Are you the publisher? Claim or contact us about this channel


Embed this content in your HTML

Search

Report adult content:

click to rate:

Account: (login)

More Channels


Channel Catalog


Channel Description:

Blog o Zaciszu, Bródnie, Targówku i okolicach. Niestety- nie dla zomowców, szewców i wiejskich z ostrowskiego.

(Page 1) | 2 | 3 | .... | 5 | newer

    0 0

        512 w lipowej Alei Jórskiego na jednokierunkowym skrócie w kierunku pętli na Codziennej. Wyjątkowo linię obsłużyły solówki. Wariant trasy ze skrętem w Jórskiego mógłby zostać na stałe- bez kilkuminutowego oczekiwania na skręt w Młodzieńczą, dała się zauważyć większa punktualność kursowania. Zmiana tras z powodu dwudniowego "liftingu trupa", czyli odmładzania nawierzchni ul. Wincentego (co oznacza odłożenie modernizacji na rok 20xx).

       Rozmnożenie linii w newralgicznym punkcie Zacisza- w dniach, w których pasażerów miały jak na lekarstwo. Nawet ciąg Kondratowicza-Młodzieńcza dostał dwa "nocniki". Mijają miesiące, a ustawienie wiat przystankowych przekracza siły urzędników. A może to cicha zmowa z kierownictwem niemieckiego geszeftu- skoro ludziska chowają się pod daszkiem, to skuszą się na wejście do środka?

        169 ("dziewiony") w tym miejscu jeszcze nie widziano. Pracowicie pojawiała się co 12 min, w odróżnieniu od połączenia prosto na Centralny- 227 (co 30 min). 

        120 na dawnej, wieloletniej trasie przez Młodzieńczą i Kondratowicza (1979-81; 1985-2007). Niegdyś przywoziła pracowników FSO, teraz przybliża do cywilizacji mieszkańców blokowiska na Kobiałce. W godzinach wieczornych przywozi świeże powietrze z rezerwatów Puszczy Słupeckiej.


    0 0

      targeo.pl

       Współczesne Zacisze, zajmujące rozległy obszar między Bródnem a Targówkiem, to w rzeczywistości twór powojennej administracji, gdy jedną nazwą zaczęto określać zwarty obszar budownictwa jednorodzinnego, jak również efekt działalności dziedzica Zygmunta Jórskiego. Skupując i parcelując ziemie folwarków, sąsiadujących z folwarkiem zaciszańskim, przyczynił się on do gwałtownego ruchu osadniczego i stworzenia nowej dzielnicy Warszawy, bo Zacisze znalazło się w jej granicach już w 1951 r. Obok najstarszego Zacisza, którego korzeni należy szukać pomiędzy Domem Kultury a Młodzieńczą i Mroźną po zachodniej stronie Radzymińskiej, zaczęły rozrastać się z czasem osiedla na terenie sąsiedniego Lewinowa (Miasto Ogród Zacisze) i Targówka (Osiedle, 18 C), trwały też niewielkie osady na ziemiach Bródna (Wojskowa) i Elsnerowa (Bukowiecka). Już przed 1939 r. "dzielnice" te stykały się zabudową, otoczone na obrzeżach ziemiami folwarków, które po wojnie stały się polami PGR-u Bródno lub terenami wojskowymi. Obecnie, gdy niemal każda "pędź ziemi" została zagospodarowana pod domki lub bloki, granice poszczególnych kolonii i osad nikną pośród zwartej zabudowy. Z mnogości powstała jedność. Kto potrafi opisać dziś granice Targówka Osiedla czy Lewinowa? Może garstka rdzennych mieszkańców. Na szczęście coraz więcej osób interesuje się przeszłością lub zna dawne czasy z opowiadań rodzinnych. Dlatego w okolicy ulicy Jórskiego najsilniej chyba akcentowana jest odrębność od Zacisza i niekiedy duma z mieszkania na "Osiedlu". Na wyremontowanych budynkach eksponuje się emaliowane, niebieskie tabliczki adresowe . Podobnie w okolicy Tużyckiej i Tarnogórskiej śmiało funkcjonuje nazwa Elsnerów. I szkoda, że deweloperzy sprowadzający na Zacisze w okolice Łodygowej tysiące osób nie dali im do zrozumienia nazwą nowego osiedla, że zamieszkają na Lewinowie. Przecież to wcale nie brzydsza nazwa niż Zacisze.

      Zupełnie przeciwny pogląd na kwestię powrotu do źródeł i porządkowania nazw lokalnych zaprezentują zapewne mieszkańcy dawnych ziem Folwarku Bródno część AB. Chociaż i Bródno brzmi dumnie, jeżeli rozumiemy genezę tej nazwy i związek z piastowskim grodem. 

    Zaciszańskie dzielnice to: 

    Lewinów - dawny folwark składa się z dwóch najważniejszych kolonii: Miasta Ogrodu Zacisze (ziemie odkupione i rozparcelowane przez Jórskiego) oraz kolonii nr 11,12,13 i 14. Poza nimi istniały też kolonia nr 1 (obecnie ogrody działkowe, choć planowano parcelację) oraz kolonia nr 2, już poza Radzymińską, w otoczeniu stacji Orlen, częściowo wojskowa. Folwark posiadał duże ogrody (między Przewoźników a Potulicką) i wiele stawów. 

    Elsnerów - sięgał od ul. Remontowej po Swojską za torami kolejowymi. Generalnie przed 1945 r. jedynymi budowlami na Elsnerowie było kilka domków na początku Bukowieckiej, ruiny dworu i prochownie wojskowe na pozostałościach fortu XIIA.  Fragment zwany Osiedlem Elsnerów litera J, po wojnie użytkowany częściowo przez "PGR Bródno Kółko Rolnicze Elsnerów", zabudowywał się od 1946 r., tu po 1975 r. wzniesiono domki jednorodzinne na miejscu dworku wielkiego kompozytora Józefa Elsnera. Był też Elsnerów Osiedle litera B- "rożek" wciśnięty między Zacisze i Targówek po zachodniej stronie Radzymińskiej (Bogumińska, Lotnika, Miedzianogórska) oraz Elsnerów- Osiedle Halinów. Pozostałe połacie Elsnerowa należały do folwarku- część zajęły ogrody działkowe, część za torami leżała odłogiem (teraz buduje się tu Wilno). 

    Targówek nr 18 Litera C- ciągnął się wąskim pasem wzdłuż Kanału Bródnowskiego- od Krośniewickiej po Bukowiecką. Tu już w 1848 r. zaczęła pracować klejarnia Lankajtesa , tu stały karczmy, a w dobie rozwoju zabudowy wzniesiono Trzypiętrówkę. 

    Targówek Osiedle - rozwinęło się w latach 30. XX w. na terenie "inkorporowanym" przez Z. Jórskiego. Szczyciło się kilkoma kamienicami, tu po wojnie wjeżdżał drugi autobus, założono park, kino, zbudowano nową szkołę.  

       A rdzenne Zacisze? Wcale nie pozostaje w tyle pod względem mnogości lokalnego nazewnictwa. Miało dwie spore "dzielnice", kilka osad, willi o ciekawych nazwach. Ale o tym kiedy indziej...  

       Podziały hipoteczne w okolicach ul. Piecyka, Promiennej, Kraśnickiej- kliknij tu

       Zobacz też: plan parcelacji Lewinowa i Elsnerowa


    0 0

        Willa, do złudzenia przypominająca modernistyczne wille Mokotowa i Żoliborza, została wzniesiona w 1934 r . jako parterowy budynek, rozbudowany w 1974 r. o piętro oraz klatkę schodową w formie baszty, znajdującą się w tylnym narożu. Parcelę zakupiło od Jórskiego małżeństwo Stefan i Julianna Gołębiewscy. Stefan walczył w Legionach. Zamieszkiwali oni poprzednio wraz synem Tadeuszem (rocznik 1928, obecny właściciel) w domu podoficerskim na obecnej ul. Starzyńskiego (istniejący budynek, wchodzący kantem na ścieżkę rowerową w pobliżu ronda Żaba). Pan Stefan jako zawodowy podoficer brał udział w Powstaniu Warszawskim i 1 sierpnia zginął podczas zdobywania koszar 36 Pułku na ul. 11 Listopada, dowodząc plutonem 1627. Pośmiertnie odznaczono go orderem Virtuti Militari i awansowano na podporucznika. Pan Tadeusz, technik lotniczy i pilot, pracował po wojnie w zakładach w Mielcu. Dom rozbudował z pomocą majstra z Saskiej Kępy. Wspomina, że z placu widoczny był krzyż na miejscu, gdzie po wojnie wzniesiono kościół św. Rodziny. Od fortówki dolatywało gęganie i zapachy z gęsiarni. W tamtych czasach od tego miejsca na zachód rozciągały się przecież szczere pola folwarku Jórskiego... Nazwa willi upamiętnia zaś najstarszą córkę Gołębiewskich- Henrykę. 

      Dwie wieże. Widok od Regatowej

        Córka p. Gołębiowskiego wspomina, że na początku dom otaczał drewniany płot. Ulica Gniazdowska (do 1954 r. Gdyńska) miała kłopotliwą dla obuwia nawierzchnię z czarnego żużlu. W rogu posesji p. Tadeusz zbudował drewnianą ośmiokątną altanę. Baszta niczym dominanta wysokościowa okolicy była doskonale widoczna z Radzymińskiej. Można było z niej obserwować budujące się Bródno i podrastający Las Bródnowski. Z czasów przedwojennych pochodzi prawe okno parteru, latarenka adresowa i tablica  adresowa, informująca o dwóch numerach (m.1 i m.2). W prawym rogu posesji stoi zaś ewenement zaciszański- lampka adresowa na słupku. Niegdyś przed domem rosła płacząca jarzębina, trwa krzew bzu zaszczepiony na przedwojennym białym liliowcu. Na trawniku znajduje się klomb, otoczony kolistymi krawężnikami, wyprodukowanymi własnoręcznie przez właściciela. Wyniosłe świerki pochodzą z Mielca.    

       Pierwotnie dom był podobny do stojącego na sąsiedniej działce, niezamieszkanego już przedwojennego domu Burzykowskiego, również osadnika wojskowego (nr 22). Wyhodował on placu ogromną morelę.  

       Pan Tadeusz Gołębiewski był jednym z najwybitniejszych mieleckich pilotów. Podczas szczepienia się samolotów treningowych " zdecydował się na ryzykowne przedsięwzięcie, mianowicie wyszedł na skrzydło i rozszczepił samoloty własnymi rękami, następnie wrócił do kabiny i obydwa samoloty mimo poważnych uszkodzeń wylądowały szczęśliwie na lotnisku". Biografię pana Tadeusza przeczytamy na stronie: 

    http://www.tmzm.mielec.pl/lenartowicz/1208_golebiewski-tadeusz.htm


    0 0
  • 07/02/15--02:51: Dom Murzów
  •     Jeden z nielicznych na Zaciszu drewnianych domów zwraca uwagę przechodniów i spacerowiczów przy ul. Samarytanka w Targówku-Osiedlu, na wprost nowego mostku na przedłużeniu ul. Porannej. Jego budowę rozpoczęto w 1934 r., zaś w 1938 r. zamieszkała w nim rodzina Cieślińskich. Po wojnie dom podzielono na połowę. Jedna należała nadal do rodziny budowniczego, a najstarszy jej członek zmarł w latach 70. Od prawie 50 lat mieszka tu pani Danuta Murza. Przeprowadziła się z miejscowości między Dobrem a Liwem, gdy teściowie kupili ten dom jej mężowi. Domek jest w dobrym stanie technicznym, od strony podwórza dobudowano obszerną, murowaną sień. Zwracają uwagę okienka szczytowe od strony ulicy. Obszerne podwórze (niegdyś 1600 m przed "okrojeniem" na ulicę i chodniki) daje możliwość wzniesienia nowej siedziby rodzinnej...

       Pani Danuta wspomina, że niegdyś ul. Samarytanka była wąską drogą, biegnącą po śladzie wytyczonym przez konne wozy (nieco dalej miał "bazę" jeden z prasko- zaciszańskich furmanów, p. Czopek). Nad brzegiem Kanału pasły się krowy, przyprowadzane przez p. Biniendę z końca ul. Nad Strugą. Naprzeciwko, pod nr 43, wznosił się drewniany, wielorodzinny " pekin ". Przechodziło się bezpośrednio brzegiem Kanału Bródnowskiego do sklepów w Trzypiętrówce na Generalskiej, zaś w miejscu dawnej klejarni (obecnie Miastoprojekt) istniała szwalnia przedsiębiorstwa Delia (ul. Koniczynowa r. Porannej). Mieściła się w niskich barakach, niepodobnych do dzisiejszej siedziby firmy. Od strony południowej p. Danuta sąsiadowała z wielką, niezabudowaną posesją, zaczynającą się przy ul. Chojnowskiej naprzeciw Parku (Karkonoszy-Fantazyjna). Była to rezerwa pod szkołę, potem przedszkole, a jednocześnie plac zabaw dla dzieci z metalową karuzelą i zjeżdżalnią oraz "dzikie" boisko. Kładka nad Kanałem, z serii "wypasionych" powstała niedawno, wcześniej można było przeprawić się przez zaciszański strumień dopiero na wysokości ul. Żyznej.  

    norc.pl


    0 0

        Określona, przed 1951 r. Śląska, to jedna z najstarszych ulic Zacisza. Widoczny na zdjęciu biały domek z poddaszem wybudował pan Władysław Magos w roku 1928 (na tabliczce adresowej widnieje zatarte nazwisko). Przeszklony ganek- sień powstał w latach 70. Dużą posesję ocienia sad jabłkowy, leszczyny i wiśnie.  Syn p. Magosa był kościelnym w parafii na Rozwadowskiej.  Dom jest jednym z najstarszych na Zaciszu, w okolicy jeszcze do I wojny światowej rósł lasek, będący elementem letniska, a na miejscu opisywanych budynków znajdowało się jeziorko. 

    Mapy google.pl

      Jeszcze przed dwoma laty dom Magosa stykał się tylną, wschodnią ścianą z wyburzonym już domkiem Heleny i Stanisława  Wiechowskich o ciekawej bryle i mieszkalnym poddaszu, również przedwojennym. Mieszkała w nim Helena Wiechowska, dodatkowo Jastrzębscy. Po II wojnie komunistyczne władze zakwaterowały w domku dodatkowych lokatorów, bez pytania o zgodę właścicieli. Posesja Magosa i Wiechowskich nosiła nazwę "Willi Zygmuntów", stanowiącej część większej nieruchomości hipotecznej o nazwie Kolonia Zygmuntów. 

    Mapy google.pl

        Bliżej szkoły, naprzeciw wylotu Wienieckiej, stał jeszcze w 2009 r. ceglany dom Anny i Edwarda  Wojciechowskich (nr 9). Widoczna w tle wieżyczka to część rezydencji wzniesionej na ogromnej parceli przy Blokowej 2. Przed II wojną światową sąsiadowała ona z obecnym terenem szkolnym. Wznosił się tam duży drewniak Masłowskich, użyczający sal szkole powszechnej.  

      Wnuk budowniczego wspomina, że naprzeciwko domu, w widłach Określonej i Pospolitej znajdował się plac zabaw z metalową huśtawką, zjeżdżalnią i drabinką oraz niewielką górką saneczkową. Teren stanowił ponoć rezerwę pod przedszkole (jak wiele innych pustych posesji w różnych częściach osiedla). Gdzieś w latach 80. ostatecznie zbudowano tu dom, w którym działała szwalnia (zakład krawiecki).  Było więcej drzew na Określonej. Na rogu Wienieckiej i Określonej w niecce terenowej rozpościerała się duża, podmokła łąka, prawdopodobnie pozostałość po strumyku (dokąd płynął- pisałem TU ). Nie istnieje stojący nieopodal ceglany piętrus (na Wienieckiej naprzeciw Kariatydy). Na zakupy wybierano się do Garbcowej i Heniowej na skrzyżowanie Młodzieńczej i Generalskiej. W dobie "przedinternetowej, przedtelewizyjnej i przedbrukowcowej", w święta wielu Zaciszan spacerowało do lokalnego miejsca towarzysko- informacyjnego, czyli kiosku z piwem Koziołkowej na rógu Tużyckiej i Generalskiej (dzieciom kupowano oczywiście wafelki czekoladowe). Sensacją lat 60. czy 70. był wypadek Stara, wiozącego żywiec. Ciężarówka wymijała autobus stojący na przystanku (bez zatok) na Generalskiej i zawadziła bokiem o inny pojazd, w wyniku czego rozpruła się burta, a świnki pobiegły w zaciszańskie uliczki. Milicja ich oczywiście nigdzie nie zlokalizowała... Na tej samej ulicy bliżej Marek wyłożył się również tir ze spirytusem, wskutek czego lokalni miłośnicy trunków długo interesowali się zawartością rowów melioracyjnych. 


    0 0
  • 07/12/15--03:02: Rdestowiec opanuje Zacisze?
  • Rdestowiec tworzący spory lasek przy Pospolitej

     Jeśli wyrasta w Twoim ogrodzie lub na sąsiedniej działce, to masz problem!  Rdestowiec ostrokończysty (sachaliński) to bylina o drewniejących pędach, przypominających w okresie jesienno-zimowym bambus. Dorasta do 3 m wysokości i może tworzyć zwarte zarośla. Rozmnaża się na potęgę przez podziemne kłącza. 

      Pochodzi z południowej Azji. W Europie pojawiła się w 1825 r. i samorzutnie rozprzestrzeniła w środowisku Obecnie występuje dość pospolicie w całej Polsce i coraz bardziej rozprzestrzenia się.  Jest gatunkiem inwazyjnym, bardzo ekspansywnym, groźnym dla rodzimej przyrody, gdyż wypiera rodzime gatunki. Uważany jest za gatunek niepożądany w środowisku naturalnym, zalecane jest usuwanie go przed okresem kwitnienia i późniejsze niszczenie mechaniczne (łatwo odrasta). Bezwzględnie powinien być usuwany z obszarów chronionej przyrody. Jego wprowadzanie do środowiska lub przemieszczanie w środowisku przyrodniczym jest zabronione przez Ustawę o ochronie przyrody z 2004 roku. Od 2012 roku także jego import, posiadanie, prowadzenie hodowli, rozmnażanie i sprzedaż wymagają specjalnego pozwolenia Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska. Nieprzestrzeganie wymienionych ograniczeń według ustawy o ochronie przyrody jest wykroczeniem podlegającym karze aresztu lub grzywny pieniężnej.

        Roślina ta świetnie zaaklimatyzowała się w naszym kraju i spokojnie znosi mrozy do -35 o C. W jednym sezonie może powiększyć swój zasięg o dodatkowe 7 metrów wszerz i o 3 metry wewnątrz gleby. W związku z tym niesamowicie szybkim wzrostem usunięcie rdestowca z działki jest bardzo trudne. Wymiana ziemi musi być przeprowadzona aż na 4 metry w głąb, dodatkowo zgodnie z prawem pozbycie się zainfekowanej gleby jest prawie niemożliwe. Nie warto również zalewać jej betonem czy asfaltem, gdyż jej mocne (podobne do bambusa) pędy przebiją się i przez to. A regularnie przycinając ją do ‘zera’ jedynie wzmacniamy roślinę i stymulujemy mocniejszy wzrost na kolejny sezon. Pomimo wielu badań i eksperymentów najlepszym sposobem pozbycia się rdestowca ostrokończystego jest nadal umiejętne użycie odpowiedniego herbicydu.

        Kwitnie późno – od sierpnia do września. Jest rośliną miododajną a także cenną rośliną energetyczną, charakteryzującą się dużym przyrostem biomasy i dużą jej wartością energetyczna (17,2 MJ/Kg). 1 ha uprawy może dać aż 580 GJ energii. Szybki przyrost i łatwe odnawianie się ścinanych pędów, które to cechy tak utrudniają jego wyeliminowanie ze środowiska naturalnego, na uprawach energetycznych roślin są wielką zaletą.

      Większe skupiska rdestowca można zobaczyć w Lesie Bródnowskim (na Zwałce i na Malborskiej pod linią energetyczną), na Zaciszu nad Kanałem przy ul. Nad Strugą, przy torach na końcu Promiennej, na Mroźnej między Kolejarską a Radzymińską oraz na Pospolitej (w obu przypadkach tworzy "lasek" na niezainwestowanych posesjach). I prawdopodobnie w dziesiątkach innych miejsc, gdzie rozmnaża się w spokoju, marząc o zarośnięciu Zacisza...

    na podstawie: Wikipedia, naogrodowej.pl. 


    0 0
    0 0
  • 07/19/15--02:12: Dom Rechnio (akuszerki)
  • Brama w 2007 r.

     z:  Mapy Google

      W lewinowskiej części Zacisza, ściślej w Zaciszu-Ogrodzie, przy ul. Nauczycielskiej uwagę przechodniów zwraca zabytkowa brama, umieszczona pośrodku podłużnego budynku. Dwa skrzydła drzwiowe, pomalowane na pistacjowy kolor, nad którymi znajduje się podzielony na 12 szybek świetlik, to element już na osiedlu nie spotykany. Przywodzi na myśl bramy przedmiejskich kamieniczek lub wejście do prowincjonalnej szkoły. Drzwi prowadzą do przelotowej sieni, wychodzącej na ogród, zaś po jej obu stronach usytuowano wejścia do prawego i lewego skrzydła budynku. Obecnie prawe skrzydło zostało nadbudowane o jedną kondygnację.  

        Dom wznieśli państwo Rechnio na spółkę z Lechem i Ireną Bujalskimi w 1934 r.  Pani Maria Rechnio przed II wojną światową i krótko po niej pełniła w okolicy ważną funkcję akuszerki (położnej), podległej pod Szpital Praski i Przychodnię na Jagiellońskiej. Zdarzało się, że gdy wracała z przychodni, czekał już na furmance chłop z Ząbek lub Zielonki, którego żona zaczynała rodzić. Choć w czasie okupacji hitlerowskiej w domu przebywali żołnierze AK, pani Maria nie doznawała żadnych przykrości od Niemców z pobliskiej "wachy" (strażnicy), bo potrzebowali jej pomocy w zaaplikowaniu zastrzyku czy opatrunku. Zaprezentowana na trzecim zdjęciu tabliczka pochodzi z lat powojennych- wisiała na elewacji do czasu przejścia p. Marii na emeryturę, obecnie jest pamiątką rodzinną. Córka p. Rechnio- Irena, pracowała w przedsiębiorstwie handlu zagranicznego Varimex, jeden z synów był dyrektorem w Perunie na Grochowskiej. W latach 90. pod tym adresem działał punt kserograficzny "Mita".  


    0 0

       W imieniu autora- rodowitego zaciszanina- zapraszam wszystkich miłośników natury na stronę https://www.facebook.com/lesneopowiesci . Znajdziecie tam dziesiątki wspaniałych fotografii i opisów, ukazujących bogactwo fauny naszego lasu. Las Bródnowski to tętniąca życiem zielona wyspa, kryjąca wiele cennych gatunków roślin i zwierząt, również tych zagrożonych wyginięciem. Schronienie dają im śródleśne enklawy o dużym stopniu naturalności. Z racji bytowania przyrodniczych endemitów i istnienia zabytków historycznych na tym terenie (grodzisko oraz fort) czas na działania w celu objęcia Lasu Bródnowskiego ochroną rezerwatową. Z pewnością autor strony- miłośnik i badacz naszego lokalnego dziedzictwa przyrodniczego- tym działaniom służy.  

    Zdjęcia ze strony https://www.facebook.com/lesneopowiesci.


    0 0
  • 07/28/15--13:49: Ciemnota szkodzi zdrowiu!
  •  

        Nie pokazywać dzieciom!!!   Trochę plastikowych butelek PET (po Muszyniance, Coli), czerstwy pleśniowy bochen w folii, fornirowe płyty, kawałki pcv, mokre gałązki, na podpałkę sterta ulotek regularnie zbieranych z furtki, zapałki- oto sposób na utylizację sposobem "ogródkowym" wg ciemnego Zaciszanina z okolic Gibraltarskiej i Kanałowej (nie trzeba wystawiać bladym świtem worków za bramę, nie trzeba wynosić zawiniątek późną nocą do śmietników na przystanku 512 albo pustą posesję...). Żeby tylko jego.... Na dodatek mocny wiatr przyspiesza spalanie i rozwiewanie świństwa, zawierającego pół tablicy Mendelejewa. Rozlegają się chrapliwe pokasływania, bo czarny, gryzący dym spowija co chwila durnego wypalacza i jego głodnego psa. To nic, że na posesji obok suszy się śnieżnobiałe pranie, dalej ktoś śpi przy otwartym oknie po pracującej nocy, gdzieś śpią dzieci w kołysce. Brak myślenia, brak edukacji- i podtruwanie okolicy. Szkoda, że w zaciszańskim kościele nie grzmią o tym z ambony.  Życzliwi sąsiedzi, z którymi spotykamy się na mszy, nic nam nie zrobią...  Strach pomyśleć, co trawi się zimą w trzewiach piwnicznych pieców! W piecykach działkowych altanek. Śmierdzący smog spowija Zacisze, a przecież czeka nas jeszcze potężna rozbudowa spalarni (choć ta przynajmniej musi pilnować norm). Choć już dawno apelowała o zaprzestanie trucia w ogólnodostępnej darmowej gazetce Janina Poczesna ("GZ" nr 199), jak widać lud potraktował to jako fanaberie wykształconej paniusi. Toteż badania powietrza w Warszawie  pod względem jego jakości  stawiają Zacisze  w naprawdę złym świetle. 

    Ludzie ludziom gotują ten los!    

     


    0 0

        O zbieraniu amunicji i broni w starych okopach Lewicpola, ukrywaniu jej w krowich plackach, o tym, jak Niemcy wymawiali nazwę "Ząbki", jak niemiecka lotniczka prosiła o ochronę zaciszańskiego konspiratora- dowiemy się czytając fragmenty z Archiwum Historii Mówionej.   

      Eligiusz Bruliński , pseudonim „Zarzycki”, ur. 23 listopada 1923 roku w Warszawie, zm. 2013. Należał do kompanii „Narocz” na Pradze, a potem do trzeciego batalionu pancernego Warszawy-Śródmieście (dow. kapitan Golski).  

      „Wybuch wojny był dla mnie bardzo przykry.   Mieszkałem w   Zaciszu   na ulicy Ząbkowskiej 3 ( Łodygowa ), tam rodzice mieli swój dom, niedaleko skrzyżowania ulicy Ząbkowskiej i szosy prowadzącej do Radzymina. Ponieważ było to skrzyżowanie ulic, Niemcy zbombardowali ten właśnie węzeł i w pobliżu naszego domu spadło pięć bomb lotniczych. Jedna z bomb uderzyła w ogrodzenie i spowodowała, że przesunęły się wszystkie drzwi, które były w budynku zamknięte. Szyby były wywalone, wybite, ale drzwi się przesunęły i tak było do końca okupacji, jak się otworzyło z klamki, to później drzwi się nie zamykały, bo były przechylone. Wydawało nam się, że bezpieczniej będzie w Warszawie i udaliśmy się tam całą rodziną, na ulicę Krakowskie Przedmieście, na teren Uniwersytetu Warszawskiego, (…).   Po zakończeniu działań wojennych wróciliśmy do   Zacisza   i okazało się, że pół domu było zburzone, dlatego że na tym terenie były pozycje niemieckie. W okolicy Targówka polska artyleria je ostrzeliwała i wstrzeliła się w nasz budynek tak, że pocisk trafił pod okno w połowie domu. Rozwalił, zarwał podłogę i sufit. O dziwo, jak przyszliśmy, to na resztkach łóżka leżał nasz pies, który pilnował domu. Jak wychodziliśmy do Warszawy, to spuściliśmy go ze smyczy. Pies był odkarmiony, świetnie wyglądał, ponieważ podczas bombardowania zostały pozabijane konie, leżały sto metrów dalej od budynku i pies nasz żywił się mięsem końskim. Lepiej wyglądał, niż kiedy był na naszym wikcie! Zamieszkaliśmy, zaczęliśmy remontować, doprowadzać do takiego stanu, żeby było można mieszkać. Zajmowaliśmy wówczas tylko pozostały jeden pokój i kuchnię, reszta domu była nie nadawała się do zamieszkania. Poza tym nie było materiałów budowlanych, a my nie mieliśmy pieniędzy. Normalna, warszawska dola.

          W marcu 1940 roku hasłem było zbieranie broni i amunicji pozostawionej w 1939 roku przez Wojsko Polskie. Mieszkałem w   Zaciszu , niedaleko był tak zwany Górnik , tak to się nazywało, na obecnych mapach to jest oznaczone Fort Lewicpol . Na Górniku mieszkał wójt gminy Bródno, nazywał się Czarnota. Jego syn Zbyszek jeździł razem ze mną przed wojną kolejką marecką, chodziła ona do Radzymina z ulicy Stalowej. Zbyszek Czarnota powiedział, że obok ich domu były polskie okopy i tam jest broń i amunicja, więc ze swoim bratem ciotecznym, który mieszkał obok, nazywał się Wojciech Zaczkiewicz, poszliśmy na Górnik, i tam w okopie znaleźliśmy ręczny karabin maszynowy typu „browning” - wzór 29. Wzięliśmy go, przynieśliśmy do naszego domu, położyliśmy u brata na strychu, żeby rodzice nie wiedzieli– kryliśmy się z tym. Potem była zabawa z karabinem – okazało się, że był uderzony odłamkiem w komorę nabojową, dlatego żołnierz porzucił go w okopie. Wydawało mi się, że jestem świetnym mechanikiem, ponieważ chodziłem do szkoły mechanicznej, więc zacząłem go reperować, mianowicie komorę nabojową, która była wygięta i suwadło nie chodziło, za pomocą młoteczka i drewienka, które od wewnątrz wkładałem i klepałem. W końcu udało mi się sprawić, że suwak normalnie chodził, bo to było jedynie lekkie wgniecenie. Naoliwiłem karabin, założyliśmy workiem, żeby nie było widać na pierwszy rzut oka. Zgłosiłem swemu dowódcy drużyny – koledze Noiszewskiemu, że mam karabin maszynowy, a on powiedział: „To przynieś do mnie, do domu.” Noiszewski mieszkał przy bazarze na ulicy Stalowej 43, na czwartym piętrze. Dostarczyłem mu ten karabin, ale kiedy wyjeżdżałem z   Zacisza , nie mogłem go nieść na plecach, więc go przymocowałem do ramy rowerowej, obwiązałem workiem, żeby nie było widać i dla zmylenia tych, którzy patrzyli, przyczepiłem jeszcze łopatę do worka tak, że całość wyglądała zupełnie na co innego, niż to faktycznie było. Z ulicy Ząbkowskie j, na której mieszkałem, wyjechałem na główną szosę, która prowadziła do Radzymina i do Warszawy, ja oczywiście w kierunku Warszawy. Ujechałem jakieś sto metrów, nagle zobaczyłem przed sobą kolumnę samochodów niemieckich, która się zatrzymała. Z czołowego samochodu wyszedł oficer niemiecki, zatrzymał mnie, zdrętwiałem, bo myślałem, że jemu chodzi o erkaem, że będą mnie rewidować, ale on zapytał gdzie są Capki . Uzmysłowiłem sobie, że ulica Ząbkowska, na której mieszkałem, prowadziła do Ząbek, miejscowości podwarszawskiej Ząbki , a po niemiecku Ząbki to się wymawia Capki. Miałem początki nauki języka niemieckiego w szkole i skojarzyłem, że to chodzi o Ząbki – Ząbki i powiedziałem, że tędy ma jechać, oni wsiedli do samochodu, pojechali. Rezultat taki, że miałem po tym zupełnie miękkie nogi. Dojechałem do Warszawy na ulicę Stalową, oddałem erkaem. (…) Oprócz erkaemu znalazłem tam jeszcze dużo amunicji, powkładałem ją do taśm blaszanych z innego typu erkaemu, nazbierałem trzy taśmy, ale co miałem z nimi zrobić ? Były objętościowo dość duże. Miałem kolegę, który mieszkał dwa domy dalej, w moim wieku chłopak, zwierzyłem się mu, że mam amunicję i nie wiem, gdzie ją schować, a on doradził: „Chodź ze mną na łąkę.” Jego rodzice mieli dwie krowy i on ich na pilnował. Poszliśmy na łąkę. Byłem zaintrygowany, gdzie na łące można schować amunicję i odkrycie: krowa robi placki, placki po pewnym czasie schną i mają dość dużą powierzchnię. Wyschnięte tworzą skorupę – okazało się, że pod skorupą jest idealnie sucha ziemia. Akurat wtedy był piasek na łące, wykopaliśmy ręką otwór pod plackiem, przykryłem amunicję plackiem i to rzeczywiście było nie do poznania, bo tych placków na łące było sporo. To idealne miejsce, bo zachowało wszystkie warunki ukrycia: nie było wody, nie było deszczu, było sucho. Amunicję po pewnym czasie dostarczyłem na ulicę Stalową do dowódcy drużyny, poszła potem do magazynu. Jeszcze na Górniku znalazłem trzydzieści kilka polskich obronnych granatów i granaty też sobie wziąłem”.

           Pan Eligiusz napisał 500 – stronicową monografię „Trzeci Batalion Pancerny AK Golski”, poza tym przekazał do Archiwum Akt Nowych metr archiwaliów, dotyczących batalionu „Golski”. Druga książka to   „Pomniki, tablice i znaki”- wszystkie tablice i pomniki, które są rozsiane po Warszawie. „To są honorowe zdjęcia, podpisy, kto był inicjatorem znaku, tablicy czy pomnika. Nieskromnie muszę powiedzieć, że jestem inicjatorem szeregu tablic i pomników. Między innymi chyba najładniejszy „akowski” pomnik na Politechnice koło komina, który w każdej chwili można obejrzeć, jest z mojej inicjatywy wybudowany. Było drugie wydanie książeczki na sześćdziesięciolecie Powstania Warszawskiego, są dwa wydania. W zeszłym roku napisałem cieniutką książeczkę na sto dziesięciolecie powstania szkoły Wawelberga i Rotwanda (najstarsza szkoła techniczna w Polsce), wydałem z własnych funduszy i rozdałem kolegom uczestnikom zjazdu w ilości dwustu egzemplarzy. Każdy dostał książeczkę. „Wawelberczykiem” był generał „Grot” Rowecki co nie wszyscy wiedzą, był „Zośka”, „Rudy”, z batalionu „Parasol”, najpierw byli studentami szkoły Wawelberga, a potem dopiero podczas okupacji skończyli Wawelberga”.  (2006)

    http://ahm.1944.pl/Eligiusz_Brulinski/13/?q=bruli%C5%84ski

          Tadeusz Szurek , pseudonim „Hallerczyk 2” (płk AK), ur. 11 kwietnia 1925 roku na Ochocie, od 1929 r. na Targówku, od 1949 w AK. „(…) mam prawo powiedzieć, że cała moja durna i chmurna młodość i dzieciństwo, to właśnie był Targówek, zresztą wielka moja sympatia”.  Skończyłem szkołę powszechną na Targówku Osiedlu , gmina Bródno, powiat warszawski, to jest tuż przy granicy Warszawy. To są tereny podzielone przez właściciela folwarku na   Zaciszu   i nazywały się Targówkiem Osiedle, ponieważ przylegały do Targówka. Główna ulica tego osiedla nazywała się Jurskiego , ponieważ właścicielem tych obszarów ziemskich był pan Jurski. Takie przyjęto zasady. Nazwy ulic pochodzą od nazwisk pierwszych właścicieli, którzy tam przyjeżdżali i kupowali kawałek ziemi. To jest ciekawostka. Na przykład ulica Gilarska, Samarytanka, Drapińska to są nazwiska pierwszych właścicieli placów. Tam właśnie powstała ta organizacja.

       Targówek złożony był z domków, malutkich ogródków. [Raz] ojciec mówi „Słuchaj, tyle płyt jest, jest patefon, zróbcie sobie jakąś potańcówkę.” Rodzicom chodziło o to, żebyśmy nie chodzili na miasto, żeby nas nie porwał ktoś w łapance. Porozmawiałem ze swoim dowódcą [a ten] mówi „Wiesz co, to dobre jest. Jak przyjdą dziewczyny, będzie muzyka, przyjdziecie tańczyć, nie będziecie przez to podpadać, że na przykład inni chłopcy będą przychodzić na szkolenie, bo chłopcy przychodzą, uczą się tańczyć.” Myśmy robili nieraz takie spotkania, choć potem głosy były takie „Okupacja, ludzie giną, a oni tańczą.” Nie bardzo ludzie wiedzieli, o co tutaj chodzi, bo to nie jest takie proste.
        Kiedyś, idąc ulicą Świętego Wincentego z drugim kolegą, który, nawiasem mówiąc, miał drewniaki, szliśmy bardzo głośno, rozmawiając, właśnie około godziny jedenastej, bo już ostatni tramwaj odjechał. W pewnym momencie, mam to uwidocznione, mam namalowany tramwaj, dom, wyskoczyło dwóch Niemców. I zaczęli wrzeszczeć   Halt! Hande hoch!.  (…) Ci Niemcy byli mocno zdenerwowani, że nie bardzo wiedzieli, co z nami zrobić. Mieli pistolety MPi. Byli z artylerii lotniczej, która stała niedaleko nas w polu Agrila , to była Administracja Gospodarstw Rolnych i Leśnych miejskich, tam założyli artylerię przeciwlotniczą. Było sześć albo siedem armat. Mieliśmy za zadanie rozpracowywanie tego, tej całej obrony. Nawet narysowałem je. Chodziliśmy robić plany w ten sposób, że chodziliśmy z dziewczynami w jedną i w drugą stronę. One wrzeszczały, śmiały się, Niemcy też się przypatrywali, bo ładne dziewuchy, a między innymi ja liczyłem kroki, żeby pomierzyć odległości. Nawiasem mówiąc, mój plan był wykorzystany do ataku 1 sierpnia przez dowódcę, (…) to był porucznik „Daniel”, już nieżyjący, dowódca plutonu atakującego tę artylerię przeciwlotniczą.

        Kiedyś po godzinie policyjnej przyjechałem na pętlę tramwajową przy ulicy Świętego Wincentego. Tam była i do dzisiaj jest kancelaria cmentarza. Tam tramwaj zakręcał i wracał. Z tego tramwaju wagonowego wysiadłem, nie wiedząc zupełnie, czy jeszcze ktoś jest, wysiadła babka w mundurze niemieckim artylerii przeciwlotniczej, jak się później okazało. Do tego miejsca trzeba było iść około kilometra polem. Tam zaczęto robić ogródki działkowe, były jakieś krzewy, pola żyta. To było lato. Idzie to idzie. Podeszła do mnie i po polsku powiedziała „Czy mogę z panem iść, bo się boję?” [Pomyślałem] „Cholera, kurczę.” To młoda dziewczyna była, w moim wieku, może starsza i miała taki śliczny pistolet Walther 35. W czasie okupacji jak człowiek miałby taki pistolet, to byłby wielkim gierojem warszawskim. Patrzyłem, jaki ten pistolet jest śliczny, do dzisiaj mam go we łbie. Miałem później zresztą taki pistolet. No to idziemy, w końcu kobieta. Polacy są dziwnym narodem, ale szacunek do kobiet mają. […] Idziemy, rozmawiamy o tym, o tamtym, a mnie nurtuje, bo przecież [mogę] przyłożyć babie, zabrać jej ten pistolet. Przyłożyć, ale tak, żeby nie wstała, mordy nie darła i tak dalej. A jak ją zatłukę? Idziemy obok fajnego miejsca z kapliczką , nawiasem mówiąc, którą odbudowywałem po wojnie, nie tylko ja zresztą. Jest taka uliczka Samarytanka w kierunku Targówka Osiedla i tam, przy tej kapliczce zawsze straszyło, tak opowiadali. Zresztą to jest bardzo stara droga, łącząca Kamion z grodem na Starym Bródnie. Ciekawa droga historycznie biorąc. Przez moment myślę sobie „Jak ją zatłukę, zabiorę pistolet, to przecież później tych okolicznych mieszkańców [co tu blisko] może pięćset, sześćset metrów żyją, mieszkają, może śpią – to Niemcy przyjadą i rozwalą wszystkich. Jaki jest sens narażania przez mnie ludzi za ten głupi pistolet?” Różne rzeczy przychodziły mi na myśl. Dziś to się spokojnie o tym myśli, ale myślałem bezustannie i szedłem, rozmawiałem. Ale w tym wszystkim jeszcze jest jeden moment – kobieta, Niemka a mówi po polsku, myślę sobie „Na pewno folksdojczka, ale jeżeli w Polsce wychowana, to wie, że Polacy mieli zawsze taki serdeczny stosunek do kobiet.” Ona wiedziała, co robi, pytając czy może iść [ze mną], bo się boi. To takie momenty są. Myślę „Z tej strony mi nie wypada czegoś takiego zrobić.” I tak szliśmy, szliśmy aż w końcu doszliśmy do wartownika. Z jednej strony żałuję, że jej nie zabrałem pistoletu, z drugiej strony sobie myślę „Chyba mądrze zrobiłem. Nie wiem.” Rozmawiałem z wieloma osobami, bardzo różne głosy są na ten temat „Pistolet dałeś babie”, a z drugiej strony ktoś rozsądny mówi „Ale by rozwalili wielu ludzi.” Pożegnaliśmy się „Dobranoc.” Ona mi podziękowała, poszedłem. I pytanie czy ja dobrze zrobiłem, czy źle. Do dzisiaj nie mam na to odpowiedzi, bo szereg ludzi i każdy inaczej mówi.  

       1 sierpnia 1944 […] Nie mówiłem matce, że Powstanie, bo nie wolno było, ale [rodzice] kapnęli się, o co chodzi. Mama przygotowała mi słoik masła, bochenek chleba, papierosy – ja już byłem palący – pożegnała krzyżem, ucałowała. Ojciec powiedział „Nie daj się draniom!”   Poszliśmy. Szliśmy przez okopy, bo już Niemcy wtedy kopali ziemne okopy, czyli wiedzieli, że zbliżają się Rosjanie (…) , na polu Agrila , później było pole Hipsza . To było pole dzielące miasto od naszego osiedla. Tam były kopane już stanowiska strzeleckie. W związku z tym przechodziliśmy koło tej kapliczki, o której wspomniałem, a Niemcy już robili okopy. Z tego powodu broń, która była przewidziana dla naszego zgrupowania, plutonu, nie mogła być przewieziona, bo już była linia obrony niemieckiej.  

    Walki były na Kanale Żerańskim, w Warsztatach Kolejowych, na Dworcu Warszawa Praga, o kancelarię na Bródnie na cmentarzu, o artylerię na polach Agrila , o koszary 36 Pułku Legii Akademickiej,  i jeszcze o koszary Golędzinów.       

    Tadeusz Szurek z aprojektował tramwaj konny dla zrewitalizowanej ul. Chłodnej (wagon z Muz. Techniki). http://ahm.1944.pl/Tadeusz_Szurek/?q=szurek

          Handlowałem chlebem razowym. Dwa, trzy, razy w tygodniu woziłem chleb na bazar z Zacisza. Za każdy kurs dostawałem 2 kilogramy chleba. A w owym czasie to była wielka rzecz. Pomagałem w ten sposób rodzicom. Na Zaciszu znajdowała się piekarnia, której właścicielem był Polak o nazwisku Fischer. I on piekł chleb i ten chleb zawsze wypiekano w nocy. O trzeciej, czwartej rano myśmy z kolegami brali plecaki i szybko bocznymi uliczkami stawialiśmy się na pętli tramwajowej na RadzyRozm. Wsiadaliśmy w tramwaj nie wszyscy hurtem, ale pojedynczo i zawoziliśmy ten chleb na bazar. Tam go sprzedawaliśmy, oczywiście patrząc na prawo i na lewo. Tych bochenków miałem gdzieś 10-15 kg.   http://bazar-rozyckiego.pl/00_Media/00_powiesc_pdf/03_Bazar_Za_Niemca.pdf

         Jerzy Miller, kpr, PS. Allach, (1921-85), IV Obwód "Grzymała" (Ochota) Warszawskiego Okręgu Armii Krajowej - 3. Rejon - II zgrupowanie - pluton 420, w 1943 r. zorganizował tajną rusznikarnię w Zaciszu pod Warszawą, w domu Wacława Orłowskiego. Broń do naprawy dostarczał dowódca plutonu 631 z VI Obwodu (Praga) Warszawskiego Okręgu Armii Krajowej - Zdzisław Sołtys (http://www.1944.pl/historia/powstancze-biogramy/Jerzy_Miller )

       Jan Baniszewski z Marek ( http://ahm.1944.pl/Jan_Baniszewski ) wspomina okupacyjną kolejkę marecką:

    - Jak odbywały się przewozy?

    - Chowaliśmy w różne miejsca. Na dachach się jeździło, nie było miejsca w wagonach. Wpadali z psami i wyrzucali – na jedną stronę wszystkich, którzy jechali, a na drugą stronę wszystko co zabrali. Wtedy nie było ani zarobku ani nic.  
    - W jakich miejscach to było chowane?

    Zboże sypaliśmy w drzwiach, jak okna się otwierają, a dołem potem jak się przyjechało do Zielonki – bo trzeba było od Zielonki pieszo iść do Marek – tam się otwierało, worek się podstawiło i się wysypywało.  
    - Niemcy wiedzieli o skrytkach?

    Później się dowiedzieli i wysypywali to wszystko na tory. Oni z tego nic nie mieli i ludzie też nic nie mieli. Tak samo i chleb. Tak zwana wacha była w   Zaciszu , to jest zaraz pod Warszawą. Tam żandarmeria była w jednym z budynków. Chleb się wiozło na piersi lub na plecach, bo to w brytfankach się piekło. Wtedy wychodzili też z psami i zabierali chleb. To były ciężkie czasy. Na bazarze nagonkę robili, też zabierali.  

        Sanitariuszką AK ( Podobwód Śródmieście-Południe ) była Wanda Stefania Lankajtes, córka właściciela klejarni na Zaciszu (Targówku 18c), właścicielka ziem przy Bukowieckiej: http://www.1944.pl/historia/powstancze-biogramy/Wanda_Lankajtes/?q=lankajtes

      Na Zaciszu mieszkali przed powstaniem

    - Wiesława Kanclerz: http://ahm.1944.pl/Wieslawa_Kanclerz/?q=zacisze

    - Mieczysław Wodnicki: http://ahm.1944.pl/Mieczyslaw_Wodnicki/1/?q=zacisze

    - Zbigniew Lejman: http://www.1944.pl/historia/powstancze-biogramy/Zbigniew_Lejman/?q=zacisze

    O powstaniu na Targówku i Pradze czytaj też tu: http://warszawazacisze.blox.pl/2007/08/63-DNI-przed-63-LATY.html


    0 0
  • 08/03/15--03:38: Kamienica Lewińskiej
  • Front w 2008 r.

    Od Fantazyjnej

      Brama i kapliczka

       Kamienicę przy Skłodowskiej 1 (obecnie Uranowej) zbudowała Stanisława Lewińska w l. 1922-1924 r., jako jedną z pierwszych i najwyższych na Targówku Osiedlu. Była typowym domem czynszowym, przeznaczonym na wynajem mieszkań. Po 1945 r. na mocy tzw. kwaterunku przymusowego została zasiedlona przez blisko 20 rodzin (!), które gnieździły się w ciasnych klitkach. Ostatni "lokatorzy" opuścili dom przed kilku laty, a zdewastowana kamienica została wystawiona na sprzedaż. Wyróżniająca się pośród niższej o jedną- dwie kondygnacje zabudowy Osiedla kamienica być może zniknie z krajobrazu (zobacz tu ). Po wojnie mieścił się w niej skup surowców wtórnych a ponadto salka katechetyczna (w prawej części), gdzie zaciszańskie dzieci uczyły się religii. Budynek posiada duża przelotową bramę, zaś frontową część (facjatę) wieńczy charakterystyczna attyka. W bocznej elewacji od strony ul. Fantazyjnej znajduje się nisza z figurą Matki Boskiej. Skrajne okna pierwszego piętra wychodzą na balkon. Nad bramą zachowała się przedwojenna emaliowana tabliczka adresowa.   


    0 0

     

       W latach 1923-37 jednym z ważniejszych zakładów Zacisza była „ Fabryka Przetworów Kostnych inż. Landau i Gepner wł. Aron Mojżesz Gepner” (rejestr sądowy RHA XVI/301).  Założona została zapewne przed 1916 r., gdy zanotowano ją w książce adresowej jako „Landau &Co.” W latach 1927-28 działała pod szyldem „Fabryka Przetworów Kostnych "Ossa" Gepner i J. Wojtasiewicz” (RHA XXII/475), zaś w latach 1928-38 jako „Fabryka Przetworów Kostnych "Ossa" Mojżesz Gepner” (RHA XXIV/143). Biuro znajdowało się w Warszawie na Złotej 75. Aron Moszek vel Mojżesz Gepner produkował tu mąkę kostną, nawozy sztuczne i kleje, konkurując zapewne z pobliską klejarnią Lankajtesa .   W 1937 r. firmę wykreślono z rejestru z powodu likwidacji. Niewykluczone również, że mdlące odory towarzyszące produkcji przeszkadzały osiedlającym się coraz liczniej w sąsiedztwie fabryki, wzdłuż Młodzieńczej (Fortówki), pierwszych fragmentów Chmurnej (Ciemnej), Łukasiewicza (Chemicznej) i Korzystnej (Wersalskiej).  Zabudowania spłonęły w 1939 r., a po wojnie przez długi czas nieruchomość opierała się zabudowie. Pusta przestrzeń, zwana przez Zaciszan "Fabryczne" (hipotecznie: " Kolonia Gepnerówka ") służyła do wypasu krów i zbierania siana. Stanowiła własność miejską. Zanim w 1969 r. przedłużono linię 119 do nowej pętli przy Blokowej, ulica Codzienna urywała się na Chmurnej. Po 1970 r. bliżej Kanału Zaciszańskiego powstały warsztaty samochodowe (a w nich po 1990 r. Pewex- pamiętacie?), przy Młodzieńczej kwiaciarnia, zaś w pewnym oddaleniu od Codziennej 2-3 domy.  Na początku XXI w. wzniesiono segmenty na skrawkach wolnego terenu, jak sugerował jeden z radnych, "przejętego (lub nadanego) w nie do końca jasnych okolicznościach".

         Fabryka znajdowała się na terenie objętym: Kanałem Zaciszańskim, Chmurną (nr 8), Młodzieńczą (włącznie z kwiaciarnią- nr 43). Południowy bok parceli fabrycznej to obecna, ukośna granica między posesjami z Łukasiewicza i Codziennej. Na mapce z 1930 r. kościarnia składa się z dwóch podłużnych budynków (baraków, magazynów?), które przecinałaby dziś Codzienna oraz dwóch mniejszych  budynków w okolicy kwiaciarni.  

       

       Minęło 70 lat i kilkadziesiąt metrów dalej przy Młodzieńczej róg Korzystnej otworzył podwoje sklep z alkoholami "Osa". Chichot historii?

      Wg relacji p. Aleksandry Tymińskiej na polu przy drodze na Bródno (obecnie Sala Królestwa Jehowy) stał zepsuty czołg. W święta Wielkiej Nocy 1945 r. bawiło się w nim dwoje dzieci.  Zginęły od wybuchu amunicji...


    0 0

     

        Zygmunt Jórski (8.X.1880- 13.IX.1963) oraz Janina Jórska z domu Michalak (25.X.1892- 5.XII.1963).  Wreszcie wiemy, jak wyglądali.

      Rodzina Jórskich pojawiła się na terenach obecnego Zacisza pod koniec XIX wieku, Zygmunt przejął majątek po rodzicach ok. 1910. Zamieszkiwał wraz z żoną Janiną w dworku, który znajdował się w oddaleniu od szosy do Radzymina, do którego prowadziła wysypana żwirem droga ("Czarna Droga"). Były to tereny bagnistych nieużytków, które Jórski postanowił rozparcelować. W założeniu miało powstać miasto-ogród złożone z ponumerownych działek o powierzchni od 1000 do 2000 metrów. Aby zwiększyć sprzedaż cenę ustalono na tak niskim poziomie, że reklamowano je jako najtańsze w okolicach Warszawy ( dziesięciokrotnie taniej niż na Saskiej Kępie , o połowę taniej niż na linii otwockiej) . Zygmunt Jórski był znany z tego, że kredytował kupujących, rozkładał płatności na dogodne raty, część działek rozdał, a wiele przeznaczył na cele społeczne m.in. pod kościół i pod boisko klubu sportowego Junak ( wikipedia.pl ). Po wojnie i znacjonalizowaniu majątku podobno podpisywał klientom oświadczenia o całkowitej spłacie kredytu hipotecznego. 

        Dzięki niskiej cenie gruntu lokowali się tu najbiedniejsi. Arystokracją byli kolejarze, poczciarze i tramwajarze - ludzie na państwowych posadach. Poważną resztę stanowili furmani, cieśle, murarze, robotnicy do łopaty i tym podobnych prac, sezonowi. Stąd płynął swoisty folklor na Pragę. Do centrum docierał rzadko. Wśród mieszkańców Zacisza na palcach jednej ręki można było zliczyć tzw. inteligentów (lub - jak kto woli- ludzi z wyższym wykształceniem). Proboszcz i dwaj nauczyciele to była ścisła elita. Przez kilka lat tylko rezydował tu lekarz, zwany ruskim doktorem. Jeździł wszędzie rowerem, w kaloszach wkładanych na bose nogi - przy diagnozie zwykł był zwracać się do pacjentów: „słuchaj, co ci doktor mówi i nie pyskuj", a diagnozy miał często szokujące.

       Na nie podlegającej parcelacji części folwarku (mniej więcej od linii Blokowa-Litawora-Matyldy po Codzienną) Jórski prowadził przy pomocy 60 robotników gospodarstwo o wysokiej kulturze uprawy i dostarczał stolicy ekstranowalijek - codziennie do Hali Mirowskiej docierał jego jeden wóz ze szparagami, cykorią, skorzonerą i wczesnymi warzywami, od Jórskiego pochodziły najpiękniejsze brzoskwinie i morele ( S. Roguski, Opowieści wuja z z Zacisza, s.7).

       Jórski był też artystą plastykiem - malarzem-realistą. Studiował w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych im. Wojciecha Gersona, następnie od  1904 roku studiował na Academié des Beaux Arts w Paryżu.  Należał do grupy malarskiej "Zachęta" co potwierdza Słownik Biograficzny Warszawskiego Okręgu Związków Artystów Plastyków. Do czasów obecnych pozostało jednak bardzo mało jego prac. Najbardziej znane dzieła to:  "Pejzaż" , "Słoneczniki" , "Kwiaty I" , "Kwiaty II" , "Czerwone tulipany" , "Żółte tulipany" , "Wazon" , "Georginie" . Do 1939 roku swoje dzieła prezentował głownie na wystawach grup, których był członkiem. W latach 1959-1962 miał coroczne wystawy w "Zachęcie" a także na Politechnice Warszawskiej.  Po 1945 Janinie i Zygmuntowi Jórskim odebrano posiadany majątek, przeprowadzili się oni do Milanówka, gdzie po pożarze willi, którą wynajmowali przy ul. Literackiej (1962) oboje zmarli (Janina z Michalaków Jórska ur. 25 października 1892, zmarła 5 grudnia 1963) i zostali pochowani w grobowcu rodzinnym na Cmentarzu Bródnowskim. Kolekcja obrazów, zapisana Muzeum Narodowemu, została rozproszona. Pamiątką po Zygmuncie Jórskim jest ulica na Zaciszu nosząca jego imię. Przez wiele lat była zapisywana z błędem jako Jurskiego ( wikipedia.pl i inne ). Ciekawostką jest, że nazwę nadano za życia patrona (15 maja 1951), już przed wojną była główną ulicą Targówka Osiedla, zwaną Aleją Jórskiego. 

        Jórski malował głównie pejzaże, martwe natury, portrety i kwiaty, obrazy miały dużą wartość. Pracownia mieściła się na zadaszonym szybami pięterku drewnianego dworku, który nie był imponującą budowlą, może nawet już archaiczną z racji nisko osadzonych okien. Przedwojennym zarządcą majątku był Wardęga, który potem przeniósł się do Wilanowa, a zastąpił go Zygmunt Florczak, jednocześnie pośrednik obrotu nieruchomościami dziedzica aż do lat 70. Przy dworze stały liczne szklarnie. Piękne kwiaty, rosnące przy dworze, chluba ogrodnika Jórskich, przyciągały na spacery Zaciszan, którzy docierali tu zadrzewionym nasypem Czarnej Drogi. W czasie okupacji Jórski musiał sprzedawać swoje dzieła, m.in. do Wilanowa, aby zapewnić sobie utrzymanie. Nie tylko dziedzic, ale i jego matka była litościwą osobą, dzielącą się w trudnych chwilach z pracownikami żywym inwentarzem ( relacja Krystyny Mościckiej ). W czasie wojny Jórscy mieszkali w kamienicy na Wilczej w Warszawie. Janina, zapamiętana przez babcię autora bloga jako tęga kobieta, dopominała się, aby przy następnych odwiedzinach przywozić dzieci, tak bardzo je uwielbiała ( relacja Adeli Zalewskiej). 

        Jórscy zmarli bezdzietnie. Spoczywają w kwaterze 3A-4-31/32 Cmentarza Bródnowskiego, kilka kroków na lewo od bramy głównej.  W sam raz, aby każdy Zaciszanin mógł ich odwiedzić.

       Dokładna lokalizacja dworku i folwarku: 

    http://warszawazacisze.blox.pl/2014/10/Tu-stal-dworek-Zygmunta-Jorskiego.html


    0 0
  • 08/15/15--09:25: Tymczasem w Lesie...
  • Pozostałości koszar fortu XIII Lewicpol w Lesie Bródnowskim. Zaskroniec upolował ropuchę. Zapewne połykanie takiej przekąski zabierze mu trochę czasu... 


    0 0

    1959 r.

     2015 r.

        Ulica Młodzieńcza na wysokości numeru 23 w kierunku Bródna. Ulica, wytyczona na pustkowiu w latach 80. XIX w. jako droga rokadowa (łącząca forty), biegnie po wyraźnym nasypie. Widzimy archaiczne oświetlenie w postaci lamp bezpośrednio zawieszonych na drucie. Po lewej na pierwszym planie nieistniejący domek pod nr 23, dalej piętrowy dom nr 25 (dziś salon kosmetyczny "U Hajdi"). Wielkie drzewo rośnie gdzieś przy Korzystnej. Po prawej stronie na pierwszym planie dom nr 22 (nie zmienił do dziś wyglądu), dalej- za wlotem Zastępowej- dom Polakiewicza nr 24 (obecnie bez ganku, dobudowane piętro). Niższe drzewo to rosnąca tam do dziś dorodna olcha. W głębi widzimy dom nr 28 (za słupem), następnie jasny bliźniak 32/30, za nim nr 34. Na końcu jasny budynek nr 36 (naprzeciw dzisiejszej kwiaciarni). Niewidoczny jest drewniak Stempnowskich (nr 40). Rowy "odparowalne" po tej stronie Młodzieńczej zostały zasypane (w efekcie tworzy się tu małe jeziorko), płyty chodnikowe  mają się dobrze... 

    Na zdjęciu od prawej: pani Zofia Zawadzka, pan Stanisław Zawadzki, pani Zofia-córka. Państwo Zawadzcy prowadzili przez pół wieku znany wszystkim Zaciszanom sklep warzywny przy Młodzieńczej 3a- o czym szerzej wkrótce. 

    1959 r.

    2015 r.

       Państwo Zawadzcy idą Młodzieńczą od  strony Bródna do wylotu ul. Łukasiewicza. Po lewej istniejący w niezmienionym kształcie dom nr 39, za nim- pusta parcela po Gepnerówce ("Fabryczne"). Po prawej fragmentu domu Sobierajów przed Bystrą (nr 42) i młode topole wzdłuż Kanału Zaciszańskiego. Młodzieńcza wybiega dalej w szczere pole- rzuca się w oczy brak widocznego na zdjęciu poniżej Lasu Bródnowskiego, zamykającego zieloną ścianą perspektywę ulicy. Nikomu nie śni się jeszcze o przystanku autobusowym- linię 119 przedłużono do pętli na Codziennej dopiero w 1969 r. 

       Zdjęcie z 2015 r. o kadrze szerszym niż archiwalne- mniej więcej do znaku drogowego między słupem a tabliczką uliczną MSI. Słup stracił jedną nogę, rów zasypano. 

    Po 1959 r. ?

    2015 r.

    (szersza perspektywa)

      Pani stoi na mostku nad Kanałem Zaciszańskim w ciągu ulic Młodzieńcza-Kondratowicza. Charakterystyczne betonowe słupki, pomalowane na czerwono- żółto, z metalowymi poprzecznymi barierkami zdemontowano w latach 90. Po lewej w głębi ul. Bystrej istniejący do dziś piętrowy dom nr 4 (Wojciechowiczów). Po prawej zrujnowany dziś garaż, otoczony niegdyś wysokim kolorowym płotem oraz dwuspadowy dach domu Sobierajów (nr 42). Obecnie wznosi się tu niewykończony pawilon oraz piętrowy dom. Młode topole wycięto już jako olbrzymki w 2014 r. 

        Zdjęcia pochodzą z archiwum rodzinnego państwa Zawadzkich. 


    0 0
  • 08/21/15--01:19: Św. Antoni z Koniczynowej
  •     Kapliczkę zbudowała pani Markiewicz, poprzednia właścicielka posesji, być może w latach 60. XX wieku (niższy dom na parceli widać na mapie z 1944 r.). Wykonana z gipsu lub tworzywa figura (raczej nie drewniana, ostukiwanie daje głuchy odgłos) przedstawia ś w. Antoniego z Padwy (1195-1231), lepiej znanego nam jako "św. Antosia od zgub". Ten portugalski teolog początkowo przebywał w klasztorze kanoników regularnych, potem wstąpił do zakonu franciszkanów. Jego kazania, wygłaszane donośnym głosem, gromadziły tłumy słuchaczy, elokwentny mnich wykładał też na uniwersytetach i służył w przytułku dla ubogich. Papież Grzegorz IX nazwał kazania Antoniego " szkatułką Biblii"  i nakazał mu pisać kazania na dni świąt. Proces kanonizacyjny zakonnika był najkrótszym w historii Kościoła. Katolicy uznają, że pewnej nocy  Dzieciątko Jezus  nawiedziło Antoniego i ucałowało go zapewniając o miłości Boga. Z tej przyczyny święty jest przedstawiany z małym Jezusem z Nazaretu na ręku. Atrybutami św. Antoniego są: księga, lilia, serce, ogień – symbol gorliwości, bochen chleba, osioł i ryba. Jako święty jest bardzo pracowity, bo patronuje rzeczom zgubionym i zaginionym ludziom, zakonom: franciszkanów, antoninek, bractwom, wielu miastom (także w Polsce), dzieciom, górnikom, małżeństwom i narzeczonym, położnicom, ubogim, podróżnym ( za: Wikipedia ). Na daszku kapliczki znajduje się wycięta z blachy obwódka- korona. Figura znajduje się za oszklonymi drzwiczkami; u podstawy widnieją elementy podświetlenia. Dla podniesienia dekoracyjności całej budowli do zaprawy dodano lastryko... i tłuczone, kolorowe szkło. 

       Nowy właściciel planuje restaurację kapliczki. W porównaniu ze sławnymi kapliczkami ulicznymi, trwałymi elementami zaciszańskiego krajobrazu: na Samarytanka, Blokowej i Kolejarskiej, ta jest mało znana nawet mieszkańcom najbliższych ulic. Urokiem na pewno im nie ustępuje. Jest oryginalna, biorąc pod uwagę patrona. Może warto zatrzymać się przy niej, gdy coś zgubimy...   

       Ciekawy artykuł o kapliczkach:

     http://www.katolik.pl/przydrozne-kapliczki,2466,416,cz.html

       Klejarnia na Koniczynowej: 

    http://warszawazacisze.blox.pl/2014/12/Klejarnia-Lankajtesa-na-Zaciszu.html


    0 0

    "Urobek" wzdłuż Malborskiej

        Trwają prace pielęgnacyjne w wysuszonym na wiór Lesie Bródnowskim. Przerzedzono drzewostan w miejscu, gdzie nie ma zbytnio już czego przerzedzać. Usuwane są także martwe wiązy przy wjeździe na stok saneczkowy od grodziska.  

     

    Po lewej: jedno z trzech miejsc, gdzie w marcu wycięto olbrzymie topole (jak przyznały Lasy Miejskie- także zdrowe). Na otarcie łez ścięte pnie pozostawiono na miejscu- będą użyźniać glebę i dadzą schronienie owadom. Tym razem młode nasadzenia (głównie olchy) ogrodzono, jednak długotrwała susza może nie sprzyjać przyjmowaniu się sadzonek. Wydaje się, że zamiast piłowania gospodarz Lasu powinien najpierw zaaplikować podlewanie...  

    Po prawej: Polityka leśników, nakierowana na przebudowę drzewostanów w kierunku gatunków właściwych dla danego siedliska, nie podlega dyskusji, komu więc przeszkadzała dorodna brzoza, która może występować zarówno na terenie podmokłym jak  i na piaskach? Przed kilku laty wycięto całą aleję brzozową (patrz: zacisze.info, zacisze.blox ), potem wspomniane już topole. Według urzędniczego "widzimisię" niedługo nie będziemy podziwiać w naszym Lesie starych drzew. Zwłaszcza, że ostatnio uschło kilkanaście pięknych, dostojnych modrzewi na polanie za grodziskiem.  

    Obalonych przez wiatr olchy i wierzby, które runęły na sosny i zdeformowały ich pnie, nie ruszono od marca. Łatwiej planować zza biurka kolejne wycinki niż troszczyć się w chłodzie i błocie o stan podległego inwentarza.  


    0 0

       Willa Olszynówka w Alei Jórskiego (pierwsza z prawej), wyróżniająca się facjatą na poddaszu, w centralnej części frontu, powstała w 1938 r. Zapewne przed jak również po wojnie jej właścicielem był pan Winiarski , prowadzący w budynku sklep spożywczy. W pamięci klientów- wtedy dzieciaków, a dziś statecznych obywateli, mieszkających często z dala od Targówka-Osiedla- przetrwała  oranżada, ciastka i różnej wielkości czerwone lizaki. Wchodzący do sklepu potrącali drzwiami metalowy dzwonek . Sam pan Winiarski wspominany jest jako przyjemny człowiek z dużymi wąsami. W latach 60. lub 70. właściciel zaprzestał działalności (zapewne na wskutek problemów z urzędami lub państwową konkurencją WSS) i sprzedał dom dwóm rodzinom. 

      Widoczny na zdjęciu piętrowy budynek po lewej stronie Olszynówki to dawna, parterowa willa Kłosówka , należąca do Kazimierza, Wacława i Stefana Rytel, pochodząca z lat 30. XX w.  

    Ulica Koniczynowa- zachód słońca po pierwszym od tygodni deszczu (25.08).

    Tęcza po pierwszej od tygodni, dwugodzinnej ulewie, na osi ul. Spytka z Melsztyna.


    0 0

     

    Konstanty Lipowski                  "Elkanówka"  w 2013 r. (Mapy.google)

    Książka teleadresowa Warszawy z 1935 r., podobnie jak książki z 1938, 1940 i 1942, wzmiankuje  wytwórnię atramentu „Kostek”  w Zaciszu przy ul. Piłsudskiego róg Chemicznej (tel. 10-14-45), należącą do Konstantego Lipowskiego.  Obecnie jest to posesja z pięknym ogrodem przy Młodzieńczej róg Łukasiewicza, sąsiadująca z kwiaciarnią. Stojący wzdłuż ulicy dom wzniesiono w 1949 r., na jego tyłach od czasów przedwojennych istniał dom drewniany. Parceli nadano oryginalną nazwę- Elkanówka . Zakład Lipowskiego znajdował się w rogu działki, w miejscu dzisiejszego garażu, wzdłuż granicy z obecną kwiaciarnią. Zakład  posiadał własny wóz, służący do rozwożenia wyrobów. Sprzedawano je m.in. we własnym sklepiku przy ul. Bródnowskiej na Pradze. Konstanty zmarł w 1945 r., rodzina nie kontynuowała produkcji, zwłaszcza, że nie odziedziczono żadnych  receptur produkcyjnych.

       Do rodziny Lipowskich należały trzy posesje wzdłuż Łukasiewicza- w 1935 r. Marian i Helena nabyli od dziedzica Jórskiego działkę nr 249 (nr 19), wystawiając tam drewniany dom, obok zamieszkał Tadeusz Lipowski.

    Archiwum m.st. Warszawy- pozwolenie budowlane podpisane przez Jórskiego

      „KOSTEK” - Zacisze, Piłsudskiego, Tel. 10-14-45 (atrament)- 1935 r.

    „Kostek", wł. Lipowski Konstanty, wytw. atramentu, Zacisze — Piłsudskiego r. Chemicznej (1939/1940 Warsaw (City + Suburbs) Telephone Directory + (Small) Trade Directory: 1938-39.

       919 21 Lipowski K., Kostek, Tinteufbr., Zacisze, Pilsudskistr.- książka telefoniczna Generalnego Gubernatorstwa: rok 1942.  

       O fabryczkę toczono boje podczas obrony Warszawy w 1939 r. Wzmianka o tym fakcie wiąże się z historią zabicia hitlerowskiego generała von Fritscha w dniu 22 IX:  "[...] Działania niemieckie w tym rejonie wspierał m.in. 12 pułk artylerii meklemburskiej. 21 września wrogowi udało się zająć fabryczkę atramentu leżącą na przedpolu polskich pozycji, co umożliwiło Niemcom dalsze ataki na folwark Zacisze. Odcinka tego bronił polski batalion 41 pułku strzelców suwalskich. Jego dowódca, mjr Kazimierz Buncler, polecił por. Janowi Borkowskiemu, aby na czele dwu plutonów odbił teren fabyczki. Polska akcja zaczepna ruszyła rano 22 września. Zanim jednak ruszyły polskie tyraliery, niemiecki ciężki karabin maszynowy znajdujący się na fermie drobiarskiej (okolice Kondratowicza i zachodni skraj lasu ) otworzył ogień, paraliżując natarcie por. Borkowskiego. Odpowiedział mu ogniem polski cekaem, miał on jednak niewłaściwie nastawiony celownik, tak, że pociski nie trafiały wroga. Por. Borkowski sam dobiegł do karabinu maszynowego, przestawił celownik i jedną seria opanował sytuację. W czasie, gdy odbywał się tam pojedynek dwu karabinów maszynowych, przed folwark [ Lewinów, ul. Łodygowa ] wyszło 3 oficerów niemieckich – dwóch w hełmach i jeden w charakterystycznej siodłatej czapce. Obserwowali oni pojedynek karabinów maszynowych. Początkowo byli przekonani, że polski ckm został obezwładniony. Wyciągnęli więc mapy i trzymając je porównywali z sytuacja w terenie. Por. Borkowski, który nadal był przy ckm [ ul. Bukowiecka ] widział to doskonale. Oddał, więc krótką serię do owych 3 oficerów. Oficerowie niemieccy padli na ziemię jak zdmuchnięci. Po chwili Niemcy przenieśli oficera w czapce do tyłu. Widząc wyraźne zamieszanie po stronie wroga, por. Borkowski poderwał swe plutony do uderzenia i w krótkim szturmie zdobył fabryczkę atramentu . Oficerem w czapce zastrzelonym przez por. Borkowskiego był najprawdopodobniej generał pułkownik von Fritsch, najstarszy rangą oficer w armii niemieckiej ( L. Wysznacki, Warszawa zbrojna 1794-1918, 1939-1945, KAW 1979) .

       Obok "Kostka" znajdowała się fabryka "Ossa"- czytaj TU .   


(Page 1) | 2 | 3 | .... | 5 | newer