 2015 r.). W przypadku pierwszego- może ulec zburzeniu pod segment, drugie znajdą się na obszarze wielkiej inwestycji, trzeci w pasie projektowanej trasy. Ba, zarządzeniem nr 6157 z 2014 r. wyłączono nawet grodzisko bródnowskie! Czy skreślanie z GEZ to wyrok śmierci na zabytek? Zresztą samo objęcie ewidencją to- jak wspomniałem- nie zawsze wiążąca formalność. Wyłączony już budynek przy Gilarskiej 20 (neoklasycyzm narodowy 1920) zburzono pod nową willę, a drewniak przy Ładnej 23… po prostu spalono.

       Poczekamy zapewne parę lat na wpisanie innych obiektów do GEZ. Tylko, że do tego czasu zostaną zdewastowane, pozbawione detali, balkonów albo zwyczajnie zawalą się, tracąc walory. Czy o to chodzi?   Czy wszystko co stare, wymagające troski i nakładów, musi ustąpić nowoczesnym, ale bezdusznym tworom ze szkła i aluminium? W imię zarobku architektów, deweloperów, wpływu nowych podatków? Jakiś czas temu takie wizje realizowano od Łaby po Ocean Spokojny, zastępując zabudowę rynków średniowiecznych miast... czteroklatkowymi pudełkami. 


    0 0

        Błota, rozlewiska wodne, ciemności, niedoinwestowane powolne ciuchcie, a nawet epidemia malarii- z takimi problemami borykali się przedwojenni mieszkańcy Zacisza, może Wasi dziadkowie... O ile problemów sanitarnych nie można było ignorować, to pozostałe bolączki najstarsi Zaciszanie wspominają często z ... rozrzewnieniem. Stawy i kanałki, nie tak mocno zanieczyszczone (przeważnie krystalicznie czyste) dawały ochłodę w skwarne dni, obfitowały w ryby i ptactwo wodne. Dzieci urządzały rejsy baliami. Było dużo zieleni i otwartych przestrzeni, budynki skrywały się w ogrodach. Przejazd kolejki, przerywający zaciszną atmosferę, był okazją do regulacji zegarka... Zacisze specjalnie nie odstawało od realiów praskich przedmieść, ba, miało prawo pozostawać w tyle, skoro jako wieś znajdowało się poza granicami Warszawy. Dzięki temu żyło się spokojniej niż dziś. Pierwsi zaciszańscy osadnicy zapewne nie zostali przyciągnięci na osiedle urokiem okolicy. Kierowali się cenami gruntu i bliskością miasta. Przez kilkadziesiąt lat musieli walczyć o niezbędną infrastrukturę. Jeszcze dziś wiele miejsc na Zaciszu wygląda jak przed półwieczem. Rozlewiska przy zlikwidowanej pętli 512, wądoły i kałuże na Pszczyńskiej, Przewoźników i innych, ciemności na Fioletowej, woda wylewająca się z rowów na Młodzieńczej, dziury Łodygowej niczym kocie łby...    

    Kurjer Warszawski 79/1935 r.

    ABC 38/1938 r. 

    Na ulicy Deszczowej rosną sobie bujnie trzciny- jak przed 50 a nawet 100 laty...

    Na mapach z tamtego okresu Zacisze do złudzenia przypominało Wenecję:

    http://warszawazacisze.blox.pl/2015/05/Hydrografia-dawnego-Zacisza.html


    0 0

            Bez większego rozgłosu dokonała się niedawno zmiana nazw ulic na Zaciszu. 

        Wraz z rozbudową osiedli na łąkach Lewinowa na północ od Łodygowej- z jednej strony bloków Dolcanu, z drugiej kompleksu warsztatów samochodowych- rozplanowano nowe ulice. Konarowa miała przebiegać w miejscu powstałej po 2000 roku osiedlowej uliczki, równoległej do ul. Łodygowej. To dość newralgiczna uliczka, stanowi dojazd na dziedzińce kilku bloków, istnieją przy niej trzy sklepy spożywcze i weterynarz. Mogła zatem zachować swoją nazwę. Zwyciężył jednakże bałagan, niedopatrzenie i „post-kołchoźnicza” moda na jednorodne nazywanie zagrodzonego molocha (wszystko jest tu Łodygową lub Wyspową- połapie się tylko mieszkaniec). W związku z tym, że ulica istniała w rzeczywistości, zaś jej nazwa wyłącznie na planach, włodarze dzielnicy postanowili wykorzystać tę nazwę dla rozwiązania innego problemu nazewniczego w okolicy. Mianowicie postanowili przemianować odcinek ulicy Lewinowskiej, biegnący w stronę stacji w Ząbkach. Z „zaciszańską” Lewinowską, biegnącą od Domu Kultury nie miał on nic wspólnego, bo w pewnym momencie „rozdwajała” go Łodygowa, a wjeżdżało się tu dodatkowo przez ulicę Mechaników. W ten sposób jedna z najstarszych uliczek Zacisza, biegnąca śladem folwarcznych rowów granicznych i odwadniających, widocznych na mapach z początku XIX w., skróciła się o  dobre 500 m. Powstała Konarowa- niczym boczny, ukośny konar- odbiegająca od zatłoczonej arterii- Łodygowej- pomiędzy warsztaty.

         Ulic, które wywołują problemy z orientacją i sprowadzają kierowców na manowce, na Zaciszu jest więcej. Czy one będą również „chrzczone” na nowo? Przykładowo:

      -  Amelińska, Hebanowa, Skrzypcowa, Roślinna - to ulice, których odcinki nie łączą się ze sobą za skrzyżowaniem z poprzeczną ulica, np. Amelińską „nierówno” przedziela Bukowiecka, Hebanową- Lisia, Skrzypcową- Rozwadowska, Roślinną- Mleczna.

      -  Blokowa, Łasińska, Ładna  - to ulice, które składają się z dwóch nie połączonych ze sobą odcinków. Blokową przedziela teren dawnego folwarku, Łasińską, Ładną i Błotną - zabudowane parcele (ta ostatnia nigdy nie istniała „w całości”).  Na Ładnej od strony kościoła nie ma z kolei żadnego adresu, więc zmiana nazwy na Żarnowiecką to kwestia wydania zwięzłej uchwały.

     - Gibraltarska, Bohuszewiczówny, Porannej Bryzy - to ulice przedzielone Kanałem Zaciszańskim. Mostkami w ciągu tych ulic przejdą tylko piesi. Kilkunastometrowy fragment Gibraltarskiej (z dwoma domami) przemianowano niedawno na Penelopy, bowiem zawsze pełnił rolę wjazdu na tę ulicę i osiedle domków spółdzielczych od strony ul. Kondratowicza. Bohuszewiczówny i Bryzy zmiana nazwy szybko nie dosięgnie ze względu konieczność wymiany dowodów większej liczby mieszkańców.  

      Ulica Konarowa na pewno będzie pojawiać się w mediach dzięki opisywanej przeze mnie barykadzie: 

    http://warszawazacisze.blox.pl/2015/05/Barykada-i-smieciami-Targowek-sie-zaczyna.html

     Uchwała nr XVI/338/2015 Rady Miasta Stołecznego Warszawy z dnia 27 sierpnia 2015 r.w sprawie nadania, zmiany i zniesienia nazw ulic w Dzielnicy Targówek m.st. Warszawy

    Patrz też: 

    http://warszawazacisze.blox.pl/2007/07/DZIWNE-ulice.html


    0 0

    Obejrzyj album- 27 zdjęć z jesiennego Lasu Bródnowskiego, klikając na link: 

    https://www.flickr.com/photos/33189092@N03/albums/72157662223179541

    (zdjęcia z opisami)


older | 1 | (Page 2) | 3 | 4 | 5 | newer